Strona główna TRÓJMIASTO Spełnione wizje inżyniera Nagórskiego

Spełnione wizje inżyniera Nagórskiego

Email Drukuj
Inżynier Bohdan Nagórski :: fot. Archiwum

Burzymy stereotyp, że w okresie międzywojennym Port Gdynia został wybudowany dlatego, ponieważ Niemcy utrudniali, prawie uniemożliwiali, polski eksport i import poprzez Port Gdański. Teoria ta przeczy zdrowemu rozsądkowi co najmniej z dwu powodów:  po pierwsze -postępując tak byliby ekonomicznymi głupcami, skoro port ten był zjednoczony pod względem gospodarczym i celnym z II RP; po drugie - portem gdańskim w okresie międzywojennym de facto rządził Polak, zawzięty patriota – Bohdan Nagórski.


Ten, któremu dyplom ukończenia studiów na Politechnice w Zurychu wręczał w 1918 roku dziekan Gabriel Narutowicz (tak, późniejszy prezydent) i który otrzymawszy go przedostał się do kraju jeszcze przez zieloną granicę, a potem porzucił świetnie  zapowiadającą się karierę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, aby służyć krajowi w terenie, czyli w Porcie Gdańskim.

Teoria wrogiego Polsce Portu Gdańsk została wymyślona po II wojnie światowej w ramach  wojny propagandowej. Podsycanie antyniemieckiej fobii wymagało przeciwstawiania sobie szlachetnej polskiej Gdyni i faszystowskiego Wolnego Miasta Gdańska. Tymczasem faszyzm dotyczy w Gdańsku tylko kilku lat tuż przed wybuchem II wojny światowej.  Poza tym sam Nagórski z punktu widzenia powojennej propagandy był wysoce źle widziany jako przedwojenny prominent, który po wojnie zrobił karierę w ONZ w roli  światowego eksperta ds. portów, a król Jordanii Husajn udekorował  go w uznaniu zasług Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia. Przypomnijmy jego postać.

Stygmat wigilijnego dziecka
Bohdan Nagórski urodził się, podobnie jak Adam Mickiewicz, w Wigilię Bożego Narodzenia, 24 grudnia 1890 roku. Może dlatego wybrano mu imię danego od Boga? Zmarł, podobnie jak twórca „Pana Tadeusza”, na obczyźnie. W jego przypadku: w Nowym Jorku 27 stycznia 1987 roku. Niebawem mija zatem 25 rocznica jego śmierci. Dożył prawie 97 lat, choć mając lat 50 już był prawie po drugiej stronie życia, kiedy statek, którym płynął do Kanady, został trafiony torpedą przez faszystowskiego U-bota. Został pochowany w Alei Zasłużonych na cmentarzu „Amerykańskiej Częstochowy” w Doylestown w Pensylwanii. Jego prochy raczej nie zostaną sprowadzone do Polski.

Edukacja, w której ustawicznie przeszkadzała historia
Urodził się w Warszawie jako syn Adama Nagórskiego - inżyniera technologa.  Edukację 15-letniemu uczniowi Trzeciego Męskiego Gimnazjum przerwał strajk szkolny 1905 roku. Maturę zdał w trybie eksternistycznym w Kijowie w 1908 roku. Studia rozpoczął we Francji – w Montpellier. Licencjat zrobił na Sorbonie w 1912 roku. Potem studiował w Paryżu w elitarnej uczelni - Szkole Mostów i Dróg. Przyszedł rok 1914 i ta została zamknięta, bo wybuchła I wojna światowa. Potem była Politechnika w Zurychu – Wydział Inżynierii Cywilnej, gdzie dziekanem był Gabriel Narutowicz. Dyplom wręczył mu w 1918 roku. W sam raz by nowo upieczony inżynier zdążył wrócić do Warszawy przed Józefem Piłsudskim, jeszcze przez zieloną granicę. A gdy już odzyskanie niepodległości stało się faktem, poliglota Nagórski został zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Jego kwalifikacje były na wagę złota. Ale zrezygnował z urzędniczej kariery, bo ciągnęło go do konkretnej roboty.     

