Strona główna Wywiady Wywiad z Lorą Szafran: Sentymentalna wyprawa w przeszłość

Wywiad z Lorą Szafran: Sentymentalna wyprawa w przeszłość

Email Drukuj

Lora Szafran nie pcha się na strony kolorowych gazet, bo tam trzeba  mówić o wszystkim – o chorobach, jedzeniu, dzieciach… tylko nie o muzyce :: fot. mat. prasowe

Czy Lora Szafran znana jest tylko ze sceny jazzowej? Jest absolwentką Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, zwyciężyła w Międzynarodowym Konkursie Wokalistów Jazzowych, współpracowała z zespołami jazzowymi…

Ale jest też absolwentką Wydziału Muzyki Rozrywkowej, jest jednym z najciekawszych głosów polskiej sceny estradowej, a zarazem niespokojny duch w niej siedzi, któremu zawsze mało nowych artystycznych wyzwań. Nie obcy jest jej ambitny pop.

– Współpracowała pani m.in. z grupą Walk Away, zespołem jazzowym Swing Orchestra Cracow, formacją jazzu akustycznego New Presentation, a ostatnio z zespołem Big Stars…

– Big Stars, to już  też historia. Z Patrycją Golą i Beatą Bednarz tworzyliśmy taki zespół, ale od dwóch lat już nie pracujemy, rozwiązałyśmy działalność. Okazało się, że było zapotrzebowanie na śpiewanie coverów, a nie chcieliśmy być zespołem coverovym, takim co to śpiewa tylko znane standardy. Nasz pomysł na zespół był nieco inny.

– Ale niespokojny duch siedzi w pani, bo jak nie formacje muzyczne, to artystyczne wyzwania kończące się nagraniem kolejnej interesującej płyty. To w jakich muzycznych projektach brała pani udział?

– Śpiewałam Chopina i to w połowie lat 90., kiedy nie było to ani takie modne, ani opłacalne. „Tylko Chopin” był jedną z pierwszych płyt, w której dałam inne spojrzenie, inne aranżacje muzyki naszego sławnego kompozytora. To było coś nowego na polskim rynku, jeżeli chodzi o podejście do klasycznej muzyki Chopina. Efektem spotkań z Włodzimierzem Nahornym była płyta „Śpiewnik Nahornego” z jego utworami, m.in. ze słynną piosenką „Jej portret”. „Droga do Ciebie” to kolejny ciekawy muzyczny projekt, na którego złożyły się w mojej interpretacji piosenki Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory. Wybrałam bardzo liryczne teksty, które śpiewała Kalina Jędrusik, ale bardzo jazzujące w stylistyce. I ostatni mój projekt, z maja ub. roku, to „Struny na ziemi” do muzyki Włodka Pawlika.

– A teraz zagłębiła się pani w twórczość Leonarda Cohena. Co sprawiło, że to on, wielki artysta o zniewalającym głosie, stał się przedmiotem pani zainteresowania?

– Może rzeczywiście mój niespokojny duch, brak pokory… nie, nie będę dorabiać do tego ideologii. Oczywiście Leonard Cohen nie jest mi zupełnie obcy. Jestem przedstawicielką pokolenia, które już w latach 70. w liceum poznała twórczość tego barda. Z grupą rówieśników spotykaliśmy się; była świeczka, wino rumuńskie albo węgierskie i słuchaliśmy Cohena, ale też Grechuty, Dylana. Cohen był bardzo popularnym piosenkarzem, choć to były dla mnie czasy, kiedy już zaczęłam fascynować się jazzem. I tak po latach mój manager zasugerował mi, czy może bym zainteresowała się repertuarem Cohena i włączyła go do zupełnie nowego mojego muzycznego projektu. Początkowo nie byłam pewna, czy to dobry pomysł. Zaczęłam jednak tym mocniej interesować się, choć nadal miałam dużo wątpliwości, bo jak tu kobieta ma śpiewać kultowe utwory przypisane mężczyźnie!?

– A jednak pomysł zaczął się realizować!

– Choć miałam jakieś znaki zapytania, pomyślałam dlaczego nie! A że jestem dość odważna, postanowiłam spróbować swoich sił w męskim repertuarze. Nie ukrywam, pomogła mi w tym płyta „Tower od Song”, gdzie utwory Leonarda Cohena śpiewają inni wykonawcy, m.in. Sting („Sisters of  Mercy”), Bono („Hallelujah”), Tori Amos („Famous Blue Raincout”), Elton John („I’m Your Man”). Oni dali swoją interpretację kultowych piosenek Cohena. Dlaczego więc nie ja!? Byłam zdecydowana na Cohena, na moją interpretację jego utworów, zdecydowałam, że to też będzie moja sentymentalna wyprawa w przeszłość.

– No i ukazała się pani płyta „Sekrety życia według Leonarda Cohena”, to jakie sekrety, jakie utwory zaprezentowała pani na tym albumie?

