Z Robertem Jansonem, muzykiem, liderem zespołu Varius Manx rozmawia Jerzy Uklejewski
Jeden z najbardziej znanych i cenionych współczesnych polskich kompozytorów. Od 1989 roku jest liderem i kompozytorem zespołu Varius Manx, autorem licznych przebojów zespołu. Komponował muzykę dla wielu polskich artystów. W jego dorobku znajdują się ścieżki dźwiękowe do filmów m.in. „Młode Wilki”, „Nocne graffiti”, „Wojna żeńsko – męska”.
- Po dłuższej przerwie Varius Manx powrócił na muzyczną scenę. Pierwszy singel z nowej płyty nosi tytuł „Przebudzenie”, czy ten utwór nawiązuje do waszego scenicznego przebudzenia i ponownego wejścia na estradę?
- Trudno się oprzeć symbolice tego słowa, ten utwór można byłoby podłożyć pod wiele takich „przebudzeń”. Ostatnia nasza płyta ukazała się 7 lat temu, można, więc powiedzieć, że przebudziliśmy się by teraz wydać kolejną płytę. Budzimy się też do życia po 5 letniej przerwie zawodowej mając już za sobą trudne chwile natury artystycznej jak i osobistej. Otrząsnęliśmy się i idziemy do przodu. Ale jest też i takie przebudzenie; mamy nową utalentowaną wokalistę!
- Piosenkę „Przebudzenie” możemy też posłuchać w filmie „Wojna żeńsko – męska”.
- I tam właśnie ten utwór zaistniał, z myślą o tym filmie został napisany. Na kanwie tego filmu powstał tekst mówiący o zawirowaniach głównej bohaterki tego obrazu. Anita Lipnicka, autorka tekstu tej piosenki stanęła na wysokości zadania, napisała dobry tekst zarówno pod kątem filmu jak i odpowiadający wizerunkowi naszego zespołu.
- Varius Manx ma za sobą 21 lat istnienia, za wami ładny dorobek – 11 muzycznych albumów. Zawsze były to dla was lata tłuste?
- No nie, nie zawsze, te najtłuszcze były w latach 1994 – 97, wówczas co roku wydawaliśmy nową płytę. Dobrze zaczął się dla nas rok 2000 - płytą „Najlepsze z dobrych” – i trwał on przez cztery lata, kiedy to wydaliśmy kolejne 3 nowe płyty. Od maja 2006 roku… była już nieco dłuższa przerwa. Odczuwamy teraz ogromną chęć powrotu do życia, staramy się znowu zaistnieć i to już z nową płytą, która pobrzmiewa starym, dobrym Variusem.
- Jest grupa, jest Robert Janson, to jest constans, zmieniają się tylko wokalistki, a zaczęło się od…
- Anity Lipnickiej, występowała u nas w latach 1993 – 96. Potem przez 5 lat członkiem zespołu była Kasia Stankiewicz, a od 2001 roku Monika Kuszyńska. Od lutego 2010 wokalistką zespołu jest Anna Józefina Lubieniecka.
- Nie sposób porównywać wokalistek, każda z nich była inna, wyjątkowa, inną miały osobowość, a jaka jest Anna Józefina Lubieniecka?
- Józia, bo tak na nią mówię, jest bardzo kruchą, delikatną postacią. Ale pomimo tej delikatności, w takim swoim młodzieńczym szaleństwie, jest zarazem totalnie zawirowana, w tym pozytywnym znaczeniu. Nie wypada kobiecie wypominać wieku, Józia ma 23 lata ale nadal emanuje tą młodością, która jest zaraźliwa i w dość przyjemny sposób wpływa na nas , „staruszków”. Staramy się jej „tatusiować” jak możemy i jest to zupełnie przyjemne uczucie. Natomiast jeżeli chodzi o stronę muzyczną, Józia jest szalenie uzdolniona. Ma piękną barwę głosu, prowadzi ten głos w sposób zupełnie nieszablonowy, potrafi z nim zrobić bardzo wiele. Jest nietuzinkowa, w studiu potrafi narzucić własny sposób interpretacji piosenki.
- Szukaj, a znajdziesz, a gdzie znaleźliście Annę Józefinę Lubieniecką?
- Zaleźliśmy ją poprzez naszą byłą menadżerze, Moniki Paprocką. Wcześniej miałem już ją okazję słuchać; wygrała „Szansę na Sukces”, wygrała opolskie debiuty. Pod koniec stycznia ub. roku rozmawialiśmy z Józią i już po tej wstępnej rozmowie zaczęło się między nami coś kleić. Ale ewentualna decyzja na „tak” musiała dopiero zapaść po wysłuchaniu kilku utworów w jej wykonaniu. Zespół był zachwycony tym, co usłyszał, no i przyjęliśmy ją do naszego grona.
