Kilka miesięcy temu w leśnym jarze na terenie Witomina powstał piękny tor rowerowy. O tym, co się od tamtej pory zmieniło, o pomysłach na jego wykorzystanie i o wielu innych sprawach związanych z rowerowym sportem ekstremalnym rozmawiamy z głównym animatorem powstania toru i jego opiekunem – Aleksandrem Kołodziejem z BMX Division.
– Na otwartym niedawno torze do ekstremalnej jazdy rowerowej na Witominie zdążyły się już odbyć pierwsze zawody…
– Za nami uroczyste otwarcie toru oraz inauguracyjne zawody, które jak sądzę, wejdą w preliminarz corocznej edycji PP Four Cross w Gdyni. Dzięki temu, że powstał tor na Witominie, wypromowaliśmy także miasto, co jest nie bez znaczenia dla sportu ekstremalnego w tym rejonie kraju. Ale o torze do Four Cross na Witominie nie można mówić bez historii, bo to ważne w kontekście genezy powstania tego miejsca, i o osobach, dzięki którym tor ten w ogóle powstał. To nie jest tylko moja zasługa, ale także innych życzliwych i otwartych ludzi. Inspiratorem zagospodarowania tej przepięknej doliny, która – nie ma co ukrywać – stanowiła miejski śmietnik, był Dariusz Pyż, który jako przewodniczący Rady Dzielnicy postanowił coś na swoim podwórku zmienić i zagospodarować je w taki sposób, aby mogli korzystać z niego nie tylko mieszkańcy dzielnicy. Rzadko się zdarza spotkać tak zaangażowaną, zdeterminowaną osobę, działającą bezinteresownie na rzecz młodzieży, i przy tym wiarygodną, czego sam doświadczyłem podczas długiego procesu przygotowywania projektu. Mówię o tym dlatego, ponieważ do niedawna temat sportów ekstremalnych i rowerowych nie spotykał się ze zrozumieniem włodarzy.
– Jak w tej chwili wygląda stan prac na torze? Czy od momentu jego uroczystego otwarcia coś się zmieniło?
– W zasadzie nie, ponieważ końcowe miesiące roku nie sprzyjają ani organizowaniu zawodów, ani też jakimkolwiek pracom z powodu pogody. Ale w każdy słoneczny dzień tor zapełnia się młodzieżą i jest to dla mnie przyjemny widok. Jeśli chodzi o prace na torze, to w tym roku na pewno żadne z nich nie będą podejmowane, ponieważ dopiero w listopadzie ustalane są budżety na rok przyszły. Będę informował miasto, co można by jeszcze zrobić, aby tor zyskiwał na funkcjonalności, nie ulegał biodegradacji, a więc będę monitował o melioracji, również o bezpiecznym zejściu, czyli budowie schodów, oraz przypominał o potrzebie doprowadzenia wody i prądu. Dobrze byłoby także ogrodzić tor w taki sposób, aby nie stanowił miejsca do picia piwa przez młodzież i prób jego dewastacji. To ważne, ponieważ to miejsce ma służyć młodzieży na co dzień, a dla lokalnych zawodników jest miejscem treningowym i organizacji zawodów co najmniej dwa razy w roku.
– Czy to prawda, że tor na Witominie jest trzecim takim torem w Polsce? Dlaczego wciąż jest niewiele takich miejsc, gdzie młodzi ludzie mogliby uprawiać ekstremalny sport rowerowy?
– Co do ilości takich miejsc w kraju, nie mogę określić tego jednoznacznie i precyzyjnie, ponieważ powstają ciągle nowe, zarówno legalne, jak i nielegalne tory, co świadczy o tym, jak bardzo są potrzebne, jak wielkie jest parcie na trenowanie, na adrenalinę i na taki sposób na życie, a przy okazji na wyrażanie swojej ekspresji, tak bardzo tłumionej w latach poprzednich. Myślę, że dla miasta budowa takich miejsc nie jest też łatwa, ponieważ trzeba znaleźć i przeznaczyć odpowiedni teren, potem jest długotrwała procedura projektowa, no i oczywiście fundusze. Jednak z całą odpowiedzialnością twierdzę, że miasto powinno realizować plan dostosowany do potrzeb młodzieży uprawiających sporty ekstremalne, bo są one dyscyplinami sportowymi tak jak inne, nawet olimpijskimi, jak BMX Racing w Bejing w Pekinie. Proszę sobie wyobrazić, jakie miejsce w sportach ekstremalnych, nie tylko rowerowych, miałby nasz kraj i nasi zawodnicy, gdyby znalazło się zrozumienie tych potrzeb ze strony włodarzy miast i gmin. Chcę przypomnieć, że w USA ten trend sięga przełomu lat 60. i 70. i stał się nie tylko medialną machiną, sposobem na życie i zarabianie pieniędzy, ale przede wszystkim subkulturą, która w sposób nieograniczony może się realizować. Jesteśmy co najmniej 30 lat do tyłu i zrobię wszystko, by znaleźć zrozumienie ze strony władz samorządowych, by jak najszybciej ten stracony czas nadgonić. Wystarczy tylko nie przeszkadzać, a wspierać moje działania, które mają na celu budowę legalnych i bezpiecznych miejsc, bo to jest najważniejsze.
