Złośliwość rzeczy martwych, roztrzepanie, a może pośpiech? Zdarza nam się coś zgubić, zapomnieć, zostawić. Kiedyś ratunkiem w takich sytuacjach były Biura Rzeczy Znalezionych. Dziś ten relikt PRL-u funkcjonuje trochę pro forma, przyjmując mało wartościowe rzeczy, czy rowery mocno przeżarte rdzą.
Gorzej być znalazcą
Szczerze współczujemy osobie, która coś zgubiła, chyba zresztą nikt z nas nie lubi przeżywać takich sytuacji. Można jednak odnieść wrażenie, że znajdując dzisiaj zagubiony przedmiot, fundujemy sobie prawdziwy zawrót głowy. Jeśli bowiem znalazłam np. kopertę z 10 tys. zł w SKM i wyruszę w drogę z Nowego Portu na ul. Elbląską w Gdańsku, moje znalezisko może nie zostać przyjęte, ponieważ rzeczy pozostawione w kolejce podmiejskiej powinnam zanieść do biura SKM. Całą drogę mogę pokonać na darmo.
Czy to nie pachnie absurdem, wypisz, wymaluj, wprost z filmów Barei?
- Do Biur Rzeczy Znalezionych przyjmujemy przedmioty zagubione na terenie miasta, ulicy, czy np. w parku. Gdy ktoś coś znalazł na plaży, powinien udać się do GOSiR-u, gdy w autobusie do ZKM, w przedziale pociągu do PKP, na terenie supermarketu do właściciela obiektu – tłumaczy cierpliwie sympatyczna pracownica gdyńskiego Biura Rzeczy Znalezionych.
- To jest Biuro Rzeczy Zagubionych, a nie pozostawionych – tłumaczy specyfikę funkcjonowania biura rzecznik prasowy, młodszy inspektor Straży Miejskiej, Tomasz Siekanowicz.
To pewnie z powodu tych rozgraniczeń i przepisów, Biura Rzeczy Znalezionych świecą pustkami.
Nie do sprzedaży
Przy starostwie powiatowym w Wejherowie działa takie biuro. Ale częściej bywa tu straż miejska i policja, niż zwykli ludzie. Rowery, ale mocno już zużyte, wózki dziecięce, motocykl – takie znaleziska odnotował Zbigniew Nowosadzki, naczelnik Wydziału Organizacyjnego Starostwa Powiatowego w Wejherowie, który zajmuje się m.in. biurem rzeczy znalezionych.
- Przechowujemy je w specjalnym magazynie, umieszczamy ogłoszenie o rzeczy znalezionej na tablicy informacyjnej Starostwa, czasem w prasie. Gdy pomimo naszych starań, właściciel się nie zgłasza, po upływie trzech lat przekazujemy przedmioty Urzędowi Skarbowemu do sprzedaży, ale jest z tym spory kłopot, ponieważ większość np. rowerów to graty – mówi Zbigniew Nowosadzki.
Plecak z brudną bielizną
Przez kurort przewija się tysiące turystów, którzy na pewno coś gubią, o czymś zapomną. Przedmioty te jednak nie „szukają właściciela”.
- W ciągu tego roku do biura rzeczy znalezionych w Sopocie trafiły: stary
portfel, bez możliwości identyfikacji właściciela oraz dwa telefony
komórkowe - aparaty bez kart i baterii. Rzeczy wartościowe nie są przynoszone, trafiają się: aparaty telefoniczne, czasami dokumenty, raz był to plecak z brudną bielizną. Z uwagi na niską wartość tych rzeczy dotychczas nie przeprowadzaliśmy licytacji. Wcześniej takie przedmioty były przekazywane do Urzędu Skarbowego - czyli na skarb państwa, teraz z uwagi na ich małą ilość są gromadzone w urzędzie – tłumaczy Anna Dyksińska z Biura Prezydenta Miasta Sopotu.
Sprzętu wojskowego nie przynoś
- Od lipca trafiło do nas pięć rzeczy, m.in. rower męski, torebka damska, kask motocyklowy – mówi Tomasz Siekanowicz, rzecznik prasowy, młodszy inspektor Straży Miejskiej. - Do biura przyjmujemy wartościowe przedmioty, jeśli są to np. parasolki, książki, wówczas prosimy o pozostawienie „namiarów” do znalazcy. Wówczas, gdy ktoś się zgłosi po zgubę, kontaktujemy się z taką osobą. Rzeczy te przechowujemy 2 lata, gdy w tym czasie właściciel się nie pojawi, przedmiot przechodzi na własność znalazcy, który staje się jego szczęśliwym posiadaczem.
- Nie wszystko możemy przyjąć. Materiały łatwopalne, umundurowanie i sprzęt wojskowy, a także jedzenie, na pewno zostaną przez nas odesłane – tłumaczy rzecznik gdańskiej straży miejskiej.
- A najdziwniejsze znaleziska to 100 pudełek na płyty kompaktowe czy aparat fotograficzny, cyfrowy na dyskietki – opowiada Tomasz Siekanowicz.
Czy suknię ślubną można zgubić?
- Mamy sporo zapytań, o zagubioną obrączkę, a nawet suknię ślubną – śmieje się pracowniczka biura rzeczy zagubionych w Gdyni. - Tradycyjnie już trafiają do nas torby, klucze, telefony. W tamtym roku, ktoś przyniósł laptop. Z bardziej niespotykanych - aparat słuchowy. Może ktoś się jednak po niego zgłosi? - zastanawia się.
Może w sieci?
Nie trudno zauważyć, że biura rzeczy znalezionych odeszły do lamusa. Idąc z duchem czasu, rozwijają się wirtualne takie biura, choćby na facebooku, gdzie można podać informacje o znalezieniu plecaka, kluczyka niekoniecznie do czyjegoś serca. Może one spełnią swoje zadanie i ułatwią spotkanie uczciwego znalazcy z rozpaczliwie poszukującym właścicielem?


Komentarze
A może to jakaś ruda była?