Niemcy uczynili Gdynię twierdzą. Do dziś jej mieszkańcy przemierzają ulice lub spokojnie siedzą w domach, nawet nie wiedząc, że pod ich stopami znajduje się rozległy, skomplikowany i słabo zbadany system podziemi.
W dokumentach niemieckich można znaleźć określenie „Festung Gotenhafen”. Gdynia została wyzwolona 28 marca – pokryte systemem bunkrów Babie Doły nie zostały zdobyte, poddały się dopiero 5 kwietnia. Mieszkańcy Oksywia wiedzą, jak gęstą siecią umocnień poprzecinana jest ich dzielnica. Firmy kanalizacyjne, drążące w ziemi studzienki, natykały się na podziemne przestrzenie, które czym prędzej zamurowywano z powrotem. Ale nie tylko Oksywie ma swoje tajemnice. Ile osób zdaje sobie sprawę, że w centrum Gdyni, pod popularnym klubem U7, w miejscu, gdzie znajdowały się niegdyś milicyjne garaże, wciąż czeka na wykorzystanie kilka pięter wielkich, podziemnych sal? Kto wie o sztolniach przeciwlotniczych, czyli schronach tunelowych, wydrążonych w ziemi metodą górniczą?
- Na terenie Gdyni może znajdować się nawet kilkanaście tego typu obiektów, najwięcej w rejonie Wzgórza Św. Maksymiliana, Działek Leśnych oraz Oksywia – ocenia Michał Szafrański, prezes Gdyńskiego Klubu Eksploracji Podziemnej. – Dwa z nich są przewidziane jako schrony dla ludności, jeden znajduje się na terenie zamkniętym, natomiast pozostałe są od czasów wojny zapomniane.
Z głową, nie na główkę
Podziemia kuszą amatorów, a poruszanie się po nich wiąże się z różnymi zagrożeniami: od biologicznych, jak gryzonie, przez konstrukcyjne – stare, zniszczone obiekty grożą zawaleniem, po pułapki, zastawione przez Niemców lub Rosjan, a także przez nieświadomych złomiarzy.
Istnienia niektórych obiektów można się tylko domyślać. W archiwach niemieckich znajdują się np. informację, że w obiektach fabrycznych z czasów wojny, usytuowanych na terenie portu wojennego, poza ponad tysiącem metrów korytarzy, powinna znajdować się hala o powierzchni 2,5 tys. metrów kwadratowych, czyli połowy boiska piłkarskiego.
- Podobno są tam korytarze, biegnące w kilku kierunkach, ale hali nikt dotąd nie widział – mówi Jarosław Kłodzinski, członek GKEP i gdyński radny. – Nie byłem tam, bo mam zasadę, że bez zgody administratora nigdzie nie wchodzę. Nikt z nas nie jest łowcą skarbów, chodzi nam o wiedzę i o rodzaj przygody, że wchodzimy gdzieś jako pierwsi od dawna. Wiemy dużo, mamy relacje świadków, zdobywamy dokumenty – i możemy się podzielić tą wiedzą. Chcemy, żeby eksploracja odbywała się zgodnie z literą prawa, z pokorą wobec historii i z szacunkiem dla tych, którzy dziś mieszkają nad tymi obiektami.
Legendy
Wśród gdynian krążą legendy, np. o wielkich pomieszczeniach znajdujących się pod dworcem PKP. Trwający obecnie remont dworca stał się dobrą okazją, by je zweryfikować. Po uzgodnieniach z dyrekcją PKP, główny wykonawca robót wyraził zgodę na pokazanie przestrzeni znajdujących się pod dworcem. Poza dwiema komorami, których przeznaczenia nie udało się ustalić (wejście do jednej z nich było zamaskowane 10-centymetrową warstwą betonu pod dawną informacją turystyczną), pod przejściami na perony znajduje się schronienie dla ok. 250-300 osób.
- Jest to pomieszczenie trzypoziomowe, do którego schodzi się schodami przy ścianie, jest tam również winda towarowa, sanitariaty, natryski, sale połączone są korytarzami, zamykanymi stalowymi drzwiami – opowiada Jarosław Kłodziński. – Naszą uwagę przykuł obiekt, który znajduje się pod posadzką holu głównego. Są tam ozdobne, ceglane ściany z zamurowanymi oknami starego dworca. Będą one wykorzystane jako pomieszczenia funkcjonalne nowego dworca.
Ale są również legendy mocniej rozpalające wyobraźnię. Czy do tajemniczych gdyńskich podziemi mogła trafić słynna Bursztynowa Komnata z Carskiego Sioła?