- Albumy studyjne, to trzyliterowe nazwy zaczynające się literką „E”…
- Tak, to taka nasza zabawa, trwa od 1994 roku. Wydaliśmy kolejno następujące albumy: „Emu” (1994 rok), „Elf” (1995), „Ego” (1996), „End” (1997), „Eta” (2001), „Eno” (2002), „Emi” (2004) i teraz 21 marca br. premiera nowej płyty, której tytuł, to trzyliterowy wyraz i też zaczyna się na literę „E”. Płyta nosi tytuł „ELI”.
- A dlaczego tak, co kryje się za tą nazwą?
- Tej zabawy nie chcieliśmy przerywać. Jednakże uznałem, że w tej zabawie muszą nam już pomóc fani. Ogłosiliśmy konkurs na nazwę płyty. Otrzymaliśmy ponad tysiąc propozycji. Przed nami stanął trudny wybór, a każda nazwa miała jakieś tam uzasadnienie. Po długich sporach w zespole zaakceptowany został tytuł płyty „ELI”. Tytuł ten może mieć wiele interpretacji. Jedni proponowali „Eli”, bo to z hebrajskiego znaczy Bóg. Przy tym znaczeniu tego słowa można byłoby się narazić na reakcje wielu ludzi, że naruszamy największą wartość dla chrześcijan. Uciekliśmy więc od tego porównania. Drugie tłumaczenie „Eli”, to starożytne królestwo w Irlandii, ciekawe, ale dla mnie nie inspirujące. I było też takie uzasadnienie tej nazwy, tu ukłon był dla Józi; od utworu „Eli lamma sabachthani?” (Boże, czemuś mnie opuścił?) zaczęła się jej wokalna kariera. Można więc by powiedzieć, że „Eli”, to też jej początek. „ELI”, to też zbitka trzech słów – propozycja pewnej dziewczyny z Krakowa – która nazwę wytłumaczyła nam w bardzo prosty sposób. To nic innego jak Evolution Love Inspiration, czyli wszystko to, co dotyczy zespołu Varius Manx – Ewolucja, Miłość, Inspiracja. I ta nazwa, to wytłumaczenie nam się spodobało.
- Wasz muzyczny znak rozpoznawczy, to połączenie liryzmu, krainy łagodności ze znakomitym warsztatem wykonawczym. Czy ten nurt zostaje zachowany na nowej płycie?
- I to bardzo. W 90 procentach nurt ten zawsze był pełen subtelnych, lirycznych kompozycji, a w 10 procentach były to nawet taneczne utwory, przykładem jest „Maj”, ostatni przebój grupy. Na pewno na płycie „ELI” powraca Varius Manx ten z lat 1994-95. Obecnie grupa podąża w takim kierunku, do którego przyzwyczaiła swoich słuchaczy. Mam też nadzieję, że tą nową płytą zainteresujemy również młodszych słuchaczy. Myślę, że wrażliwych słuchaczy, którzy chcą kontemplować przy ładnych romantycznych tekstach nie brakuje.
- Jakie niespodzianki fani mogą znaleźć na nowej płycie zespołu?
- Oprócz romantyzmu, który proponujemy jest też nowe brzmienie, nowa produkcja, nowe spojrzenie. Takie połączenie radości i energii, którą daje Józia z muzycznym doświadczeniem czterech panów w średnim wieku. Dołożyliśmy również kilka nowych, ciekawych instrumentów z Bliskiego Wschodu m.in. flecik surma, instrument nader ceniony w czasie wesel i świąt, duduk – instrument dęty, którego brzmienie zbliżone jest do wiolonczeli i saksofonu. Jest też harfa, liryczny strunowy instrument.
- Szykuje się wam trasa koncertowa z nową płytą?
- Trasa, to za duże słowo, będą koncerty i będzie ich sporo, ale nie takie ad hoc, ale przemyślane. Myślę, że to będzie dla nas dobry rok koncertowy.
- Zobaczymy Varius Manx i Annę Józefinę Lubieniecką w Trójmieście?
- Na dzisiaj w harmonogramie koncertów nie jest umieszczone Trójmiasto. Jest jeszcze kilka „rezerwacji”, ale bez podania miasta. Harmonogram na ten rok nie jest jeszcze zamknięty. My z przyjemnością przyjedziemy, bo kochamy Trójmiasto. .Przypuszczam, że w Gdyni, Sopocie bądź w Gdańsku będziemy, bo jakże nie być w tak pięknych i gościnnych miastach.


Komentarze
Każdy artysta jest trochę dziwny
Jak był w "Szansie na sukces" to nie może być aż tak niszowy ;)
Szansa na sukces wypromowała więcej artystów niż aktualne programy z dużą oglądalnością (Idol, You can dance itp.)
Ale że co, bo rudy jest? ;-)