O Gdańsku i Berlinie, gorących uczuciach i zimnej wojnie, pisaniu bestselleru i... nie tylko z Magdaleną Parys rozmawia Magda Potorska.
- Jakie to uczucie, postawić ostatnią kropkę w swojej powieści?
- I pustka i ulga, bo terminy wydawcy są nieubłagane. Ludwik Janion powtarza, że przez całe życie pisze się jedną książkę. W komputerze czeka ponad czterysta stron kontynuacji Tunelu i szkic nowej powieści.
- Nie chcesz, żeby mówić o tobie pisarka. Wolisz autorka.
- To chyba ta prusacka precyzja: ważę słowa, szczególnie rzeczowniki.
- Ale powiesz prusacka, a nie pruska!
- Lubię się bawić przymiotnikami /śmiech/.
- To kiedy autorka staje się pisarką?
- Tomasz Mann powiedział, ze pisarz to człowiek, któremu pisanie przychodzi trudniej niż innym ludziom. Pisarką trzeba się urodzić.
- Autorką się jest, a pisarką bywa? Twój przypadek: talent. Tunel to dojrzała książka, świetnie napisana.
- Usłyszeć, że ma się talent to zobowiązujące, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Kiedy ktoś mi to mówi, cieszę się i peszę. Najpewniej czuję się pisząc.
- Główny wątek powieści toczy się w Berlinie, bohaterowie są jednak związani z Gdańskiem. Kiedy zaczęła się świadomość miejsca? Twoje dzieciństwo wyznaczała topografia Güntera Grassa. Te same podwórka Wrzeszcza, tylko drzewa trochę podrosły...
- Moja rodzina to gdańszczanie z pokolenia na pokolenie, urodziłam się w Gdańsku, ale rodzice wyprowadzili się do Szczecina. Przyjeżdżałam jednak na moje ukochane podwórko: na stacji Gdańsk-Wrzeszcz serce podchodziło mi do gardła, przy cukierni Parandowskiego biło mi tak mocno, że miałam zawroty głowy, a od ulicy Grażyny wchodziłam do Mojej Krainy Czarów. Ulica Grażyny, najpiękniejsza ulica na świecie, prowadziła na Plac Wajdeloty, potem przejście pod łukiem i… mój dom. Moje dzieciństwo to tęsknota za Wrzeszczem i to jest ciągle we mnie, coś takiego, że albo to potem jakoś przerobić na literaturę albo... zwariować.
- Wybrałaś książkę /śmiech/. Które miejsca zapamiętałaś najbardziej?
- Przed domami ogródki przedwojennych gdańszczan, a w nich, od Placu Wajdeloty aż po Kościuszki malutkie, dzikie róże i gladiole, ganki z pięknymi, żeliwnymi kulami i schodami, jak te z Mariackiej na Starówce. Przejazd pod oknami rozklekotanego tramwaju, to do dziś melodia wprowadzająca mnie w stan głębokiego relaksu! Nie wiedziałam, że do szkoły, do której chodziła moja mama, chodził też Günter Grass, że bawił się tam, gdzie ja. Moment uświadomienia sobie tego był metafizycznym doznaniem.
- Hmm...Mamy XXI wiek i baumanowską kulturę w płynnej rzeczywistości...
- ...A tęsknota do miejsc pozostaje tęsknotą. Niezależnie od czasu, perturbacji politycznych i przynależności narodowej.
- Czytając twoją powieść, czuje się w pewnym momencie powiew prozy Stefana Chwina, takie muśnięcie, ukłon w stronę mistrza. Bardzo subtelne...
- Zanim sięgnęłam po prozę Stefana Chwina odczuwałam genus loci i empatycznie, po dziecięcemu, smutek tysięcy ludzi opuszczających to miasto. U babci był spalony (!) poniemiecki młynek do kawy i szereg niepokojących wyobraźnię znaków, że już ktoś tu przed nami mieszkał. Na spotkaniu autorskim Chwina w Berlinie notowałam każde zdanie, a potem długo w torbie nosiłam te zapiski. Jak talizman. Takie „pomieszanie zmysłów” może wzbudzić wyłącznie pisarz, nie autor... Scena ucieczki z palącego się miasta w Tunelu? Do jej napisania rzeczywiście zainspirował mnie opis z „Hanemanna”.
- Czy autorkę powinna interesować polityka?
- Autorka może robić, co chce. To jej luksus pisać wyłącznie o miłości albo o śmierci. Ja piszę o tym, co znam. Prawdziwym jednak wyzwaniem jest czas, którego nie doświadczyłam: II wojna światową. To jest mój wielki temat i nie może być inaczej: mieszkam w Niemczech.
- Churchil powiedział, że świat podzieliła żelazna kurtyna. Co uruchomiło twoją wyobraźnię, że zajęłaś się takim tematem?
- Radio Eins z Babelsbergu, moja ulubiona rozgłośnia radiowa, Spiegel i niezliczona liczba talk show w niemieckiej TV. Mieszkając w Berlinie, wie się, że mur nie powstał po to, żeby Japończyk mógł zrobić sobie na jego tle zdjęcie! Puls tego miasta inspiruje. Znam Berlin Wschodni i Zachodni, przejścia graniczne, żołnierzy z karabinami. To były wielkie i małe dramaty, ciche szepty, sprawy, które pokolenie moich rodziców pamięta lepiej ode mnie.
