Rozmowa z Aleksandrem Kwaśniewskim – prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995-2005
– Jak Pan Prezydent ocenia dzisiejszą pozycję lewicy na Pomorzu?
– Powiem krótko: powinna być znacznie lepsza. Gdyby doszło do sytuacji, w której mieszkańcy Trójmiasta nie mieliby możliwości wyboru prezydenta miasta również z grona kandydatów lewicy, byłoby fatalnie.
– Co więc powinno się stać, aby lewica pewniej zaistniała na pomorskiej scenie politycznej?
– Bardzo dramatycznie zabrzmiało to pytanie, a przecież nie jest tak, że lewica na Pomorzu nie działa, i to aktywnie. Prawdopodobnie jednak rzeczywiście powinna się rozwijać etapami. Tak więc potrzebni są młodzi ludzie. Lewica musi tu istnieć w sensie struktur partyjnych, dyskusji, obecności. Trzeba mieć swoich przedstawicieli w radach miast i wśród tych ludzi powinien znaleźć się polityk z kwalifikacjami do ubiegania się o fotel prezydenta miasta. Tymczasem mamy połowę marca i ani pani, ani ja nie znamy jeszcze kandydatów lewicy ubiegających się o te stanowiska, więc, jak widać, tak poważnych polityków lewicy jeszcze tu nie ma. Nie chodzi o to, żeby nagle „narodzili się” w tym roku wyborczym, ale żeby istnieli i aktywnie działali na Pomorzu przez wiele lat. Mam nadzieję, że jeszcze się tego doczekamy.
– Czy, Pana zdaniem, nasze miasta rozwijałyby się lepiej, sprawniej i szybciej, gdyby ich gospodarzami byli prezydenci wywodzący się z obozu lewicy?
– To wszystko zależy od dobrego kandydata. W polskim systemie prezydent miasta ma dużą władzę i jego osobowość znacząco wpływa na to, co się dzieje w mieście. Ja mam nadzieję, że lewica będzie miała na tyle poważnych kandydatów, że w tych wyborach zwrócą na siebie uwagę. Jeśli chodzi o Trójmiasto, to tutaj mamy taką sytuację, że obecni prezydenci rządzą już od wielu lat i swoje pozycje mają dość mocno zbudowane. Nie wiem, czy nie byłoby dobrze, gdyby zarówno oni, jak i mieszkańcy, zdecydowali się na zmianę. Uważam, że zbyt długie przebywanie na jednym stanowisku nie wychodzi na dobre ani prezydentom, ani miastom, ani mieszkańcom.
– Czym lewica może dzisiaj porwać młodych ludzi?
– Jeśli chodzi o „porywanie młodych ludzi”, to lewica ma bardzo silne argumenty. Po pierwsze chce bronić i chronić wolności człowieka przed impotencją państwa, przed nietolerancją, przed nadmiernymi wpływami Kościoła. Jednym słowem: chce, żeby każdy z nas mógł mieć poczucie bycia w centrum zainteresowania wszystkich struktur. Poza tym lewica jest przecież za dokończeniem emancypacji kobiet i wykorzystaniem w pełni ich ogromnego potencjału, umożliwieniem im samorealizacji, wyrównaniem płac, wprowadzeniem parytetów, zabezpieczeniem dla nich większej ilości miejsc w strukturach samorządowych. Lewica jest także bardzo wyczulona na wszystkie kwestie związane z nierównością społeczną. To znaczy, że jeśli w mieście występują jakieś dzielnice biedy lub miejsca, w których skupia się nieprzystosowana młodzież, wówczas to ze strony lewicy powinny wypływać pomysły, co zrobić, aby takie osoby asymilować, aby nie miały one poczucia wykluczenia. Z tym oczywiście wiąże się kwestia edukacji i równego do niej dostępu, bez względu na zasób portfela opiekunów czy rodziców. Jest więc sporo argumentów, które, moim zdaniem, mogą być dla młodych ludzi interesujące. Chodzi tylko o to, aby znaleźli się jeszcze odpowiedni liderzy przedstawiający te idee.
– Na koniec ostatnie pytanie: Jolanta Kwaśniewska na prezydenta – dlaczego nie?
– No cóż, głównie dlatego, że moja żona nie zajmuje się polityką. Jest to dziedzina, która jest poza obszarem jej zainteresowań. Jola jest wspaniałym człowiekiem zajmującym się działalnością społeczną, pomocą potrzebującym i w tym się „wyżywa”. Aby być prezydentem, trzeba mieć ewidentne skłonność do polityki. Bardzo szczerze i uczciwie odpowiedziała na wszystkie zachęty kandydowania, że pięknie dziękuje, ale to nie jest stanowisko dla niej.
– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze
Dlaczego szkoda miejsca? Przepraszam czy gazeta lokalna jest gorsza?
dość specyficzne masz poczucie humoru trzeba przyznać...