- Od nieżyjących już mieszkańców Gdyni słyszałem, że trafiły tu ciężarówki z Królewca, a skrzynie z Bursztynową Komnatą stały przy Gustloffie – mówi Jarosław Kłodzinski. – Twórcy filmu przygotowanego dla kanału Discovery, również twierdzili, że ostatnim miejscem postoju komnaty było w styczniu 1945 roku nabrzeże gdyńskie. Jedna z teorii zakłada, że skrzynie nie wyjechały z Gdyni. Możliwe, że ładunek trafił do któregoś z podziemnych pomieszczeń, które następnie zostało zasypane, a wszystkie osoby związane z tą akcją zabito – ostatnia została strażnikiem tajemnicy. Mówi się, że takie osoby lub ich potomkowie jeszcze mieszkają w Gdyni.
Zamaskowane zagadki
Niektóre tajemnice aż się proszą o sprawdzenie. Jeszcze przed kilku laty, w podziemiach dawnego szpitala wojskowego przy ul. Morskiej, w którym później usytuowano magazyn obrony cywilnej, można było natrafić na tajemniczy ślad na podłodze. Spory prostokąt betonu wyraźnie odstawał poziomem od reszty podłoża, jakby zalano w tym miejscu właz prowadzący na jeszcze niższy poziom. Na betonie pozostał ślad niemieckiego buta oficerskiego. Po spuszczeniu wody z pobliskiego zlewu słychać było, że ciecz spływa rurami co najmniej piętro lub dwa niżej. Niemcy najwyraźniej coś w tym miejscu ukryli – a nikt po wojnie nie zgłębił tej zagadki. Dzisiaj śladu buta już nie ma – położono nową glazurę. Członkowie GKEP uważają jednak, że nie naruszając struktury podłogi można się wwiercić na głębokość metra i wpuścić kamerę, by zorientować się, czy warto rozbijać podłogę. Może to pomysł na kolejną eksplorację? Nie jedyny.
- W wąwozie Babi Dół brakuje mi między mapami z 1934 a 1962 roku kilkunastu tys. metrów sześciennych – zastanawia się Jarosław Kłodziński. – Najwyraźniej coś tu zostało zasypane przez okupanta.
Również Rosjanie maskowali wejścia do obiektów. W Gdyni zasypano mnóstwo schronów szczelinowych – zużyto do tego setki tysięcy furmanek piasku. Opróżnienie ich dzisiaj to jednak zbyt duże nakłady wobec spodziewanych efektów.
Atrakcja turystyczna
Część podziemi można udostępnić turystom. Atrakcji jest mnóstwo. Przy ul. Orłowskiej 1 znajduje się przedwojenny obiekt strażnicy WOPR, unikat w skali kraju. Na listę ochrony zabytków wpisano znajdujące się na terenie Stoczni Gdynia centrum łączności, obiekt dowodzenia, od wojny zalany wodą, który GKEP chce spenetrować z płetwonurkami-saperami, czy wieżę obserwacyjną, z której biegną głęboko w ziemię rury niewiadomego przeznaczenia. Bardzo atrakcyjne są szczeliny przeciwlotnicze między ul. Pomorską a Witomińską i niedaleko stacji SKM Wzgórze Św. Maksymiliana. Ciekawy jest schron T-750 w porcie, czy trzy wyjątkowe flakturmy na Oksywiu.
- Rok temu zaproponowałem utworzenie Trasy Turystycznej Podziemnej Gdyni – mówi radny Kłodziński. – Ścieżka ta pozwoliłaby przybliżyć turystom nie tylko obiekty, które można zwiedzić w białych spodniach, ale też miejsca, w których można się porządnie pobrudzić. Wycieczka mogłaby wchodzić do podziemi jednym wejściem, a wychodzić innym, pokonując po drodze kilkanaście metrów różnicy wysokości. Są tu miejsca świetnie nadające się na podziemne kino, w innych można urządzić ścianki wspinaczkowe. Dlaczego nie mielibyśmy wykorzystać takich obiektów? Od pomysłu do realizacji musi jednak minąć kilka lat.



Komentarze
jest zasypane.Teraz nie ma co do oglądania to tak jak by się wchodziło do piwnicy. W latach 49-51 to
było co oglądać i było tego pełno,nawet ziemianek po lasach.Ten na Harcerskiej był najczęściej odwiedzany bo obok były baraki szkolne i były dwa wejścia odkryte.Tam bawiliśmy się w chowanego.