Jak to było możliwe, aby Polak rządził portem we Freie Stadt Danzig?
Freie Stadt Danzig, jak ogólnie wiadomo, po I wojnie światowej zaczęło funkcjonować jako byt niezależny, choć pod protektoratem Ligi Narodów. Jej przedstawiciel – Wysoki Komisarz rezydował w budynku przy obecnych Wałach Jagiellońskich 1, gdzie teraz ma siedzibę Rada Miasta Gdańska. Ustalenia międzynarodowe regulowały dokładnie zarządzanie Portem Gdańskim. Funkcjonowały dwie pięcioosobowe delegacje – jedna reprezentowała Polskę, druga Wolne Miasto Gdańsk. Nad nimi był prezydent – powoływany  w porozumieniu przez rząd polski i Senat Wolnego Miasta Gdańska. Gdyby zaś dwie strony nie potrafiły się dogadać, prezydent był wyznaczany przez Ligę Narodów spośród obywateli Szwajcarii. Tak się złożyło, że trzech kolejnych prezydentów było Szwajcarami. Nagórskiemu – absolwentowi politechniki w Zurychu łatwo było się z nimi dogadać. Kolejnym ustaleniem było, że spośród  tych 5 delegatów typowano dyrektora. Ze strony gdańskiej był to dyrektor ds. technicznych, a z polskiej dyrektor ds. handlowych – i ta funkcja nieodmiennie (aż do wkroczenia faszyzmu) przypadała Nagórskiemu. W głosowaniach każda z delegacji miała jeden głos. Przy braku zgody decydował prezydent. W każdym dwuosobowym kierownictwie w sposób naturalny, acz nieoficjalny, powstaje hierarchia ważności. Tym ważniejszym nieodmiennie był Nagórski, który korzystał ze wsparcia kolejnych szwajcarskich prezydentów. Szybko się okazało, że swe wpływy wykorzystuje dla rozwoju portu. Dzięki temu zaakceptowali go także przedstawiciele Wolnego Miasta Gdańska.

Znaleźć szansę
Gdy Bohdan Nagórski dotarł do Gdańska, ocenił port jako zapyziały. Dominowały drewniane tratwy z drewnem spławianym z dorzecza Wisły. Brakowało nabrzeży przystosowanych do obsługi dużych statków, urządzeń do szybkiego przeładunku towarów masowych. Trochę lepiej prezentowała się strefa wolnocłowa (dziś teren WOC-u). Szansa rozwoju pojawiła się wraz z przyłączeniem do Polski części Śląska z jego kopalniami. Istniało duże zapotrzebowanie na węgiel na zachodnich rynkach, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. W 1926 roku inżynier Nagórski jako pierwszy wymyślił ideę przeniesienia portowej działalności na prawą stronę Martwej Wisły. Okazało się, że był wizjonerem – wszystkie współczesne centra rozwoju gdańskiego portu poszły tym śladem – łącznie z Portem Północnym, Naftoportem, terminalem DCT i resztą. Nagórski postulował wybudowanie po stronie Wisłoujścia nowego basenu do przeładunku towarów masowych – takich jak węgiel, ruda, fosfaty, koks itp. Uzasadniał to dodatkowo koniecznością oddzielenia „brudnych” ładunków od innych, szczególnie drobnicowych, w tym spożywczych. Te miały pozostać po lewej stronie Wisły.
Za lokalizacją po stronie Wisłoujścia dodatkowo przemawiała możliwość wybudowania ogromnej ilości torów kolejowych, pomocnych do postoju wagonów. Koszt przedsięwzięcia oceniono na 25 mln guldenów. Nowy Basen (obecnie zwany Węglowym) miał mieć 800 m długości, 150 m szerokości u wejścia, 100 m przy końcu i 9 m głębokości przy nabrzeżach. Natychmiast po podpisaniu umowy finansowej z bankiem amerykańskim, ruszyły intensywne prace wykonawcze, Budowa pierwszej części basenu, mającego powierzchnię 12 ha, ale tylko 550 m długości, została zakończona w kwietniu 1929 roku mimo nadzwyczaj srogiej i długiej zimy. Gotowa była też infrastruktura konieczna dla przeładunków i rozładunków towarów.  