– Jak duże jest zainteresowanie uprawianiem tego sportu ze strony młodzieży?
– To niebywałe, jak progresywny jest rozwój sportów ekstremalnych i rowerowych w Polsce. To lokomotywa, której nie można już zatrzymać. Musimy jedynie smarować szyny i budować, przy współudziale miast i gmin, prezydentów i burmistrzów, legalne i bezpieczne miejsca, dające szansę na realizację swoich zainteresowań. Ale chciałbym zaznaczyć, że rower to nie tylko Four Cross, jaki mamy na Witominie Jest co najmniej 12 różnych odmian i ekstremalnych dyscyplin rowerowych, które wymagają odmiennych torów lub innych budowli, innych przeszkód, również zbudowanych z drewna, ziemi czy betonu, a do ich uprawiania służą też inne rowery.
– Jakie widzi Pan szanse uprawiania zimą na tym torze narciarstwa i saneczkarstwa?
– Chociaż jest to tor typowo rowerowy i takie jest jego przeznaczenie podczas sezonu letniego, to jednak można wykorzystać jego ponad 350-metrowy pas jako trasę do zimowych biegów narciarskich z przeszkodami, wzniesieniami, podbiegami. Może być też etapem zimowej trasy biegowej, na przykład z Gdyni do Sopotu. Można śmigać na sankach, skibobach, nartach, można też w weekendy lub zimowe ferie urządzać dla dzieci niezłą frajdę. Na pewno będę w tej sprawie rozmawiał z GOSIR-em i panem Dariuszem Pyżem, który jest niezwykle otwarty na tego typu działania. Mam wiele propozycji i pomysłów na wykorzystanie tego miejsca, od niedzielnej frajdy po sportowe zawody snowboardowe z pochodniami i grochówką na zakończenie. Wiem, że kiedyś był tu wyciąg narciarski i trasa, lecz niewielki kąt nachylenia tego jaru nie stanowił o żadnym wyczynie, ale jest to na pewno frajda dla dzieci i niedzielne szusowanie na nartach można dalej kultywować. Sam jeżdżę na nartach i nikomu nie zabronię wykorzystania tych wzniesień do weekendowych rodzinnych wypadów. Pamiętać jednak należy o tym, że nie jest to już gładka dolina, że posiada elementy, na które trzeba zwracać uwagę. Te słowa kieruję szczególnie do opiekunów i rodziców dzieci, aby ich pociechy nie były puszczane same i bez opieki.
– Czego można życzyć opiekunowi tego toru?
– Jako organizator i opiekun potrzebuję sponsorskiego wsparcia do wszelkiego rodzaju imprez. Każde zdarzenie to sprawa finansów i każda intencja skierowana do sportu czy społeczeństwa pociąga za sobą koszty organizacji, a przecież miasto i GOSiR nie są beczkami bez dna, i dlatego chętnie podjąłbym współpracę z firmami, które podczas zawodów czy imprez chciałyby się zareklamować. Na koniec chciałbym podziękować, w imieniu własnym, jak i bikerów, wszystkim osobom zaangażowanym w ten projekt, przede wszystkim wiceprezydentowi Michałowi Guciowi, Bożenie Wróbel i Annie Bogus z Zarządu Dróg i Zieleni oraz dyrektorowi Gdyńskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Jerzemu Jałoszewskiemu. Także dzięki nim powstał nowy, legalny tor, wspaniałe miejsce, gdzie każdy może przyjść, potrenować, odstresować się po pracy czy szkole, bo przecież jest to ważny element naszego zdrowia i dobrego samopoczucia.
– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze