Szymon Wydra, piosenkarz rockowy, zawsze kojarzony był z telewizyjnymi programami „Idol” i „Szansa na sukces” – nie było wywiadu, w którym artysta nie byłby pytany o swój udział w nich. A przecież, jak podkreśla, najpierw był on i zespół, dopiero długo, długo potem udział w tych show, które – nie ukrywa – dały mu medialną szansę pokazania się szerszej widowni.
– Jesteś popularnym piosenkarzem, masz zespół muzyczny… Spełniło się Twoje marzenie?
– Po części spełniło się – śpiewam, występuję, nagrywam płyty, no i gdyby nie to, nie miałbym okazji dzisiaj z Tobą rozmawiać. Każdy z nas ma marzenia, ale najważniejsze jest to, aby być szczęśliwym.
– Czy „Idol” i „Szansa na sukces”, programy telewizyjne, w których z powodzeniem brałeś udział, dały Ci tę szansę, szansę na sukces?
– Na pewno w jakiś sposób przyczyniły się one do tego, iż z zespołem Carpe Diem zaistnieliśmy szerzej. Zwracam uwagę, że od 1992 roku jestem wokalistą i liderem założonego przez siebie zespołu. „Idol” był w 2002 roku, kiedy zespół istniał już 10 lat! Te programy były bardzo ważne, ale były tylko epizodami w naszej historii. One przyspieszyły nasz rozwój sceniczny i pomogły nam w karierze.
– „Powołanie” – pod takim tytułem ukazał się Twój kolejny album…
– To już czwarty. Pierwszy zatytułowaliśmy„Teraz wiem”, czyli już coś dowiedzieliśmy się o sobie. Drugi album „Bez czas” jest trochę ponadczasowy, bez norm czasowych. „Remedium” – ten album słuchaczom miał pomóc, pokazać pewien kierunkowskaz w życiu. A w „Powołaniu” udowadniamy, że robimy to, co lubimy, i idziemy swoją jasno wytyczoną drogą. Nasze muzykowanie to jedyne, co potrafimy dobrze w życiu robić, i staramy się to robić jak najlepiej. Te cztery albumy są konsekwencją naszej artystycznej drogi.
– Album „Powołanie” to dobre, melodyjne granie, niepozbawione tekstów o miłości.
– Miłość to największa wartość człowieczeństwa i nie ma się co tego wstydzić. Nasz album nie jest jednak przesiąknięty tekstami o miłości. Na jedenaście utworów tylko cztery są o uczuciu, jakie rodzi się między mężczyzną a kobietą.
– Krążek „Powołanie” adresujesz do wybranej grupy wiekowej?
– Śpiewamy dla każdego. Jesteśmy teraz w idealnym wieku, by trafić do ogółu. Od młodzieży tak nie odstajemy, również starsi od nas wiekiem nie uważają nas za małolatów. Myślę, że każda grupa wiekowa jest w stanie posłuchać, co dorosły mężczyzna ma im do powiedzenia w swoich utworach.
– Jak dajesz sobie radę z popularnością? Czy są momenty, kiedy chcesz być nierozpoznawalnym Szymonem?
– Tak, jestem rozpoznawalny i od tego nie ucieknę. Ale, z drugiej strony, jeżeli tak się dzieje, to znaczy, że to co robimy, robimy dobrze. Na nasze szczęście nikt w nas kamieniami nie rzuca, nie wyzywa nas. Dostajemy dowody sympatii. I to jest cenne, uwielbiamy ludzi, uwielbiamy te bezpośrednie kontakty. Mnie osobiście to nie męczy, choć czasami przeszkadza, np. kiedy w restauracji jem obiad, a tu podchodzą fani i proszą o autograf.
– W czasie koncertu odczuwasz jakąś barierę – ja tu na scenie, a tam oni – widownia?
– Nie, nawet nie chcę takiej bariery tworzyć. Mało tego, bywa, że schodzę ze sceny i idę do nich, i tam też śpiewam, a oni ze mną. Razem dobrze się bawimy. Ludzie na widowni to nasza jedna wielka rodzina. Przecież gdyby nie ta widownia, nie istniałby ani zespół, ani ja jako wokalista. To oni, poszczególni członkowie tej widowni, są moją inspiracją do działania, do tworzenia. Wielki szacunek wobec tego tłumu, który nas słucha. To oni określają, czy zostaniemy wygwizdani, czy nie, czy nas zaakceptują, czy nie.
– Dostałeś propozycję udziału w programie telewizyjnym „Taniec z gwiazdami”?
– Cztery razy!
– I cztery razy odpowiedziałeś „nie”?
– Jak widzisz, nigdy mnie w tym programie nie było.
– I już po wakacjach… Były one dla Ciebie pracowite – wszak to okres koncertowych żniw – czy jednak pozwoliłeś sobie na odpoczynek?
– Może to zabrzmi śmiesznie, ale ja odpoczywam, będąc na scenie. Potrafimy przejechać cztery tysiące kilometrów, być zmęczonymi facetami, przez tydzień nawet nie widzieć dobrego łóżka, spać na parkingu… A wychodzisz na scenę i nie wiadomo skąd masz nagle tę siłę; śpiewasz, bawisz się z widownią! I tak naprawdę wówczas na koncercie odpoczywam. To ta nasza publiczność daje nam tę siłę. W letnim sezonie nie myślę o tym, żeby pojechać w góry, nad morze i pobyczyć się na plaży. Zakończy się sezon koncertowy, to wtedy pomyślę, żeby dla równowagi ducha odpocząć i zająć się czymś innym.
– No to życzę Ci długich chwil relaksu bez mikrofonu, ale potem wracaj do nas!


Komentarze
A ja jakoś nie przepadam za nimi
To chyba ty w ogóle nie słuchasz muzyki. Nie wiesz kto to jest Szymon Wydra!!!!!!! Może słuchasz tylko muzyki z serii disco - polo!