Ktoś bezduszny wyrzucił je na środku jezdni. Małe, puchate kulki, ledwie zabrane od matki, bezbronne kociątka. Chwila nieuwagi i byłaby z nich krwawa miazga.
- Na szczęście zatrzymaliśmy się w porę, znaleźliśmy w samochodzie jakiś karton, zanieśliśmy je do domu – opowiada nasza Czytelniczka, pani Magda, która w niedzielne południe na środku drogi spostrzegła porzucone kociaki. - To było naprawdę przerażające. A gdybyśmy akurat się spieszyli? Gdyby mój mąż jechał szybciej? Ludzie są bez serca, że w takim miejscu potrafią zostawić zwierzęta. U nas w domu te maleństwa nie mogą zostać, bo akurat mamy już dwa koty i psa, ale po trzech godzinach obdzwaniania znajomych i członków rodziny udało nam się znaleźć dom dla wszystkich trzech słodkich kociaków – cieszy się pani Magda.
Sezonowa trauma
W wakacje jak bumerang powraca temat porzucanych zwierząt. Często deklarujemy naszą miłość, ale tylko do czasu. Gdy tylko pakujemy walizki i zaczyna się sezon urlopowy nasze uczucie do zwierząt pryska.
- Co roku w wakacje pojawia się ten sam problem. W maju trafia do nas jeden lub dwa psy, a w czerwcu i lipcu w ciągu jednego weekendu przyjmujemy 10-15 psów – informuje Małgorzata Kass-Boguncka ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Promyk” w Kokoszkach. - Ludzie pozostawiają je w okolicach schroniska, 100-150 metrów, przywiązują do drzewa, czasem pozostawiają przy sklepach. Najczęściej są to kilkumiesięczne pieski, tłuściutkie, z piękną sierścią. Najpewniej otrzymane w prezencie gwiazdkowym. Ale trafiają też do nas czworonogi bardzo wychudzone, wycieńczone, pozostawione w lesie. Jeśli chodzi o koty, to są to wolno bytujące zwierzęta, do nas trafiają 3-miesięczne kociaki.
- W sezonie urlopowym trafia do nas więcej zwierząt niż zwykle – mówi Irena Tatomir-Majewska, prezes sopockiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które prowadzi Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Sopocie – Niektórzy mówią, że je znajdują, ale przecież widać, że kłamią. Kilka przypadków było nietypowych, np. suczka husky z 4-dniowymi szczeniakami, pseudohuskimi. Śliczne. Matka karmiła je ostatkiem sił, małe chciały ją żywcem zjeść – śmieje się pani Irena.
Adres „zastępczy” psa – ważna rzecz
Zdarzają się także sytuacje, gdy właściciel ukochanego pupila zadba o jego opiekę, a stęsknione zwierzę będzie próbowało albo wrócić do domu, albo... znaleźć swego pana. Wtedy zdezorientowany czworonóg łatwo może się zagubić.
- Jeżeli oddajemy komuś na „przechowanie” psa, koniecznie powinniśmy zadbać o „adresatkę” z aktualnym adresem przebywania zwierzęcia. W takich sytuacjach, gdy dzwonimy do właściciela, nikt się nie zgłasza, bo przebywa na wakacjach. Gdybyśmy znali adres zastępczy, łatwiej by nam było nawiązać kontakt z jego opiekunem – tłumaczy Irena Tatomir-Majewska. - Gdy opiekujemy się w zastępstwie za właściciela, pamiętajmy też o tym, że nie wolno nam tego psa puścić bez smyczy, bo na pewno będą próbowały wrócić do domu.
- Kiedyś przydarzyła się podobna sytuacja. Małżeństwo emerytów wyjechało na wakacje i pozostawiło ponad 10-letnią suczkę u zaprzyjaźnionej pary. Wystarczyła chwila nieuwagi, Sunia wymknęła im się i pobiegła na dworzec. Opiekunowie mieli już katastrofalne wizje następstwa zdarzeń, bo ci państwo byli bardzo związani z czworonogiem, ale na szczęście udało się ją znaleźć – opowiada pani Irena.
Hotele dla zwierząt
Gdy nie mamy przyjaciół, którzy wyraziliby chęć zaopiekowania się naszym pupilem, możemy skorzystać z profesjonalnych usług, tzw. hotelu dla zwierząt.
Sylwia Piotrowska prowadzi domowy hotel „Twoja Psia Niania” w Straszynie. Zapewnia, że w jej domu nie ma żadnych klatek i boksów, a zwierzęta mogą wylegiwać się na kanapach i łóżkach. Skąd pomysł na prowadzenie takiej działalności?
- Będąc w Londynie zajmowałam się czworonogami przyjaciół, wyprowadzałam psy na spacer, a także opiekowałam się nimi jako petsitter. To zajęcie bardzo mi się spodobało – podkreśla Sylwia Piotrowska.
W jaki jednak sposób udaje się tej miłośniczce zwierząt przyjąć pod swój dach tyle różnych ras i uniknąć walki psów i rozlewu krwi?
- Zawsze organizujemy zapoznawcze spotkania, podczas którego oceniam temperament ewentualnego podopiecznego – podkreśla Psia Niania.
Wierny przyjaciel czeka
Gdy przychodzę do pani Agnieszki, jej pies Paulo, liże mi stopy.
- Nie zawsze tak było – opowiada właścicielka czworonoga – Paulo jest z nami już od 9 miesięcy. Zaadaptowałam go, ponieważ gdy tylko go zobaczyłam, ujrzałam tysiąc nieszczęść. Nie dość, że porzucony, to jeszcze inne psy go gryzły, nie dopuszczały do jedzenia. Teraz jest już bardziej ufny, ale jeszcze nas ciągle sprawdza – podkreśla nasza Czytelniczka.
W schroniskach dla bezdomnych zwierząt czekają na nas wierni towarzysze zabaw i powiernicy smutków, tylko dajmy im szansę.
- Niektórzy ludzie, gdy słyszą, że pies jest wykastrowany, zmieniają zdanie, nie decydują się na adopcję. A trzeba podkreślić, że nie tylko w ten sposób regulujemy populację zwierząt, ale też zmniejszamy agresję, zapobiegamy rakowi prostaty czy rakowi macicy, dbamy w ten sposób również o sprawy zdrowotne – podkreśla Jolanta Karpiarz ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w gdyńskim Ciapkowie.
Warto podkreślić, że kastrację, lub wysterylizowanie czworonoga, finansuje schronisko, dzięki dofinansowaniu z miasta. Mając na uwadze tyle zapełnionych klatek niechcianymi zwierzętami, praktyka ta nie powinna dziwić.


Komentarze