Ania, to córka znakomitej piosenkarki z lat 60 i 70-tych Ady Rusowicz, która tragicznie zginęła w wypadku samochodowym w 1990 roku oraz Wojtka Kordy wokalisty i gitarzysty którzy razem stanowili trzon słynnego zespołu Niebiesko-Czarni. Ania odziedziczyła po mamie urodę, niezwykły głos i talent do komponowania i pisania muzycznych utworów.
- Co łączy Natalię Kukulską, Piotra Cugowskiego, Katarzynę Dziewiątkowską i Anię Rusowicz?
- Też jestem w tym zacnym gronie, moi rodzice również występowali na estradzie. Cieszę się, że i ja to tego grona „wkleiłam się”.
- Studiowałaś psychologię dlaczego dalej tą drogą nie chciałaś pójść?
- Cały czas idę tą drogą! Właśnie kończę studia, złożyłam już prace magisterską. Wcześniej też studiowałam ale farmację. Myślę, że tą drogą, którą teraz podążam będę dalej szła. Jestem zafascynowana psychologią. Łączę teraz dwie moje pasje; muzykę i psychologię. W jednej z rozgłośni radiowych prowadzę audycję w której łączę psychologię z muzyką z lat 60-tych. Ponadto prowadzę zajęcia umuzykalniające dla maluchów na bazie psychologicznych założeń.
- Nie jesteś dzieckiem programów typu „Szansa na Sukces”, Mam Talent”.
- Nie, nie, unikałam tych programów.
- Jaka więc droga prowadziła cię na estrady, kto podał ci pomocną dłoń?
- Musiałam sama sobie taką rękę podać. Wcześniej uciekałam od muzyki ale to było podyktowane raczej z pobudek osobistych. Teraz już pewne rzeczy poukładałam sobie, inaczej do wielu spraw podchodzę, po prostu musiałam dojrzeć by podążać tą drogą, którą szła moja mama.
- Czyli jednak muzyka cię owładnęła. A początek, to twój udział w zespole Dezire?
- Moja droga na estrady była trochę inna niż dzieci znanych muzyków do których na początku naszej rozmowy nawiązaliśmy. U mnie ten rodzinny wkład jakoś nie odznaczył się bardzo mocno. Po śmierci mojej mamy nie wychowywał mnie tata, a zabrała mnie do siebie siostra mojej mamy, która jest nauczycielką. Jej mąż był lekarzem może też dlatego byłam ukierunkowana bardziej medycznie, stąd też ta farmacja u mnie. Byłam wychowywana na wsi i przez długie lata w ogóle nie miałam bezpośredniego kontaktu z muzyką. Nikt mnie nie naprowadzał na muzyczną ścieżkę. Dopiero w liceum, zaczęłam interesować się muzyką. Poszłam też do szkoły muzycznej na śpiew operowy ale wyłącznie z takich moich naturalnych pragnień i dążeń. Potem były studia medyczne i już na typ etapie życia muzyka, ale ta rozrywkowa zaczęła wkradać się w moje życie. Do tego stopnia, iż wzięłam „dziekankę”. Zaczęłam grać w klubach, śpiewać piosenki. Ale byłam taka zupełnie „no-name” – nie znana! I oto pewnego dnia zespół Dezire szukał wokalistki. Zgłosiłam się do nich i zostałam.
- Przy twoim nazwisku pojawia się na ogół stwierdzenie „córka słynnej Ady Rusowicz”, to taka otwarta furtka do kariery, pomaga czy szkodzi?
- Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie wszyscy znali moją mamę, nawet mylono nazwisko, mówili Rutowicz. Moim pragnieniem było nie tylko abym ja zaistniała na muzycznej scenie, a chciałam przypomnieć o mojej mamie. Bo nikt o niej nie pamiętał! Została zapomniana nawet w mediach. Chodziłam po wielu instytucjach; pukałam i przypominałam o mojej mamie, że w ogóle taka piosenkarka Ada Rusowicz istniała. Nie było to łatwe, nie wszystkie drzwi się otwierały. Kilka osób powiedziało nawet „po co to odgrzebywać”. O wielu polskich artystach pamięta się, a o mojej mamie zapomniano. Jednakże ludzie z branży muzycznej utwierdzali mnie, że jeżeli ja tego nie ruszę, to nikt tego nie zrobi. A pytanie; czy moja mama otworzyła mi drzwi do tego muzycznego świata? Pewnie tak, bo i ja przypomniałam o niej, a dzięki temu ona pomogła mi zaistnieć.
- Niestety z mamą masz kontakty tylko przez modlitwę, a z Wojtkiem Kordą, twoim tatą?
- Nie, żadnych! Od śmierci mamy nie mam kontaktów z tatą, on mnie nie wychowywał.
- Czyli ten temat zamykamy. Pytań w tej sprawie nie będzie. Rozdział zamknięty. Słuchając piosenek w twoim wykonaniu, to jak kalka twojej mamy, nawet jesteś do niej bardzo podobna.
- Chyba los mi jakoś wynagrodził, że jestem do niej podobna. I mogę z tego czerpać korzyści i dla mnie, i dla niej. Czuję że to moja mama powróciła na estradę. Ona jest teraz jakby we mnie.
- Na twoją debiutancką płytę „Mój Big Bit” wybrałaś kilka utworów z repertuaru Ady Rusowicz m.in. „Czekałam na ciebie tysiąc lat”, „Nie pukaj do moich drzwi”, „Musisz się zakochać”, „Za daleko mieszkasz miły”… chcesz je ocalić od zapomnienia?
- Tak, nawet specjalnie wybrałam te najbardziej popularne piosenki. A co do tej płyty, to pomysł na jej wydanie urodził się już parę lat temu. Początkowo chciałam wydać płytę tylko z piosenkami mamy, to miała być taka składanka Ady Rusowicz. Minął rok, nikt nie zainteresował się tym projektem. Stwierdziłam więc, że ja sama nagram te piosenki. A że też potrafię komponować i pisać teksty, postanowiłam, że to będzie takie pół na pół; połączenie nowych utworów z tymi z lat 60-tych i że to nie będzie tylko płyta coverowa. Połowa wkładu, to piosenki mamy, pozostałe to moje kompozycje.
- Z tymi utworami, utworami do muzyki m.in. Janusza Popławskiego, Czesława Niemena klasyfikujesz się w nurcie muzyki big-beatowej zwanej też muzyką młodzieżową. Odpowiada tobie ten muzyczny gatunek?
- Tak, jak najbardziej. Mogę powiedzieć, że odkryłam moją muzyczną tożsamość. Widzę, że ta muzyka wpisuje się w nurt moich muzycznych zainteresowań. W innych gatunkach muzycznych było mi jakoś ciężej, nie potrafiłam przeforsować pewnych rzeczy, a tutaj mam taką otwartość komponowania. Pisanie tekstów do takiej muzyki przychodzi mi łatwiej.
- Czyli płyta „Mój Big Bit” jest takim wyznacznikiem twoich muzycznych zainteresowań?
- Choć moja muzyczna droga wiodła przez różnorodne stylistyczne ścieżki muzyczne, lubię muzykę z lat 60-tych i staram się śpiewać w tamtym stylu, taki prawdziwy big-bit!
- Muzyka, śpiew, to jedyne twoje pasje?
- Jeszcze wspomniana psychologia. Prowadzę aktywny tryb życia, dużo biegam, nie obce są mi sportowe zainteresowania.


Komentarze
ola