Sopocka sielanka
Dyrektor Nagórski wszedł do miejscowego establishmentu. Ożenił się z Zofią Krzyżanowską, która pracowała jako sekretarka w Radzie Portu. Po ślubie, który odbył się w Katedrze Oliwskiej, małżonkowie zamieszkali w Sopocie, w willi pod lasem – obecnie to ul. Żeromskiego 28. Pani Zofia już nie pracowała. Zajmowała się domem, co znaczy dyrygowała służbą i wychowywała dwie córki – Barbarę i Krystynę. Poza tym namiętnie grała w tenisa i uczestniczyła w sopockim życiu towarzyskim. Jeździli konno, chodzili na spacery i na plażę. Na wakacje wyjeżdżali na francuską Riwierę. Panienki miały szwajcarską mademoiselle, a gdy dorosły do wieku szkolnego, zaczęła do nich przychodzić pani Helena, która przygotowywała je, oraz ich kuzyna, do gimnazjum. Rodzice nie chcieli, aby chodziły do niemieckiej szkoły, a do Gdańska, gdzie znajdowała się polska szkoła, było zbyt daleko. Ten raj na ziemi skończył się, gdy na mieście zaczęły się pojawiać faszystowskie flagi. Coraz więcej. Pewnego pięknego dnia w roku 1938 jedli śniadanie na werandzie i nagle zobaczyli, że z okna ich willi też powiewa czerwona flaga ze swastyką. Okazało się, że była to nadgorliwość Niemca – dozorcy i jednocześnie kierowcy dyrektora Nagórskiego. Człowiek miał zresztą dobre intencje – myślał, że chroni w ten sposób rodzinę chlebodawcy. Po straszliwej awanturze, natychmiast faszystowskie emblematy zdjął.

Byle dalej od  hitlerowskiego faszyzmu
Już w 1935 roku Bohdan Nagórski zrezygnował z pracy w Radzie Portu. Rok wcześniej Adolf Hitler ogłosił się wodzem i kanclerzem, w 1935 wydał nakaz powszechnej służby wojskowej w nowo utworzonym Wehrmachcie. Nie można było się pogodzić z wynikającymi stąd zmianami. Nagórski został dyrektorem gdańskiego biura polsko-skandynawskiej firmy maklerskiej „Bergtrans, a krótko przed wybuchem wojny przeniósł się do Gdyni.
Czuł już oddech znienawidzonego faszyzmu na plecach, więc tuż przed 1 września wywiózł rodzinę do Nałęczowa, gdzie miał krewnych. Kampania wrześniowa zakończyła się dla niego i jego brata Zygmunta przekroczeniem granicy rumuńskiej. Stamtąd wyrobił swym kobietom włoskie wizy, z którymi wyjechały w 1940 roku do tego kraju. Niestety, wkrótce Włochy przystąpiły do wojny po stronie Hitlera. Wtedy Zofia Nagórska z córkami przedostała się do Bordeaux we Francji. Ale ten kraj szybko skapitulował przed Hitlerem. Na szczęście bohaterskie damy zdołały zaokrętować się w pobliskim miasteczku na „Batorego”, który odpłynął do Anglii. Bohdan Nagórski, też przebywający w Europie Zachodniej, szybciutko wysłał je z Londynu do Montrealu.

O tym, jak nigdy nie trzeba tracić nadziei
Również Bohdan Nagórski postanowił odgrodzić się od faszyzmu Oceanem Atlantyckim. Wsiadł na transportowiec „City of Benares” zmierzający do Kanady. Kiedy statek był na północnym Atlantyku, trafiła go torpeda wystrzelona z niemieckiego u-bota. Zanim zatonął, pasażerowie zdążyli wsiąść do łodzi ratunkowych. Było wśród nich kilkudziesięcioro dzieci. Łodzie z rozbitkami wkrótce podjęły alianckie  służby ratunkowe. Z wyjątkiem jednej, której ratownicy nie dostrzegli, a w której był również 50-letni wtedy Bohdan Nagórski. Można sobie wyobrazić rozpacz rozbitków, których zostawiono na pastwę lodowatego oceanu!  Nasz bohater potrafił opanować strach i panikę towarzyszy niedoli i wmówić im, że na pewno zostaną uratowani, choć nic na to nie wskazywało. Dryfowali tak przez tydzień. Ósmego dnia, czyli 25 września 1940 roku, załoga „łodzi latającej” Sunderland pełniącej służbę patrolowa na północnym Atlantyku, dostrzegła szalupę z kompletnie już wycieńczonymi rozbitkami. Wszystkich uratowano. I dzięki temu rodzina Nagórskich znów mogła się spotkać w Nowym Jorku w roku 1941.

Trudne emigracyjne życie z happy endem
Czasy wojny nie były jeszcze najgorsze. Inżynier poliglota znalazł zatrudnienie w nowojorskim biurze brytyjskiego Ministerstwa Transportów Wojennych. Schody zaczęły się po zakończeniu wojny. Biuro zlikwidowano. Pomocy nie miał kto udzielić. Zrobiło się chudo. Mąż i ojciec chwytał się przelotnych zajęć. Pani Zofia poszła do pracy – najpierw jako sklepowa, potem sekretarka, wreszcie znalazła zatrudnienie w liniach lotniczych Air France. Panna Barbara, z braku pieniędzy na czesne, nie poszła na studia  ale do szkoły sekretarek. Z trudem wiązali koniec z końcem.

