Pacjent nie musi znać się na chorobach. Jeśli idzie do gabinetu lekarskiego czy stomatologicznego, oczekuje, że znajdzie w nim specjalistę, który dobrze zdiagnozuje jego schorzenie i sprawi, iż ból zostanie uśmierzony. Gorzej, że wychodzi od lekarza z pustką w portfelu i przerażeniem w oczach, bo boli jak bolało, a za 15-minutową wizytę zażyczono sobie 200 zł.
Ząb w tarapatach
Nasza Czytelniczka, nauczycielka, pani Ewa opowiedziała nam swoją historię, w której pewnie odnajdzie się każdy z nas...
Dwa lata temu pani Ewa trafiła do jednego z gabinetów z delikatnym bólem zęba. Stomatolog stwierdził, że konieczne jest leczenie kanałowe, które kosztowało ją 600 zł. Po dwóch latach pojawił się ćmiący ból, okazało się, że to ten sam ząb. Tym razem naszą bohaterkę leczyła pani stomatolog, która powiedziała, że sączy się z niego ropa i proponuje opatrunki na kość. Za 3-miesięczne leczenie skasowała panią Ewę na kwotę 280 zł. Jednak w piątkowy wieczór dolna szóstka tak mocno dawała się we znaki, że trzeba było coś z tym zrobić. Znajoma dentystka nie odbierała, a w piątek... Cóż. Trudno o wolny termin. W końcu zgodziła się przyjąć naszą Czytelniczkę sympatyczna pani doktor z innego gabinetu.
15 minut i po sprawie
– Gdy tylko się pojawiłam w klinice, zrobiono mi zdjęcie panoramiczne za 60 zł, po chwili posadzono mnie na fotelu, zaaplikowano znieczulenie, rozwiercono mi zęba i powiedziano, że dziś nie mają czasu na taką operację. W wielką dziurę włożono mi opatrunek, powiedziano, że jeśli będzie bolało, to mam sobie go wyciągnąć i zalecono... kolejne leczenie kanałowe. Za wizytę zażyczono sobie 200 zł. Wróciłam do domu, i chociaż ciągle czułam się nieswojo, miałam nadzieję, że w końcu trafiłam na kogoś, kto skutecznie mi pomoże. Niestety, po trzech godzinach, gdy znieczulenie przestało działać, szóstka zgotowała mi gehennę. 11 w nocy, wyję z bólu – opowiada Czytelniczka – W końcu przypomniałam sobie, że w Gdyni, w Przychodni Śródmieście działa pogotowie stomatologiczne. Spakowałam dowód ubezpieczenia i ruszyłam do Gdyni.
Rzeczowa diagnoza, czyli pozbawienie złudzeń
– Zapalenie okostnej – padła diagnoza. – Ząb jest do wyrwania, a pani natychmiast potrzebuje antybiotyku, bo cała szczęka, a nawet węzły chłonne są już zaatakowane – usłyszałam od dyżurującej lekarki.
– Nie będę komentować tej sprawy. Pacjenci chcą jak najdłużej zachować zęby, a stomatolodzy w prywatnych gabinetach żerują na tym. Zapraszam w niedzielę, wyrwiemy zęba i będzie po sprawie. A dzisiaj proszę wykupić antybiotyk. I wypiszę pani jeszcze ketonal forte – powiedziała pani doktor.
– Wyszłam z gabinetu rozbita, nie takiej diagnozy się spodziewałam. Usłyszałam prawdę i choć nie była to najmilsza prawda, wiem na czym stoję, i mogę sobie podarować kolejne leczenie kanałowe za kolejne 600 zł – mówi pani Ewa. – Proszę o nagłośnienie tej sprawy, bo pacjent jest w tym wszystkim osamotniony – dodaje kobieta.
Biznes stomatologiczny się kręci, a pacjent coraz uboższy i coraz rzadziej się uśmiecha. I nie wie komu wierzyć? Czy temu stomatologowi z placówki publicznej, który bez ogródek podzieli się z nami nawet najgorszą diagnozą? Czy pracownikowi prywatnego gabinetu, który będzie nas mamił jakże drogą nadzieją?
Mamy wrażenie, że o zasadzie Hipokratesa, która brzmi „Primum non nocere”, czyli „Po pierwsze – nie szkodzić” już dawno zapomniano. A pacjent stał się jedynie maszynką do zarabiania.
Jeśli chcesz nam opowiedzieć swoją historię, napisz do nas:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Chętnie ją opiszemy.
Nocna opieka stomatologiczna
NZOZ „Śródmieście”
ul. Żwirki i Wigury 14,
Gdynia
Od poniedziałku do piątku w godzinach 19.00-7.00, a także całodobowo w soboty, niedziele i dni świąteczne placówka przyjmuje pacjentów w przypadkach nagłych, związanych ze stanami zapalnymi w jamie ustnej.