- Żelazna kurtyna w postaci muru...
- Na wywalczonym paszporcie konsularnym przechodziłam w tajemnicy przed mamą do Berlina Wschodniego, a tam widziałam... Kiedy więc słyszę, że wtedy były dobre czasy, wiem, że nie ma zbiorowej winy, ale są w Europie miejsca zbiorowej amnezji - niektórzy „bohaterowie tamtych czasów” do dziś chodzą w glorii. Chcę to zrozumieć. Nie lubię cynizmu i nigdy nie zadowolę się szyderczym zdaniem, że świat już taki jest. Muszę przerobić to na swój sposób – napisać o tym.
- Zajmujesz się faktami historycznymi, czy starasz się pisać historie wymyślone, ale takie, które mówią prawdę?
- Wszystkie historie są wymyślone tak bardzo, że zastanawiam się, skąd mi to przyszło do głowy. Tam są moje odczucia i tęsknoty, ale postaci prowadzą literackie życie. Wszyscy mają przypadkowe imiona, ale już zupełnie nieprzypadkowe, symboliczne nazwiska. Szkoła, którą opisuję istniała naprawdę, dałam jej jednak nowe życie.
- Żeby o czymś pisać trzeba tego koniecznie doświadczyć, odnaleźć konkretne miejsca, poznać ludzi?
- Piszę naprawdę o tym, co dobrze znam, o Gdańsku i o Berlinie. Transkulturowość tych miast, wciąż odkrywana, bardzo mnie inspiruje. Będąc po raz pierwszy w Krakowie, myślałam, że jestem w innym państwie. Może ludzie urodzeni w Gdańsku nigdy nie powinni emigrować? W nim jest coś takiego, o czym mój przyjaciel powiedział „ta wasza zbiorowa pretensjonalna gdańska histeria”.
- Mogłaś napisać tę książkę równie dobrze po niemiecku i przetłumaczyć na polski. Mieszkając całe dorosłe życie w Niemczech, decydujesz się na polski...
- Miałam 12 lat, kiedy przyjechałam do Berlina Zachodniego - wyspy otoczonej murem. Boże, jak ja tęskniłam za Gdańskiem. W książce to temat przewodni: utrata i tęsknota, żeby to opisywać innym językiem niż polski? W 1983 czułam po polsku i nie mówiłam po niemiecku, wtedy to był obcy, trudny język. Później tunel widziałam po polsku, ale mur po niemiecku. Ciekawe...
- Różewicz skończył 90 lat. Napisał ”sukces grozi wszystkim palcem w bucie”. Każdy chce mieć szybko i efektownie. Czy tylko nagrody wyznaczają miarę pisarza?
- Nagrody? Nie, nie zawsze. Raczej czytelnicy. Będę się nad tym zastanawiać, ale jeszcze nie teraz.
- Nowa Scarlett O`Hara: pomyślę o tym jutro.- To moja maksyma życiowa (śmiech). Kiedy powstawała książka słowo „sukces” mnie nie interesowało. Pisałam, bo musiałam. Nie miałam kontaktów, wydawcy, byłam wielkim pisaniem. Reszta to łut szczęścia, zbiegi okoliczności, wspaniali ludzie i wiara, że to ma sens. Nie wpisuję się w konwencję smutnych literackich żywotów początkujących autorów?
- Rzeczywiście nie: Świat Książki zdecydował się szybko na wydanie książki, w przygotowanie do druku zaangażował profesjonalistów z najwyższej półki, a okazywanej Ci życzliwości tylko pozazdrościć. Wystarczy zobaczyć, co dzieje się na Facebooku!
- Pani Magdo, pani pierwszej to powiem...(śmiech) Czasami płaczę ze szczęścia!
Dziękuję za rozmowę.
ODCZYTYWANIE HISTORII – WSPOLNE ODCZYTYWANIE HISTORII – WSPÓLNE ODCZYTYWANIE
Patronat honorowy
Annette Klein – Konsul Generalny Niemiec w Gdańsku
Paweł Adamowicz – Prezydent Miasta Gdańska
Wieczór z MAGDALENĄ PARYS – autorką książki TUNELSpotkanie prowadzi Małgorzata Żerwe
Fragmenty powieści czyta Andrzej Pieczyński
Piątek, 2 grudnia, godz. 18.00
Ratusz Staromiejski
Gdańsk, ul. Korzenna 33/35
Kuratorka projektu
Magda Potorska – Berlin – Gdańsk
Organizatorzy
miejsce – der Ort – Berlin
Nadbałtyckie Centrum Kultury – Gdańsk
Patronat medialny
Dialog – Berlin
Twoja Gazeta – Gdańsk
Komentarze
12047 Berlin-Neukölln
takze na facebook:
https://www.facebook.com/buchbund
Powieść TUNEL dane mi było już przeczytać.
Rzeczywiście pochłonęłam ją w jedną noc.
Fascynująca opowieść o życiu, miłości i wielkiej historii w tle, w której mieszają się trzy pokolenia bohaterów.
"Twoja historia zawsze Cie dogoni, chocby w następnym pokoleniu"-cytat z książki, jakże aktualny.