Rozmowa z Tadeuszem Jelcem - absolwentem słynnej brytyjskiej Royal College of Art i cenionym stylistą Jaguara.
– Pracuje Pan obecnie dla marki uznawanej za jedną z najbardziej prestiżowych w historii motoryzacji. To jest motoryzacyjny top. Czy osiągnął Pan już wszystko?
– Osiągnięcie jakiegoś konkretnego celu to jeszcze nie jest apogeum naszych możliwości. Osobiście uważam, że na szczyt pewnie nigdy się nie wdrapię. Zresztą jest to pojęcie mgliste. Po zdobyciu jednego z miejsc rozglądam się za kolejnym i jak w tej kreskówce zawsze będę kojotem uganiającym się za strusiem Pędziwiatrem. I chyba nigdy nie poczuję się spełniony. Zresztą każdy z nas po osiągnięciu jakiegoś spektakularnego celu, powinien szukać kolejnego wyzwania.
– Jednak zanim zainteresował się Panem Jaguar… sprzątał Pan i malował mieszkania. Byt określał wówczas świadomość.
– Oczywiście. Chcąc studiować na Royal Collage of Art w Londynie, musiałem jednocześnie zdobywać pieniądze na opłacenie czesnego. To były naczynia połączone. Jako że na początku bytności w Anglii moja znajomość języka nie była najlepsza, trudno było się starać o zajęcie prestiżowe i dobrze płatne. Podobnie jak wielu moich kolegów zajmowaliśmy się wszystkim, co przynosiło jakiekolwiek korzyści majątkowe. I muszę przyznać, że ten okres wspominam bardzo miło, ponieważ gdy samemu się coś osiągnie, znacznie lepiej to smakuje, a i satysfakcja jest większa.
– Ponoć swego czasu styliści z Jaguara dali Panu 10 dni na przestylizowanie jednego z modeli. Jak wyglądał ten czas?
– To nie do końca chodziło o zrestylizowanie. W grę wchodził projekt mający na celu stworzenie wersji sportowej modelu XXJ – 40. Moim zadaniem było m.in. odpowiednie wyprofilowanie progów, zderzaków itp. Fakt, dziesięciodniowy termin mógł przerażać, ale dla mnie to było niesamowite wyzwanie, jeden z moich pierwszych projektów po studiach. Czas nie odgrywał jakiegokolwiek znaczenia, liczyło się osiągniecie konkretnego celu, jakim było zaakceptowanie projektu przez moich przełożonych. Do dziś z przyjemnością wspominam te szalone 10 dni, w trakcie których, nie przesadzając, pracowałem niemal 24 godzin na dobę.
– Urodził się Pan w Giżycku, studiował na Politechnice Gdańskiej. Z tego co wiem, jest Pan bardzo związany z Trójmiastem, często prowadzi Pan wykłady dla studentów. Sentyment czy może widzi Pan podczas zajęć z młodymi ludźmi drzemiący w nich potencjał?
– Wie Pan, co mnie fascynuje w polskich studentach? Różnica w entuzjazmie i zapale do pracy w porównaniu z ich angielskimi koleżankami i kolegami. Oczywiście na korzyść rodaków. Jestem przekonany, że zdolności, jakie posiadają wcześniej czy później zostaną wykorzystane przez najlepsze firmy designerskie. Potencjał mają ogromny, zaangażowania im nie brakuje, jedyne czego potrzebują to podbudowania psychicznego, wiary w swoje możliwości i siły przebicia. Muszą uwierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych do stworzenia czy zrealizowania. Być może zajmie to im rok, dwa, trzy lata, a są niestety bardzo niecierpliwi, wszystko chcieliby realizować już teraz, od razu.
– I szybko się poddają po pierwszych niepowodzeniach...
– Młodzież w Polsce bardzo się ostatnio zmieniła. W moich czasach kompleksy kraju pochodzenia dawały się we znaki. Dziś tego problemu już nie ma, oni już nie czują się gorsi tylko dlatego, że pochodzą z jakiegoś kraju Europy Środkowej. Polska przypomina mi Wielką Brytanię w latach 80. ubiegłego wieku. Wówczas zaczęły się tam pojawiać nowe trendy projektanckie, które rywalizowały z niekwestionowanymi liderami w tej dziedzinie, czyli Włochami. Im zajęło to kilka lat, może nawet dekadę. W Polsce natomiast widzę wyraźnie, że ten proces jest znacznie szybszy, że naszym projektantom zajmuje zaledwie 2–3 lata. I jeżeli nadal utrzymane zostanie to tempo, nie waham się stwierdzić, że nie tylko dogonimy najlepszych, ale nawet ich przegonimy.
– Dziękuje za rozmowę.
Tadeusz Jelec pochodzi z Giżycka. W 1977 roku rozpoczął studia na wydziale Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej. Naukę przerwał w 1981 roku i wyjechał za granicę, by realizować swoje marzenia. W 1986 roku skończył studia na wydziale Projektowania Form Użytkowych Chelsea School of Art w Londynie, a dwa lata później otrzymał dyplom ukończenia prestiżowego Royal College of Art ze specjalności projektowania środków transportu.
W tym samym roku związał się z firmą TWR (Tom Walkinshaw Racing), w której pod kierunkiem Peter'a Stevens'a, twórcy McLaren'a F1, pracował nad projektami dla rożnych firm samochodowych (ERF, Mazda, Holden, Volvo i Jaguar). W tym czasie powstały takie projekty Tadeusza Jelca jak: Holden Group A , Jaguar XJ 6/ 40 Sport i Jaguar XJR15, do którego opracował design wnętrza.
Pod koniec 1989 roku Geoff Lawson ówczesny dyrektor biura projektowego Jaguar Cars zaproponował mu angaż projektanta-stylisty. Od tego momentu Tadeusz Jelec pracuje wyłącznie dla firmy Jaguar. W latach 90. był głównym designerem wnętrz do samochodów XJ8 (1998), X-Type (2000) i S-Type (2002). W 2004 roku przygotował projekt modernizacji nadwozia S-type'a. W ostatnich kilku latach pracował nad koncepcyjną formą wnętrza do Jaguara XF. Za najważniejszy i przełomowy w swojej karierze uważa właśnie projekt modelu XJ8, który zapoczątkował nowe oblicze wnętrz Jaguara.


Komentarze
Zdobycie wykształcenia buduje tez pewnosc siebie. Uwazam, ze zawsze warto
Chyba czegoś nie zrozumiałeś. Tu chodzi o design. A słyszałeś o czymś takim jak design w Polsce w latach 80-tych?
Zawsze możesz zaryzykować i rzucić szkołe ;-)
Jednak ludzie są zawistni. Bierz się do roboty i wtedy oceniaj innych!!!
Zazdrość nie jedno ma imię...