Strona główna Wywiady Artysta bez publiczności nie istnieje

Artysta bez publiczności nie istnieje

Email Drukuj
Spotykamy się w Gdańsku przy okazji koncertu Krystyny Prońko w klubie Kwadratowa. Kilka bisów, kolejka po płyty i wielbiciele czekający po autografy na bezcennych winylach. Udało mi się uciąć krótką pogawędkę z panią Krystyną o jej zbliżającym się jubileuszu, o sukcesie, o drag queen i wielu innych rzeczach…

 – W przyszłym roku świętować Pani będzie 40 lat od muzycznego debiutu. W jaki sposób uczci Pani swój jubileusz? Czy przygotowała Pani może niespodzianki dla swoich wiernych fanów?
– Trudno to w tej chwili przewidzieć, ale gdy obchodziłam 30-lecie pracy, to wydałam osobistą kolekcję. Teraz wydam inną i to jest takie właśnie moje świętowanie (śmiech).

– Z których dokonań jest Pani najbardziej dumna?
– Zadowolona jestem z faktu, że w pewnym momencie zdecydowałam się na usamodzielnienie, że zostałam artystą niezależnym.

– Mimo wykształcenia jazzowego wybrała Pani drogę bardziej popularną. Czy zamierza Pani powrócić do korzeni i nagrać płytę w takiej stylistyce?
– Ukończyłam Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej na Akademii Muzycznej w Katowicach. Mogę nagrać taką płytę, nawet samodzielnie. Problem jednak polega na tym, że ja nie dysponuję dystrybucją w Polsce, a polska publiczność słucha tego, co gra radio, w którym np. mnie nie ma, a na pewno nie ma piosenek jazzowych. Właśnie takie piosenki nagrałam w dawnych czasach, jeszcze z orkiestrą, kiedy to standardy jazzowe nagrywano z towarzyszeniem orkiestry pod dyrekcją Jana Ptaszyna-Wróblewskiego. Do tej pory te piosenki nie ujrzały światła dziennego i nie wiem nawet, czy kiedykolwiek były grane na antenie. A jeśli tak jest, to po co ja mam to robić? Nawet jeśli znalazłaby się publiczność, która by taką płytę kupiła, to musiałaby się jakoś o niej do wiedzieć. A jak to zrobić, żeby ci ludzie wiedzieli, że jest taka płyta? Nie stać mnie na reklamy, bo to są bardzo drogie usługi radiowe i w związku z powyższym, nawet jeśli wydam taki album, to będę sprzedawała go po koncertach. Zresztą mi to pasuje.

– Latem w Sopocie wystąpiła Pani podczas VII Drag Queen Summer Festiwal…
– Jestem zaprzyjaźniona... to zbyt duże słowo – znam drag queen'ów, parę osób znam. Świetny show, dobra zabawa.

– Od 10 lat uczy Pani śpiewać młode pokolenia. Co najczęściej powtarza Pani swoim uczniom?
– Tak, od 10 lat uczę na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie – klasa śpiewu. To nie są wykłady, gdzie się przychodzi i mówi się do zebranych ludzi, to jest lekcja śpiewu. Są to indywidualne zajęcia z ludźmi, więc trudno tu mówić o wykładach. Ja mówię, że wykładam, ale de facto są to zajęcia warsztatowe. A każdemu swojemu studentowi mówię co innego.

– Czy ma Pani receptę na sukces?
– Nie mam recepty na sukces, poza tym, że sukces trwa bardzo krótko (śmiech). Niektórym się wydaje, że jak się go osiągnie, to jest „Oooo!!!” To jest sekunda i koniec – po sukcesie.

– Którą piosenkę ze swojego repertuaru lubi Pani szczególnie?
– Śpiewam takie piosenki, których publiczność ode mnie oczekuje, i tutaj mój gust nie ma nic do gadania… Śpiewam dla ludzi. Gram dla ludzi. Artysta, który nie ma publiczności, nie istnieje. Muszę się z tym liczyć.

– Czy lubi Pani Trójmiasto?
– Lubię. Mam tutaj brata, który mieszka w Gdyni od wielu lat. Przeprowadził się tu ze Śląska. A ja przecież też mam swój kawałek życiorysu związany z Gdynią, z Teatrem Muzycznym. Lubię Wybrzeże. Dobrze się tu czuję.

– Dziękuję za rozmowę.
 

Dodaj komentarz