Od niedawna mieszkańcem Gdyni jest premier – Leszek Miller. Sąsiadów nie zna, bo wychodzi do pracy rano, a wraca późną nocą. Gdynianinem raczej nie zostanie, bo jak sam mówi, jego miejsce jest w stolicy. Jednak zapewnia, że będzie jak najlepiej reprezentował interesy Pomorzan.
– Zamieszkał Pan w Gdyni. Jest to tylko i wyłącznie związane ze zbliżającymi się wyborami?– Przeprowadziłem się do Gdyni, gdyż prowadząc intensywną kampanię wyborczą, trzeba być na miejscu. W moim przypadku żadne dojazdy z Warszawy nie są możliwe. Realizujemy bardzo obfity program działań i każdego dnia jesteśmy w innym miejscu, dlatego też muszę być dostępny niemal na każde zawołanie.
– Poznał już Leszek Miller swoich sąsiadów?
– Yyy, nie bardzo, ponieważ mieszkam w pensjonacie…
– A zamieszka Pan na stałe w naszym mieście, kiedy zostanie Pan posłem?
– Na pewno będę miał tu swoje biura poselskie, ale stałym miejscem mojego zamieszkania będzie nadal Warszawa. Kto wie, może za kilka lat przeprowadzę się tu na dobre. Nie jest prostym zadaniem zerwać z jednym środowiskiem i przenieść się do drugiego.
– Dziś możemy rozmawiać, dzięki gościnności wójta gminy Kosakowo, więc proszę powiedzieć, jak powinna wyglądać współpraca posłów i senatorów z lokalnymi samorządami?
– Według mnie są to dwie płaszczyzny współpracy. Po pierwsze – chodzi o tworzenie prawa, które ma być jak najbardziej przyjazne społeczności lokalnej. Ale słowo „przyjazne” rozumiem jako przepisanie kompetencji oraz uprawnień ze szczebla centralnego oraz wojewódzkiego, oczywiście razem ze środkami finansowymi, na samorządy lokalne. Druga płaszczyzna to współpraca parlamentarzysty z miejscowymi władzami. Po to jest poseł, żeby interweniował i bronił racji albo też interesów samorządów.
– Czyli pomorscy samorządowcy mogą liczyć na pomoc Leszka Millera, oczywiście jeśli zostanie posłem?
– Oczywiście, chciałbym być rzecznikiem interesów całego regionu pomorskiego. Mało tego, mam nadzieję, że po wyborach uda się osiągnąć w tej kwestii porozumienie ze wszystkim parlamentarzystami Pomorza. Dobrze byłoby ustalić kilka priorytetów dla całego regionu, nad którymi skoncentrowaliby się wszyscy posłowie.
– Wiadomo, że Trójmiasto to przede wszystkim przemysł okrętowy. Jak ocenia Pan jego obecną sytuację?
– Wszyscy wiemy, co się stało ze stoczniami, nie tylko w Gdyni i Gdańsku, ale również w Szczecinie czy Ustce. Trójmiasto było monoprzemysłowe i w momencie zawalenia się tego systemu tysiące osób zostało bez pracy. Moim zdaniem kilka ostatnich lat zostało zmarnowanych na próbach poszukiwania egzotycznego inwestora, który miał włączyć się w prywatyzację stoczni. Nic z tego nie wyszło. Na szczęście pojawiły się mniejsze zakłady związane z przemysłem okrętowym, które zatrudniają teraz setki osób. Warto też podkreślić, że potencjał, który jest tam zmagazynowany, jest odpowiednio wykorzystywany.
– Coraz częściej mówi się o morskich elektrowniach wiatrowych. Czy w związku z tym może to być też szansa dla mniejszych polskich stoczni?
– Myślę, że tak – szczególnie, że tą gałęzią gospodarki interesują się obce kapitały finansowe. Ma to przyszłość, szczególnie, że przyklaskuje temu Unia Europejska, która na pozyskiwanie źródeł odnawialnych gotowa jest płacić duże pieniądze. Okazję taką trzeba wykorzystywać. Chodzi tu nie tylko o farmy wiatrowe na morzu, ale też pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych na lądzie np. słomy.
– Znalazł Pan dość sporo czasu dla nas. Czy widzi więc Pan rację bytu bezpłatnych gazet na rynku prasowym i czy możemy konkurować z regionalnymi dziennikami?
– Wiele środowisk jest otwartych na tego typu inicjatywę. Przez kilka lat obserwowałem to w Łodzi, gdzie podobnych wydawnictw nie ma. Sądzę, że jesteście konkurencyjni dla lokalnej prasy codziennej. Nie jest przecież przypadkiem, że spada sprzedaż dzienników. Dla wielu osób barierę stanowi cena. Mając taką alternatywę, jaką jest „Twoja Gazeta”, która jest bezpłatna i porusza wiele tematów i jest kolorowa, to zdecydowanie wezmą waszą gazetę.
– Dziękuję za rozmowę.
Komentarze
tods shoes sale
tods shoes online
A jednak sie dostanie