Ich znakiem rozpoznawczym jest róż. Chętnie sięgają też po tiul i różnobarwne akcesoria. Są kolorowe, rozgadane i uwielbiają żyć na przekór. Pewnie dlatego postanowiły stworzyć jedyny w swoim rodzaju kabaret fireshow Mamadoo, czyli formację dającą pokazy z ogniem utrzymane w żartobliwej atmosferze.
Zespół Mamadoo od 9 już lat pokazuje, że kuglarskie sztuczki nie muszą być przepełnione mrokiem, w ich występach dominują zabawne elementy. Nic dziwnego, że pokochała ich publiczność nie tylko w naszym kraju, ale także za granicą. Dziewczęta miały udane występy na festiwalach w Glastonbury w Anglii czy we Włoszech podczas festiwalu Festa del Fuoco di Stromboli 2011.
Na początku jednak środowisko związane z fireshow podchodziło do Mamadoo dość sceptycznie.
- Mówiono o nas pogardliwie - balecik – mówi Kinga. - A naszą stronę internetową kojarzono raczej z witryną sklepu z cukierkami niż z fireshow.
- Nie zrażałyśmy się jednak i kontynuowałyśmy nasze działania w tej samej konwencji – dodaje Monika.
Naturalny podział obowiązków
Zespół Mamadoo tworzą Mirosława Leśniewska, Anna i Monika Derda oraz Kinga Kuczyńska. Ich pokazy, w których pojawiają się zabawne, charakterystyczne postaci, cieszą się pozytywnym odbiorem widzów, którzy zawsze po ich występach są zachwyceni sprawnością dziewcząt, widowiskowością przedstawienia i ich ciągle świeżym i nowatorskim podejściem do realizowanych tematów. Można powiedzieć, że udało im się osiągnąć sukces, którego autorkami są - od początku do końca – same członkinie zespołu.
- To ciężka praca, dzień po dniu, tydzień po tygodniu i rok po roku. Jestem dumna z naszych osiągnięć. Po Glastonbury pojawiło się u mnie poczucie „sprawczości”, że jeżeli się za coś wezmę, to jestem w stanie osiągnąć sukces – mówi Mira.
- Choć początki były trudne, szukałyśmy po omacku, każda rwała się do wszystkiego. Teraz, po latach współpracy, w sposób samoistny wykształcił się naturalny podział obowiązków. Ja na przykład nie czuję się komfortowo udzielając wywiadów, w tej roli bardziej spełniają się dziewczyny, ja wolę poszperać w sprzętach – mówi Mira.
- Marketingiem zajmują się Monika i Kinga, pomysły na układy choreograficzne często wychodzą od Ani. Choć właściwie można powiedzieć, że za choreografię i styl pokazu odpowiadamy wszystkie, to miks naszych pomysłów. Podobnie jest z naszymi kreacjami. Często pomysły na wygląd sceniczny są uzależnione od tego, co odkryjemy w internecie – śmieje się Kinga, która odpowiada również za kontakty z mediami i wizerunek grupy. – W ten sposób powstały pomysły na postacie: baletnicy, królików i Alicji w Krainie Czarów.
Pewien pokaz – wszystko zmienił
- Właściwie wszystko się zaczęło od obejrzanego przypadkowo pokazu mody, na wybiegu pojawiły się modelki w ogromnych, rozbudowanych, pięknych strojach, z idealnie dobraną muzyką i scenografią. Siedziałyśmy z otwartymi ustami i ten wieczór nas zainspirował. Pomyślałyśmy, że stworzymy coś podobnego, tylko ogniowego – opowiada Monika. - Podczas naszego pierwszego występu był oczywiście rozłożony czerwony dywan.
- To miał być taki ogniowy pokaz mody, ale nasz pomysł ciągle ewoluował, wprowadzałyśmy kolejne postaci, kolejne pomysły przychodziły nam do głowy. Konwencja przerysowania i realizowania spektakli z przymrużeniem oka bardzo przypadła nam do gustu – mówi Kinga.
