Nie wygrał popularnego telewizyjnego programu „Mam talent”, ale znalazł się w jego finale i zajął 3. miejsce. Nie został uhonorowany żadną nagrodą, ale detronizuje tych, którzy ten program wygrali. Rozmawiamy z Piotrem Lisieckim (lat 18), uczniem IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, dla którego śpiewanie stało się całym jego życiem.
Nakładem potężnej firmy fonograficznej EMI Music Poland ukazał się jego debiutancki album muzyczny. Agencja artystyczna Top Management, impresariat m.in. Agnieszki Chylińskiej czy grupy Manchester wspierają Piotra Lisieckiego w rozwijaniu kariery muzycznej. Piotr ruszył w trasę koncertową ze swoim albumem i wystąpił już w Gdańsku. Teraz kolej na inne polskie miasta.
– Namnożyło się telewizyjnych programów typu „Szansa na sukces”, „Idol”, „Droga do gwiazd”, „Mam talent” itd. Wszystkie mają otworzyć drogę na muzyczne estrady. Czy próbowałeś już zaistnieć w którymś z tych programów, oprócz „Mam talent”?
– Nie, to był pierwszy tego typu program, w którym wystąpiłem.
– Co zdecydowało, że zgłosiłeś się do udziału w tym programie, przepraszam – zgłosiliście się, bo początkowo wystąpiłeś, jak to stwierdziło jury programu – w nieudanym duecie z koleżanką?
– Chcieliśmy z Asią Klejnow spróbować swoich sił, wybić się jakoś, zaistnieć. Byliśmy świeżym, młodym zespołem, chcieliśmy przekonać się czy sprawdzimy się jako zespół na szerszą skalę. Stąd też nasza decyzja, by wziąć udział w programie „Mam talent”. Nie uważam, aby nasz występ był nieudany, po prostu tym razem nam nie wyszło, może za mało ćwiczyliśmy.
– Gdyby nie twój udział w programie „Mam talent” byłbyś dzisiaj na tej samej muzycznej drodze do kariery?
– Myślę, że gdyby jury nas nie rozdzieliło, gralibyśmy nadal razem. Nasza muzyczna przygoda powoli się rozkręcała i myślę, że z czasem zaczęlibyśmy uprawiać muzykę poważniej, na coraz większą skalę. Muzyka jest w nas, jest dla nas wszystkim i tak łatwo byśmy się nie poddali.
– Masz talent, to jest już udowodnione, ale czy Twoje muzyczne zdolności kształtowały się i rozwijały w miarę zdobywania wiedzy?
– Nad głosem zacząłem pracować od 2009 roku w Szkole Muzycznej II stopnia. Jeśli chodzi o klawisze i gitarę – uczyłem się sam, nie pobierałem żadnych lekcji.
– Co było u Ciebie pierwsze: śpiew czy gitara?
– Gitara pojawiła się już w podstawówce. Uczęszczałem na zajęcia w szkolnym kółku gitarowym, ale też na nim zaprzestałem edukację gitarową. Potem już po prostu sobie grałem, a wokal doszedł dopiero pod koniec gimnazjum i to nagle, niespodziewanie. Odtąd śpiewanie pochłonęło mnie całego, stało się całym moim życiem.
– Podejrzewam, że swoją przyszłość wiążesz z muzyką. Czy będzie to śpiewanie, granie na instrumentach muzycznych, a może tylko komponowanie?
– Chcę studiować na Akademii Muzycznej na kierunku związanym ze śpiewem. Do dalszej nauki gry na gitarze czy pianinie jakoś nie mam zapału, brak mi w tym cierpliwości i wytrwałości, ale z gitary nie zrezygnuję.
– Tadeusz Woźniak, Andrzej Rybiński, Seweryn Krajewski… i teraz Piotr Lisiecki – dołączyłeś do wąskiego grona piosenkarzy z gitarą. Będzie Tobie zawsze towarzyszyła podczas koncertów?
– Myślę, że tak. Gitara jest niezwykle wygodna, jeśli chodzi o koncertowanie – zawsze można ją wziąć pod pachę, jest łatwa w transporcie, ma się usta wolne, więc można śpiewać a do tego, ładnie się komponuje na scenie (śmiech).
– Podpisałeś kontrakt z fonograficznym potentatem, firmą EMI, na rynku ukazał się Twój debiutancki, autorski album „Rules Changed Up”. Jakie utwory możemy usłyszeć na tym albumie?
– Album składa się z 3. coverów, które wykonałem w programie „Mam talent” – „Ain’t No Sunshine”,„Lost” oraz „Jolene”. Oprócz nich, są tam również moje kompozycje, do których świetni, profesjonalni tekściarze, napisali słowa. Pierwszym singlem promującym ten album jest utwór „Gra o wszystko”, do której powstał klimatyczny teledysk w reżyserii Jacka Kościuszko.
– Zdajesz sobie sprawę, że to m.in. dzięki tym programom telewizyjnym, o których wyżej rozmawialiśmy rośnie Tobie konkurencja. Są artyści już znani, którzy opanowali polski rynek muzyczny no i wy – amatorzy, którzy wkraczacie na zawodową scenę. Rywalizacja jest, dasz sobie radę?
– Konkurencja zawsze była, jest i będzie. To normalne. Nie traktuję tego, co robię jako rywalizacji. Nie będę się z nikim ścigał i konkurował. Swoje uczucia przelewam na papier, a raczej na gardło i struny gitary. Robię to, co czuję, to, co kocham i będę to robił tak długo, jak mi tylko publiczność pozwoli.
– Jesteś młody wiekiem, uczysz się zaistnieć na scenie, a trema? Masz ją, nie przeszkadza Ci być sobą?!
– Gdy zaczynam śpiewać, grać – nie mam żadnych zahamowań, muzyka mnie niesie, oddaję się jej w całości. Tak, że tu raczej tremy nie mam. Natomiast, kiedy mam coś powiedzieć do publiczności czy udzielić wywiadu, automatycznie się blokuję i każde słowo przychodzi mi z trudnością. Tutaj po prostu mam tremę, ale uważam, że wszystko jest do opanowania. Czas zrobi swoje, jeszcze się uczę nie tylko śpiewania, grania, ale tez bycia na scenie.
– To przede wszystkim telewizja daje popularność – jak sobie z nią radzisz w szkole, na osiedlu, we Wrzeszczu gdzie mieszkasz?
– Ludzie mnie rozpoznają w sklepie, na ulicy, uśmiechają się do mnie, szepczą coś za moimi plecami. Jest to bardzo miłe, wspierające, budujące. Przyznam szczerze, że nie doświadczyłem jeszcze niemiłych sytuacji, obraźliwych komentarzy, więc póki co, taka „popularność” mi pasuje. W szkole nauczyciele, znajomi, przyjaciele wspierają mnie w tym, co robię, za co bardzo im dziękuję.
- Dziękuję za rozmowę.


Komentarze
...i trochę smutny, przynajmnie na zdjęciu.