Początek nowego roku rządzi się własnymi prawami. Wbrew temu co podpowiada temperatura za oknem, wszystkim robi się gorąco na duszy, bo nadchodzi czas balowania. Bale karnawałowe od zawsze wpisane były w tradycję polskiego karnawału. Dziś zwyczaj jakby podupadł. Warto przypomnieć sobie, jak to wszystko się zaczęło. Wtedy łatwiej będzie zawalczyć o zachowanie tradycji.
Nie ma polskiej tradycji bez karnawału. Okres zabaw jest tak zakorzeniony w naszej kulturze, że doczekał się nawet własnej oryginalnej nazwy. Czas liczony od Nowego Roku do Środy Popielcowej po staropolsku zwie się zapustami. Międzynarodowa nazwa „karnawał” pochodzi z łacińskiego „carnavale”, co dosłownie oznacza „rozstanie z mięsem”. Dlatego też w Polsce okres ten zwano również mięsopustem.
Zabawa bez granic
Historia karnawału na świecie sięga średniowiecza, a wszystko zaczęło się w Europie. Początków hucznych obchodów karnawału należy doszukiwać się we Francji Ludwika XIV. Śladem nowego obyczaju szybko podążył Wiedeń. To wtedy zrodził się wiedeński walc. Później, w XVII wieku, pałeczkę przejęły kolejne europejskie kraje: Włochy, Hiszpania i Portugalia, ale także Niemcy i Czechy bawiły się na całego. Chwilę później karnawał zaczął również rozkwitać na odległym kontynencie: w brazylijskim Rio. Pierwszy bal karnawałowy odbył się tam w 1840 roku.
Bale różniły się zależnie od regionu, łączyło je jednak jedno. Organizowano je po to, by pokazać się w towarzystwie. Dążenie do bycia na świeczniku, niezależnie od tego, czy mowa o bywaniu na zamku, w pałacu, czy hotelu towarzyszy nam od zawsze – tłumaczy doc. Henryk Lewandowski, nauczyciel akademicki i honorowy prezes Stowarzyszenia Restauratorów Gdańskich
Polska nie pozostawała w tyle. Zabawy rozwijały się zgodnie z duchem tradycji i polskiego wyrazu. Dynamiczne początki i przetrwanie przez wieki są wspólne dla balów na całym świecie. A jak jest dzisiaj? Brazylijskie Rio czy włoska Wenecja to miejsca, które wśród turystów biją dzisiaj w okresie karnawału rekordy popularności. Nie inaczej jest w Wiedniu. Największe trumfy święci słynny Bal w Operze. Łącznie w stolicy Austrii w karnawale odbywa się ponad 300 balów. Czytamy o sąsiadach z obu stron granicy, jakby godząc się z tym, że w Polsce, a na pewno na Pomorzu tradycja balów co nieco przycichła.
„Cristal” – dawne królestwo karnawału
Są takie miejsca w Trójmieście, które pamiętają czasy , gdy w okresie karnawału bale odbywały się dosłownie za każdym rogiem. Swój bal miały nie tylko rozmaite stowarzyszenia, ale też instytuty, czy uczelnie. Z przymrużeniem oka można było mówić o konkurencji. Korona w tej dziedzinie należała do „Cristalu”, lokalu umiejscowionego we Wrzeszczu. Właśnie tutaj przez prawie dwadzieścia lat odbywały się najsłynniejsze bale i zabawy, znane także z tego, że uczestniczyły w nich znane osobistości ze świata polityki i biznesu.
- Pierwszy bal karnawałowy w „Cristalu” odbył się w 1990 roku, ostatni zaś raptem cztery lata temu, w 2008 roku. Śmiało można powiedzieć, że przez te kilkanaście lat to miejsce było sercem trójmiejskiej zabawy– wspomina Ryszard Kokoszka, wieloletni właściciel lokalu.