- Zresztą my takie po prostu jesteśmy. Barwne, wyluzowane, roześmiane. Lubimy się bawić stylami, nie jesteśmy mroczne z natury, dlatego właśnie wyrażamy się w taki sposób. Mam wrażenie, że wynika to też z faktu, że lubimy życie na przekór– dodaje Ania.
Siostrzane porozumienie
Gdy tworzy się grupę prawie 10 lat, łatwiej o porozumienie. W Mamadoo panują siostrzane relacje, dosłownie i w przenośni.
- Monika i Ania są siostrami, ja znam się z nimi od podstawówki. Mirę poznałyśmy w momencie zakładania zespołu. – opowiada Kinga – Po takim czasie znajomości już dokładnie wiemy, jakich słów nie używać, żeby nie rozpętać burzy. Za to coraz częściej proponujemy podobne rozwiązania choreograficzne. Łączy nas także podejście do ognia. Nie mamy takiego przeświadczenia, że to jest niebezpieczny żywioł, który musimy „okiełznać”. To po prostu narzędzie naszej pracy, które znamy bardzo dobrze. Wyzwania pojawiają się na innych etapach – nauki tricków, budowania choreografii, ale nie wynikają one z samego obcowania z ogniem – zauważa Kinga.
- Natomiast nasi rodzice podchodzą do tego nieco inaczej. Dzwonią do nas przed i po każdym pokazie. Ale gdybyśmy zamiast ognia używały waty cukrowej, też pewnie by dzwonili – żartują Ania i Monika.
Choć artystki nieco bagatelizują sprawę pracy z ogniem, to jednak ten nie daje o sobie zapomnieć. A to wiatr powieje nie w tym kierunku i już włosy spalone, a to ręka nieco oparzona.
- Na szczęście moda wychodzi nam naprzeciw, podgolenia na głowie są ciągle na topie, dlatego tak bardzo na tym nie cierpimy – żartuje Monika. W każdym zajęciu są jakieś skutki uboczne – dodaje.
Równym tempem, równym krokiem
Kuglarki przywiązują wagę zupełnie do czegoś innego.
- Najwięcej czasu zajmuje nam praca nad płynnością i synchronizacją ruchów – mówi Kinga.
- Najpierw jest muzyka. Zdarza się, że podczas słuchania jakiegoś utworu, oczyma wyobraźni widzę nasz cały układ. Przedstawiam swoją wizję zespołowi, dodajemy jeszcze poszczególne elementy i tricki. Potem dochodzi praca, żeby wszystkie ruchy wykonywać idealnie równo. Musimy też pamiętać o takich niuansach, że sprzęty muszą być mniej więcej takie same, żeby wykonywały taką samą pracę w powietrzu – opowiada Ania.
- Często wydaje nam się, że wszystkie wykonujemy poszczególne ruchy równiutko, a potem się okazuje, że nie do końca tak jest, dlatego nagrywamy nasze próby. Ogień włączamy na samym końcu, wtedy też następuje weryfikacja, czy może coś jeszcze należy poprawić lub ewentualnie coś dodać. I tak naprawdę z ogniem wcale nie potrzeba tak wielu prób, 90 proc. to praca nad choreografią, synchronizacją, a 10 proc. to próba z ogniem – tłumaczy Monika.
Co za 10 lat?
- Zdajemy sobie sprawę, że zmieniają się nasze ambicje i oczekiwania. Nie mamy złudzeń, że wiecznie będziemy chciały występować. Ale nie wyobrażam też sobie, że ten ogień tak po prostu zniknie z mojego życia, dlatego robimy rzeczy, które łączą się z ogniem, np. organizujemy Festiwal Rytmu i Ognia FROG i kilka innych imprez utrzymanych w podobnym charakterze – mówi Kinga.
- A teraz, po sezonie, zamykamy się w sali ćwiczeń i czas popracować nad nowym show – informuje Monika.


Komentarze