Karta odwróciła się w 1952 roku, kiedy inżynier Nagórski zatrudnił się w jednej z agend ONZ - Komitecie Pomocy Technicznej (TAC) jako ekspert ds. portowych i żeglugowych państw rozwijających się. Kierował budową portów w Jordanii, Kongo, Brunei (Borneo), Grecji, Egipcie.

Rodzina przeniosła się do Jordanii. Panny Nagórskie mogły pójść na studia. W Jordanii nadano mu przydomek „Abu Aqaba:” (Ojciec Akaby), a król Husajn udekorował go Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia.

Po przejściu w stan spoczynku Bohdan Nagórski przeniósł się do Nowego Jorku. Jest autorem wysoko cenionych książek dotyczących portów. Cieszył się wielkim autorytetem, nie tylko wśród Polonii.

Wracając do Portu Gdańskiego

W latach 30-tych stracił on część ładunków na rzecz nowo zbudowanego Portu Gdynia. W roku 1933 wyekspediowano z Gdyni większą masę towarową niż z Gdańska. Nagórski znalazł się w trudnej sytuacji, ponieważ zorientował się, że władze polskie starają się uprzywilejowywać ten port, którego rozwój powinien go jako patriotę cieszyć. Z drugiej strony był odpowiedzialny za rozwój Portu Gdańskiego. W każdym razie w roku 1936 zabierając głos podczas narady dotyczącej wyłożenia dużych pieniędzy na regulację Wisły wyraził opinię, że miałaby ona sens przy założeniu, że import i eksport polski będzie wykorzystywał  w pierwszym rzędzie port gdański.
Tak się jednak nie stało. Nowo założony port w Gdyni przejął polski handel morski. A przewożenie berlinek przez zatokę do Gdyni jest pod względem gospodarczym i komunikacyjnym było nieuzasadnione.

Faktem jest, że inwestycje w Basenie Węglowym w Porcie Gdańskim w latach 30-tych nieco przyhamowały. Kiedy wybuchła II wojna światowa generalny pełnomocnik ds. budownictwa Rzeszy wydał polecenie zawieszenia wszelkich prac inwestycyjnych w tym basenie ze względu na konieczność oszczędzania stali na potrzeby wojenne. Władze portu, przy poparciu dowództwa Marynarki Wojennej, doprowadziły jednak do umieszczenia tej inwestycji w planie centralnym inwestycji ważnych dla wojny. To gwarantowało przydział kontyngentów stali, innych materiałów budowlanych i pieniędzy. Najintensywniejsze prace trwały w latach 1943 i 1944. Inwestycja została ukończona, mimo perturbacji wojennych. Po II wojnie światowej tę część portu przywrócono do eksploatacji już w 1945 roku. Przez szereg lat uchodziła za chwałę PRL służąc głównie do handlu wymiennego ze Szwecją (my im węgiel, oni nam rudę żelaza).

Obecnie – od 1 grudnia 2011 - na teren Basenu Węglowego do dworku przy ul. Roberta de Plelo, przeniosła siedzibę Zarządu spółki Port Gdański Eksploatacja, prezes Maria Kowalewska -Koska.  Przy okazji ratując przed zniszczeniem zabytkowy budynek, w którym od roku 1929 mieściła się polska administracja portowa w Wolnym Mieście Gdańsku.

Spółka Port Gdański Eksploatacja przygotowywana jest do prywatyzacji. Ciekawe jaka przyszłość się przed nią otwiera?
 

Komentarze 

 
0 #4 aledziadek 2012-01-15 16:54
zrezygnował z urzędniczej kariery, bo ciągnęło go do konkretnej roboty.
Cytować
 
 
0 #3 jaaaaaaaaa 2012-01-15 13:55
ciekawa opowiastka
Cytować
 
 
0 #2 igor 2012-01-14 19:19
W każdym dwuosobowym kierownictwie w sposób naturalny, acz nieoficjalny, powstaje hierarchia ważności.
Cytować
 
 
0 #1 kaja 2012-01-14 19:02
Ze strony gdańskiej był to dyrektor ds. technicznych, a z polskiej dyrektor ds. handlowych
Cytować
 

Dodaj komentarz