Dzisiaj to już tylko wspomnienie, ale także miejsce ze specjalnie zapisaną kartą w historii miasta. Tak się bowiem składa, że bale należały jednocześnie do największych oraz do najbardziej cenionych w rejonie. W zabawach uczestniczyć mogło nawet 250 osób. Załoga lokalu liczyła ponad osiemdziesiąt osób, ale też lokal był znany również ze znakomitej obsługi gości. W okresie karnawału „Cristal” zyskiwał prawdziwie balowe oblicze. Zabawy odbywały się w każdą sobotę. Do wyboru do koloru. Było to miejsce balów organizowanych przez zakłady pracy oraz takich , na które warunkiem wstępu było kupno tzw. wejściówki. Szczególnie w pamięci zapisały się jednak bale proszone. Dużo można by mówić, ale na brak powodzenia „Cristal” nigdy nie mógł narzekać. Wyjątkowy klimat sprawił, że lokal stał się ulubionym miejscem spotkań dla wielu znamienitych gości. Bywali tu wszyscy najważniejsi. Od prawa do lewa. Biskup Tadeusz Gocłowski, prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, premierzy Marian Krzaklewski i Jerzy Buzek, marszałek Maciej Płażyński, liczni posłowie. Przeciwstawne opcje polityczne bawiące się przy jednym stole, przeciwnicy polityczni skaczący sobie do gardeł przed kamerami telewizyjnymi, a nie szczędzący sobie całusów przy okazji składania życzeń To mogło zdarzyć się tylko w „Cristalu”. Gdyby ściany miały uszy…
- Jednak toczyła się tutaj nie tylko zabawa. Polityka kuluarowa rodziła się nierzadko właśnie tutaj. To w „Cristalu” nieraz zapadały ważne w skali kraju decyzje, a w sali klubowej wzięła swój początek niejedna, wielka później, kariera polityczna – opowiada Ryszard Koszałka. Poza dobrą zabawą, a czasem polityką, nie brakowało także szczytnych inicjatyw - dodaje po chwili.
Prestiżowy charakter miejsca przyczynił się także do połączenia przyjemnego z pożytecznym. Wystarczy wspomnieć w tym miejscu, że podczas odbywających się w Crystalu kilku zbiórek /między innymi na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy/ każdorazowo udawało się zebrać nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Podczas pewnego balu odbyła się aukcja karykatur znanych osobistości, w efekcie której zebrano ponad 80 tysięcy złotych dla dzieci z rodzin patologicznych i potrzebujących wsparcia. Taki wynik oraz sama inicjatywa nawet po kilku latach budzą uznanie. Dzisiaj takich balów już nie ma.
Bal z morskich fal
Jedną z najdalej sięgających tradycji pochwalić się może Wielki Bal Morski. Dumnym organizatorem i pomysłodawcą balu jest Akademia Morska w Gdyni. Historia imprezy sięga początków samej szkoły i jest od niej młodsza zaledwie o rok. Pierwszy bal odbył się w 1921 roku. W okresie do międzywojnia bale odbywały się zarówno w Gdyni ,jak i w Tczewie. Bale od zawsze były wyjątkowym wydarzeniem. Zasługa to wyjątkowych gości. Zawsze obecni przedstawiciele władz czy zasłużeni ludzie morza. Ciekawostką niech będzie fakt, że zdarzały się lata, gdy bal odbywał się w okresie adwentu. Oczywiście, po stosownej zgodzie biskupa morskiego. Takie wyjątki w kalendarzu wynikały z łączenia balu z obchodami święta Szkoły Morskiej. Były lata wzlotów i przymusowej luki w tradycji. Ostatecznie, w 1993 roku udało się przywrócić dawne zwyczaje. Akademia Morska zaprasza na karnawałową zabawę również w tym roku.
Nic nie może wiecznie trwać
Zanikająca tradycja karnawału nie tylko smuci, ale i skłania do refleksji . Nic nie dzieje się przecież bez przyczyny. Co więc sprawia, że nie bawimy się już tak jak dawniej? Na pierwszy plan wysuwają się, oczywiście, recesja i ogólnie niestabilna sytuacja finansowa społeczeństwa. Na przekór tej tezie stoi jednak popularność balów karnawałowych w innych krajach Europy. W Niemczech corocznie odbywa się karnawałowy bal prasy , w którym bierze udział prawie 3000 gości. Co więc zmieniło się w Polsce? Wraz ze ewolucją ustroju wymarło coś bardzo ważnego. Tendencja do zrzeszania się nie jest już ani obowiązkiem, ani powszechnym zwyczajem. Wraz z zanikiem zrzeszania zanikła chęć przynależności do organizacji. Brak branżowości sprawia, że dzisiejsze imprezy poniekąd zatraciły dawnego ducha.
