Z polarnikiem Markiem Kamińskim – o poświęceniu, jakiego wymagają jego podróże, misji „promocji Wisły” oraz sportowych pasjach – rozmawia Alicja Lipińska.
– Spektrum działań, którym się Pan poświęca, jest ogromne: podróżowanie, pisanie książek, prowadzenie własnej firmy oraz fundacji, rodzina. Ile więc godzin ma doba Marka Kamińskiego?
– Rzeczywiście, połączenie tego wszystkiego jest dość trudne, ale przy odpowiedniej organizacji i dobrych współpracownikach można tego dokonać. Z przykrością jednak stwierdzam, że przez te moje pomysły najbardziej cierpi rodzina. Na szczęście do tej pory udaje mi się rekompensować najbliższym ten brak czasu.
– Niedawno odbył Pan spływ kajakowy Wisłą, który miał na celu promocję tej najdłuższej z polskich rzek. Co to znaczy „promować Wisłę”?
– Chodzi mi o zmianę świadomości ludzi. Większości z nas wydaje się, że Wisła jest rzeką brudną, takim zwykłym ściekiem. Ja nocowałem nad jej brzegami, piłem jej wodę, kapałem się w niej. Film, który powstanie o tej wyprawie, a także zdjęcia z jej przebiegu, mają zmienić nastawienie Polaków do Wisły, i to się chyba powoli dzieje.
– Mówiąc o najbliższych planach, wspomina Pan o skoku na spadochronie...
– Tak, planuję skok, ale nie będzie to wydarzenie medialne, tylko spełnienie kolejnego marzenia. Natomiast mój plan na najbliższy czas to głównie spędzanie czasu z rodziną. Skupię się także na mojej fundacji, pisaniu książek i promocji Wisły.
– Za zdobycie bieguna północnego został Pan uhonorowany w 1995 roku Złotym Medalem Ministra Sportu, a w Alei Gwiazd Sportu we Władysławowie ma Pan swoją tablicę pamiątkową. Czuje się Pan więc nie tylko podróżnikiem, ale i sportowcem?
– Myślę, że tak. Spływ kajakiem to jednak sport ekstremalny. Człowiek jest zawsze jednak przede wszystkim człowiekiem. Może bywać pisarzem, bo w danej chwili pisze książkę, tak samo jak lekarzem czy prawnikiem. To są jednak sztuczne podziały. Mnie nigdy nie interesował cel, ale droga, jaką się pokonuje, alby go osiągnąć...
– Dziękuję za rozmowę.

