Jeszcze jej nie ma, nie wiadomo czy powstanie, a już budzi wiele kontrowersji i zatruwa życie gdańszczan. Mowa o Drodze Czerwonej, która w zamyśle urbanistów z PRL-u miała odciążyć ul. Grunwaldzką i biec przez Gdańsk, Sopot i Gdynię. l.
O tym, czy są możliwości pogodzenia interesów miasta i mieszkańców, rozmawiamy z radną Małgorzatą Chmiel.
– Ogromne połacie terenów Trójmiasta są rezerwowane pod Drogę Czerwoną i z tego powodu wielu mieszkańców żyje w zawieszeniu: nie mogą ani sprzedać, ani zamienić swoich nieruchomości. Budynki komunalne są nieremontowane od lat. Dlaczego tak się dzieje?
– Jeśli nieruchomości znajdują się w pasie terenów zarezerwowanych pod Drogę Czerwoną, są przeznaczone do rozbiórki i dlatego miasto nie inwestuje w ich remont. Ostatnio głośno było o mieszkańcach kamienicy przy ul. Białej 11, którzy zwrócili się do miasta o obniżenie czynszu o 70 proc. Byłam tam i sugerowałam im zamianę lokali poprzez Biuro Zamiany Mieszkań. Problem ten dotyczy również właścicieli willi i prywatnych działek, którzy skarżą się na niemożność rozbudowania swoich domów, ponieważ nie mogą otrzymać pozwolenia na budowę. W tej sytuacji nawet dobudowanie wiatrołapu staje się niemożliwe.
– Jakie widzi Pani możliwości rozwiązania tego problemu?
– Ponieważ realizacja tej drogi nie przybliża się do nas, należałoby rozważyć, czy jest ona naprawdę konieczna dla naszego miasta. Utrudnia wielu naszym mieszkańcom życie i nie ma innej możliwości pomocy tym ludziom, jak tylko zmienić plan zagospodarowania przestrzennego przebiegu tej drogi.
Wszystkie nasze, czyli Gdańska, plany zagospodarowania muszą być niesprzeczne ze studium gminnym, a to musi uwzględniać Plan Zagospodarowania Przestrzennego Województwa jako nadrzędny. Ten plan województwa nie precyzuje dokładnego jej przebiegu. W tekście wylicza się ją tylko jako drogę główną wśród innych tras o znaczeniu ponadregionalnym. Oczywiście trzeba by zmienić nasze, gminne studium, a potem miejscowe plany przebiegu tej drogi. Może więc można tak zmienić przebieg tej trasy, żeby w mniejszym stopniu utrudniała życie mieszkańcom.
– Wspominała Pani, że nie tylko można wytyczyć inny przebieg tej trasy, ale również dokonać jej zwężenia…
– Uważam, że tak szeroka droga nie jest konieczna, ponieważ jej obszerny pas przecina organizm miejski na dwie, niezintegrowane ze sobą części. Niechlubnym tego przykładem jest wybudowana jeszcze w czasach PRL-u ul. Podwale Przedmiejskie. Oddzieliła ona tak skutecznie Dolne Miasto od Głównego, że do dnia dzisiejszego nie możemy ich połączyć w jeden organizm miejski. A miasto, zwłaszcza centrum miasta, to powinien być jeden teren, który żyje wspólnym życiem. Spójrzmy na odbudowę Berlina. Przedtem planowano olbrzymie, szerokie arterie, które przebiegają przez centrum miasta, i w momencie połączenia Berlina Wschodniego i Zachodniego urbaniści zupełnie od tego odeszli, właśnie z tego względu, żeby tworzyć jedno tętniące życiem miasto.
– Czy wprowadzenie zmian do planu zagospodarowania przestrzennego to jedyne rozwiązanie tego problemu?
– Oczywiście można także wnioskować o zmianę Planu Zagospodarowania Przestrzennego Województwa i w ogóle pozbyć się tej drogi. Jest to dość długa procedura – same uzgodnienia przy tej edycji obowiązującego planu województwa trwały dwa lata. Wydaje mi się, że dużo łatwiej można by wprowadzić zmiany w jej przebiegu, zwęzić ją trochę – wprowadzając te poprawki w studium, a potem w planie zagospodarowania przestrzennego.
– Jak inne miasta poradziły sobie z tą sprawą?
– Sopot świetnie wybrnął z problemu, proponując tunel, który Rada Miasta Sopotu uchwaliła w swoich planach. Kibicuję prezydentowi, żeby udało mu się zorganizować taką konstrukcję finansową, która by ten tunel przybliżyła do realizacji. Natomiast Gdynia jest w innej sytuacji, ponieważ chciała realizować kawałek tej drogi jako Drogę Różową.
– Jak Pani myśli, kiedy budowa Drogi Czerwonej na terenie Gdańska zostanie zrealizowana?
– Nie wydaje mi się to możliwe, żeby droga ta została zbudowana w ciągu najbliższych 50 lat. Można zatem zadać pytanie: czy jest sens utrudniać życie mieszkającym tu ludziom dla jakiejś wizji, która prawdopodobnie nie będzie realizowana, ponieważ zmieniły się standardy urbanistyczne i już od takich dróg przelotowych, dzielących miasta na różne części, się odchodzi? Bardzo bym chciała doprowadzić do dyskusji na ten temat i mam dużą nadzieję, że uda mi się pomóc tym gdańszczanom, którym szczerze współczuję, którzy od wielu, wielu dziesiątek lat nie mogą nic zrobić z własnymi terenami czy z wynajmowanymi od gminy mieszkaniami.
– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze
PLanowanie drogi czerwonej w oddaleniu równowległym 100 m od Grunwaldzkiej to jakaś pomyłka.