– Wybrałam głównie utwory, które były mi znane, jak „Słynny niebieski prochowiec”(„Famous Blue Raincoat”), „Tańcz mnie po miłości kres” („Dance Me to the End of Love”), „Gdzieś w sercu dnie” („In My Secret Life”), ale też mniej znane, m.in. „Oto jest” („Here It’s”), „Na tysiąc pieszczot w głąb” („A Thousand  Kisses Deep”) .

– Dorobek Leonarda Cohena jest bogaty, czym się pani kierowała przy wyborze jego piosenek?

– Nie bez znaczenia jest to, że jestem kobietą i nie wszystkie utwory są mi dostępne. Trudno kobiecie śpiewać męskie teksty, z małym wyjątkiem. Pozwoliłam sobie zaśpiewać „Słynny niebieski prochowiec”, choć jest to wybitnie męski tekst, jest to list przyjaciela do przyjaciela i chodzi w nim o kobietę. Potraktowałam ten tekst jako narrator, czyli osoba, która czyta list Cohena.

– Czy utwory w pani wykonaniu zbliżone są do oryginału, czy też ukazuje nam znane utwory Leonarda Cohena w zupełnie nowym świetle?

– Mam nadzieję, że brzmią one w zupełnie nowym świetle, chociaż na pewno nie chciałam na nowo napisać tych piosenek. W „Sekretach…” utwory są zupełnie inaczej zinstrumentalizowane. Nie jest to typowe wykonanie w jego stylu, czyli gitara, bas i oszczędna kameralna aranżacja. Tutaj jest 10-osobowa orkiestra smyczkowa, są instrumenty dęte – puzon, trąbka, nawet klarnet basowy. Są flety, harfa, sekcja rytmiczna, kontrabas, fortepian…, tak że w „Sekretach…” jest bogata aranżacja. Trochę zmienione są formy. Jak Cohen śpiewa, to są to takie długie opowieści – zwrotka, refren, zwrotka, refren. Staraliśmy się bardziej skondensować te formy, chociaż nie było to takie proste. Dostaliśmy zgodę na pełne wykonanie pełnych tekstów, a teksty są bardzo bogate i długie. Utwory są w wersjach polskojęzycznych, w większości w przekładach nieodżałowanego Macieja Zembatego. Opracowaniem klasycznych hymnów śpiewającego poety zza oceanu w nowych, odważnych wersjach, zajął się Miłosz Wośko.

– Jest pani zadowolona z tej produkcji?

– Płyta na pewno nie jest jazzowa, za to ponad wszelką wątpliwość szczera. Wierna oryginałom, ale zarazem ukazująca te piosenki w zupełnie nowym świetle. Słuchając tej płyty można być w lekkim  szoku – męskie teksty, męskie myśli, a tu kobieta wchodzi w twórczość Leonarda Cohena.

– To już ósma płyta w pani dorobku, zapowiada się trasa koncertowa z tą płytą?

– Pierwsze koncerty zaplanowane są na luty: Poznań, Bielsko-Biała, Konin… nie ukrywam, chciałabym też zaśpiewać w Trójmieście.

– Jest pani znaną wokalistką, ale „nie pcha się” pani na strony kolorowych gazet…

– Bo na tych stronach trzeba mówić o wszystkim – o chorobach, jedzeniu, dzieciach… tylko nie o muzyce.

– No i mało można się dowiedzieć o obecnej pani działalności estradowej.

– Bo jestem tzw. niszowa, nie dbam o to, aby za wszelką cenę sprzedawać się prywatnie. Odpowiada mi taki wywiad jak u pana. Pyta pan m.in. o ostatnią moją płytę, a przy okazji mogę coś powiedzieć o sobie, a nie tylko, co jem na śniadanie.

– Może więc tak w skrócie, jak minął pani 2011 rok na estradzie?

– Był trochę gorszy niż poprzedni, ale on taki był dla wielu osób z naszej branży. Kryzys dotyka nie tylko gospodarki również kulturę, ale to nie oznacza, że nie grałam koncertów. Nagrałam dwie płyty, na przykład ta wspomniana z Włodkiem Pawlikiem. Niestety ten projekt nie przełożył się na ilość koncertów. No i teraz nagrałam płytę z utworami Leonarda Cohena. Ponad pół roku poświęciłam na ten projekt. Dużo pracy w to włożyłam. Nagrania w trzech studiach, w sensie muzycznym to była duża produkcja.

– Muzyka zajmuje ważne miejsce w pani  życiu, a gdyby nie muzyka, czym pani by się zajęła?

– Kompletnie się nad tym nie zastanawiałam. Jestem kobietą już w średnim wieku i już za późno zastanawiać się, co bym innego robiła. Cieszę się, że mogę robić to, co robię i że nadal są chętni by przyjść na moje koncerty, i że firmy fonograficzne proponują mi kolejną pracę nad nową płytą. Nie ma się co zastanawiać, muzyka jest moim życiem.

- Dziękuję za rozmowę.
 

Komentarze 

 
+1 #1 Paweł 2012-02-12 20:59
szkoda, ze ta znakomita piosenkarka tam mało wystepuje w telewizji
Cytować
 

Dodaj komentarz