Strona główna POMORSKIE Podwodne odkrycia na Antarktyce

Podwodne odkrycia na Antarktyce

Email Drukuj

Świat podwodny Oceanu Południowego jest przebogaty w życie :: fot. Piotr Bałazy Ani kry lodowe, ani minusowe temperatury nie mogły powstrzymać badaczy przed zejściem pod wodę :: fot. Piotr Bałazy

Biegun południowy.  Ekstremalne warunki, bezkresna biel, minimalizm. Dla jednych koniec świata, dla innych zaskakująca, dziewicza kraina. Uwodzą wielkie góry lodowe. Wylegują na słońcu słonie morskie, uchatki i pingwiny.

Z drugiej strony: pustka, zero cywilizacji, minus 30 stopni Celsjusza. Na taką wyprawę nie stać każdego, słyszę, że jest to najdroższa podróż. A mimo wszystko jakiś tajemniczy radar przyciąga kolejnych „wilków stepowych” przybywających w te rejony. Aby się dostać na Antarktykę najlepiej polecieć do Argentyny i stamtąd popłynąć już statkiem. Ale są i tacy, którzy całą drogę, czyli 14 tys. km, przemierzają  drogą morską.


Misja ekologiczna
Trójka zapaleńców z Trójmiasta, Piotr Kukliński, Piotr Bałazy i Tadeusz Stryjek nie należą do milionerów, łączy ich pasja do swojej pracy i zadanie do wykonania, dzięki któremu mogli odkryć podwodne bogactwo Oceanu Południowego. Piotr Kukliński i Piotr Bałazy są naukowcami w Instytucie Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie, Tadeusz Stryjek podróżnikiem i płetwonurkiem. Ponad trzy miesiące (od listopada 2010 do lutego 2011 roku) spędzili na Wyspie Króla Jerzego w Archipelagu Szetlandów Południowych w Antarktyce, zbierając próbki biologiczne od strefy pływów do głębokości około 40 m.  Nasz kraj ma tutaj polarną stację badawczą imienia Henryka Arctowskiego, zarządzaną przez Zakład Biologii Antarktycznej Polskiej Akademii Nauk.

83 godziny pod wodą
Najważniejszym celem tej wyprawy było zebranie materiału badawczego. Naukowcy tłumaczą, że na wpływ zmian klimatycznych ma nie tylko ocieplenie, ale także wzrost dwutlenku węgla w atmosferze i w oceanie, przejawiający się wzrostem zakwaszenia mas wodnych. Problemu tego tym bardziej nie można bagatelizować, ponieważ nadmierne zakwaszenie może w negatywny sposób wpływać na organizmy morskie, szczególnie na te, które posiadają szkielet zbudowany z węglanu wapnia (czyli takiego materiału jak nasze kości) – będzie je po prostu rozpuszczał. Badacze skupili się na szkarłupniach i mszywiołach, ponieważ występują one pod dostatkiem w tym rejonie, a ponadto ich szkielety składają się ze wspomnianego już węglanu wapnia. Pobyt na Antarktyce okazał się bardzo owocny, w sumie dokonali 173 nurkowań, a to znaczy, że spędzili aż  83 godziny pod wodą.  Próby, które zostały zebrane podczas wyprawy, są obecnie analizowane w laboratorium w Sopocie.

A jednak zimno
Kiedy naukowcy mieszkali na Wyspie Króla Jerzego, akurat trwa lato. Najniższe temperatury sięgają minus dziesięciu st. C., najwyższe plus 10 st. C. Mimo wszystko w wodzie utrzymuje się cały czas ujemna temperatura. A przecież oni przyjechali tutaj, żeby zbadać podwodne akweny Oceanu Południowego.

Nurkowie marzną. Nakładają na siebie kilka warstw ocieplających, stosują też ogrzewanie elektryczne pod skafandrami, a mimo wszystko ich organizmy ledwie znoszą tak niskie temperatury. Pasja odkrywców dodaje im na szczęście energii. Jednak momentami jest naprawdę ciężko, bowiem wody, które otaczają Antarktydę, są jednym z najzimniejszych miejsc na świecie. Komputery nurkowe pokazywały temperaturę wody wynoszącą minus 2 st. C, ale naukowcy zwracają mi uwagę na fakt, że ich komputery pomiarowe nie miały odpowiedniej rozdzielczości i na pewno nurkowali w niższej temperaturze, np. woda o normalnym zasoleniu, czyli 36 promilach zamarza przy minus 1.82 st. C. Platformę naukową stanowił zaś 5-metrowy ponton Bombard Commando. I spełniał on swoje zadanie rewelacyjnie.

- Może dlatego, że pozwalaliśmy sobie na pracę tylko przy w miarę spokojnej pogodzie. Przy huraganowych wiatrach nie było mowy o wyjściu z „portu”. Do dziś wspominamy surfowanie po ogromnych falach cieśniny Bransfielda w tzw. alei gór lodowych, kiedy ponton niknął nam z oczu zasłaniany przez kolejny grzbiet fali. Śledzenie pogody i prognoz meteorologicznych to był proces tak regularny podczas tej wyprawy jak posiłki czy inne aktywności życiowe – dodaje Piotr Kukliński.

