Badania dna morskiego dla wielu z nas wydają się czymś mało potrzebnym, bardzo naukowym, wręcz abstrakcyjnym. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak bardzo są one dla nas istotne.
Podczas I Sympozjum Geomorfologii, zorganizowanego z okazji 60-lecia istnienia Instytutu Morskiego w Gdańsku, zaprezentowano należące do niego Pływające Specjalistyczne Laboratorium Morskie IMOR. To katamaran przeznaczony do badań szelfu. Jego konstrukcja przewiduje wykonywanie przez niego wielu zadań, takich jak pomiary hydrograficzne i geofizyczne, badania dna i znajdujących się na lub pod nim kabli, rurociągów oraz innych obiektów. Jednostka ta jest bogato wyposażona w najnowsze wynalazki techniki, w tym w sondę wielowiązkową trzeciej generacji, która umożliwia dokładniejsze niż kiedykolwiek pomiary dna morskiego.
– Dzięki najnowszej technice, którą naszpikowany jest IMOR, możemy prowadzić badania z dokładnością do 10, a w niektórych warunkach nawet 5 czy 6 centymetrów. To prawdziwa rewolucja dla geomorfologii – mówi prof. Stanisław Rudowski z Instytutu Morskiego.
– Możliwości, jakie daje nam współczesna technika zastosowana na katamaranie IMOR, pozwalają nam ze stuprocentową dokładnością przeprowadzać badania przedinwestycyjne czy też monitorować i nadzorować bezpieczeństwo eksploatacji inwestycji na dnie morskim – tłumaczy dr Benedykt Hac z Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego.
Jednym z zadań, do których został oddelegowane to Pływające Laboratorium, było zbadanie dna morskiego na Morzu Bałtyckim pod kątem możliwości zbudowania na wyznaczonych obszarach wiatraków prądotwórczych, które powstaną w ramach programu Unii Europejskiej „Natura 2000”.
– Wyniki naszych prac mają również przełożenie na zmniejszenie zanieczyszczenia wód morskich czy rybołówstwo. Przynoszą one też korzyści dla zasobów mineralnych i zasobów żywych. To niezwykle istotne sprawy dla naszego regionu – podkreśla prof. Rudowski.
Oprócz względów praktycznych, IMOR wykorzystywany jest także w celach rekreacyjno-poznawczych. Dzięki niemu bada się również wraki statków leżących na dnie wielkich zbiorników wodnych. Wśród nich znalazł się m.in. wrak niemieckiego okrętu wojennego WK-0221, leżący około 20 km na północ od portu we Władysławowie. Zatonął 12 czerwca 1945 roku po zderzeniu z niemieckim statkiem handlowym biorącym udział w ewakuacji wojska i cywilów z portów Zatoki Gdańskiej. Dzięki badaniom przeprowadzonym na WK-0221 stwierdzono, że istnieje prawdopodobieństwo zalegania pewnej ilości substancji ropopochodnych. To oznaczałoby, że wrak stanowi potencjalne źródło skażenia dna w swoim bezpośrednim otoczeniu.
– Nowa technika, w jaką jesteśmy wyposażeni, otwiera przed nami zupełnie nowe horyzonty i możliwości – mówi prof. Rudowski. – Dla nas, badaczy to wielkie wyzwanie, a dla mnie osobiście to przygoda życia – kończy.