- Rozkwit balów, który nastąpił w Polsce w latach powojennych, wiązał się bezpośrednio z dramatycznie słabym zaopatrzeniem w wszystkich segmentach życia. Nic dziwnego, że każdy pragnął znaleźć się na zabawie, gdyż wówczas tylko w lokalach można było bez problemu zyskać dostęp do bardziej luksusowych dań oraz alkoholu. W czasie, gdy rządziły kartki , bale stały się swego rodzaju oddechem lepszego świata. Jednocześnie była to także jedna z nielicznych okazji, by odrobinę zapomnieć o szarej rzeczywistości - tłumaczy Henryk Lewandowski.
W tamtym czasie, gdy za wzór balów prywatnych uchodził „Cristal”, symbolem niedoścignionego prestiżu był Bal Prasy, na który bardzo trudno było zdobyć zaproszenie, mimo, że bawiło się na nim mnóstwo osób, w tym liczna reprezentacja dziennikarzy trójmiejskiej prasy, radia i telewizji. Uczestnictwo w nim było niemal obowiązkowe dla pierwszego garnituru lokalnych władz. Rozpoczynał ją, oczywiście, tradycyjny polonez.
- W czterech salach: kolumnowej, balowej, kawiarnianej oraz tzw. werandzie bawiło się 1500 par. Miejscówki zdobywane były na drodze znajomości czy zasług politycznych. Takie zaproszenie było na wagę złota. Wykwintna zabawa to jedno, możliwość pokazania się w doborowym towarzystwie wraz z szansą na wzmiankę w prasie lub kronice telewizyjnej – drugie. Oba elementy były równie ważne – opowiada Henryk Lewandowski.
Dziś trudno sobie wyobrazić wspólnie organizowaną i wspólnie przeżywaną zabawę wszystkich trójmiejskich dziennikarzy. A to jedna z tych tradycyjnych imprez, której brak wyraźnie zubaża karnawał.
Sukces balu prasy sprawił, że inne branże również zamarzyły o swoim własnej zabawie. Zazdrość zrobiła swoje. Wkrótce odbywały się kolejne bale branżowe. Był bal piekarzy i cukierników, bal rzemiosła, bal restauratorów, a także bal wędliniarzy i rzeźników. Dziś tych balów już nie. Dzielnie trzyma się bal organizowany przez Izbę Turystyki, ale i on nie jest już takim pewniakiem jak dawniej. Poniekąd indywidualizm obywatelski sprawił, że zanikło coś pięknego. Konkurencja na rynku, czy to dotycząca piekarni czy agencji turystycznych, także robi swoje. W czasie, gdy najważniejsza jest rywalizacja, a wiele firm należy do międzynarodowych holdingów, balów nie ma po prostu kto organizować – dodaje Henryk Lewandowski.
Jak widać prywatyzacja objęła również karnawał. Tak to już jest. Coś za coś. Może jednak nie wszystko stracone. Na horyzoncie pojawiają się przecież nowe inicjatywy. Do takich wydarzeń zaliczyć można bal karnawałowy pracowników Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Zabawa po raz pierwszy odbyła się w 2003 r. Był to czas, gdy słynne niegdyś bale popadały w niepamięć. Czasem wystarczy więc odważna inicjatywa podjęta „pod prąd”. Oryginalności nie można odmówić także jednej z gdańskich restauracji, która miała okazję zorganizować bal z widokiem na stadion PGE Areny. Bal sylwestrowy, poniekąd otwierający okres karnawału, połączony był z możliwością profesjonalnej sesji zdjęciowej. Kolacja z widokiem na stadion oraz niezwykłe fotografie to już pomysł z wyższej półki. Od paru lat odbywają się Bale Gdańskie organizowane w filharmonii na Ołowiance, połączone z dobrą muzyką na żywo, odbywające się w każdą sobotę karnawału. Także w tym roku odbędzie się siedem takich balów.
Jednak dawnej krainy bogatego w imprezy karnawału już nie ma. Jak śpiewa Maryla Rodowicz „ale to już było i nie wróci więcej”. Nie zapominajmy jednak, że przyroda nie znosi próżni. Jeśli w tegorocznym karnawale zrodzi się tęsknota za tym, co dawniej , możliwe, że za rok wspomnienia obrócą się w kolejne działania.



Komentarze
to zadko kto wybiera sie na jakies wykwintne bale ludzie wola siedziec w domach.