Odkrycia i fascynacje
Świat podwodny Wyspy Króla Jerzego zachwycił badaczy od pierwszego zejścia pod wodę.
Już pierwsze „nurki” pokazały, że jest to świat przebogaty w życie. Smaku dodawały odgłosy wydawane przez foki i śpiew wielorybów. Nie obyło się bez spotkania z ciekawskimi lampartami morskimi. Jak zwykle w takich sytuacjach pech chciał, że akurat nie mieliśmy aparatu ze sobą. Tak jak na lądzie roślinność ogranicza się do małych poroślowych form, tak pod wodą egzystuje olbrzymie bogactwo form glonów, często sporych rozmiarów. Życie w wielu miejscach tętniło niczym na rafie koralowej – tłumaczy Piotr  Kukliński. - Jednym z najciekawszych miejsc nurkowych jest tzw. Napier Rock. Spiczasta skała wyłaniająca się z 80 metrów nieco ponad powierzchnię morza. W całości porośnięta jest rozmaitymi organizmami wykazującymi nadzwyczajną strefowość. Porównania do raf koralowych Egiptu są jak najbardziej uprawnione.

Rzeczywiście, kiedy porówna się pozbawione roślinności, spowite lodem i śniegiem naziemne przestrzenie, bogaty świat podwodny może fascynować. Jednak na badaczy czekały nie tylko odkrycia, ale i inne doświadczenia.
Na blogu z dnia 11 listopada czytamy: „Przycięty palec w czasie wyładunku.
Wieczór walki z cumami przy porywistym wietrze. Cieknący sufit, kiedy tylko pada. Wiszące wory pod pontonem i stracony dzień nurkowy. Zepsuty pasztet. Zalany aparat fotograficzny. Uszkodzony wężyk przy jackecie. Splątane liny. Spadek napięcia w sieci. Zgubione karabinki. Zapchane szambo. Brak internetu. Upadek na wietrze. Kolejny dzień wieje. I na koniec rozbite czoło stalowymi drzwiami. Wniosek: to jest boks. Tu padają ciosy.”

Smak smakowi nierówny

Podczas ich pobytu na wyspie w stacji badawczej przebywało ok. 12 osób. Raz na miesiąc dostarczano im świeże warzywa i wtedy kanapka ze świeżym pomidorem okazywała się prawdziwym rarytasem. Jednak mimo wszystko nic nie przyćmi smaku własnoręcznie złowionej ryby – nototenii i do tego w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Na blogu wodaminusdwa.blogspot.com, prowadzonego przez Tadeusza Stryjka, czytamy: „Nurkujemy, widzę rybę, podpływam, otwieram siatkę, ryba sama wpływa do siatki, potem ważenie, kasa, płacę kartą, wynurzenie” - tak zabawnie opisywał spotkanie z  notetenią szczęśliwy łowca,  który walczył w tym samym czasie z Piotrem Bałazy próbującym uchwycić tę samą dorodną sztukę, ale na zdjęciu.

Uczestnicy wyprawy na biegun południowy zgodnie podkreślają, że była to przygoda ich życia. I chętnie by tam powrócili, do tych gór lodowych, słoni morskich, światów podwodnych i ryb własnoręcznie łowionych.
 

Komentarze 

 
0 #11 balazy 2012-01-16 23:11
jestem za mały....
Cytować
 
 
-1 #10 rocky gora 2012-01-12 17:31
jestem za rocky
Cytować
 
 
-1 #9 rocky 2012-01-02 20:51
a Bałałazy to królewna..
Cytować
 
 
+1 #8 Marta 2012-01-02 20:24
rocky to cieć
Cytować
 
 
0 #7 rocky 2011-12-28 23:06
tęsknota mnie rozmiękła.
Cytować
 
 
0 #6 marta 2011-12-28 10:37
Cytuję rocky:
Gdybym był kobietą od razu zakochałbym sie w tych panach....

ahh.. jest.. ujawnił się!
Cytować
 
 
+2 #5 Judyta 2011-12-27 17:50
rocky masz rację:)
Cytować
 
 
+3 #4 rocky 2011-12-27 17:14
Gdybym był kobietą od razu zakochałbym sie w tych panach....
Cytować
 
 
+1 #3 kuba 2011-12-22 14:10
fascynuje mnie taki swiat podwodny zazdroszcze Panom pozdrawiam
Cytować
 
 
0 #2 jurek 2011-12-22 13:33
iesamowita wyprawa nie moge sobie tego wyobrazic.
Cytować
 
 
0 #1 haneczka 2011-12-22 13:24
ja to chyba nigdy bym sie nie odwazyla na taki rejs.
Cytować
 

Dodaj komentarz