W smutnych nastrojach piłkarską jesień zakończyli zawodnicy Lechii. Komentatorzy sportowi uważają, że gdańscy piłkarze nie dorośli jeszcze do gry na tak pięknym stadionie jak PGE Arena.
Trener Rafał Ulatowski, który zmienił Tomasza Kafarskiego, nie okazał się cudotwórcą. Patrząc na wyniki powiedzieć raczej można, że Lechia grała gorzej, przede wszystkim traciła więcej goli jak za czasów Kafarskiego. Trzy ostatnie spotkania tego roku biało-zieloni rozegrali w Gdańsku. Gdyby nie samobójcza bramka Ruchu Chorzów, to gdańszczanie zdobyliby tylko 1 punkt. Na szczęście naszych zawodników wyręczyli goście ze Śląska, prezentując nam poniekąd 3 punkty.
Szczególnie ciekawie zapowiadał się mecz z Polonią Warszawa. Wszystko przez pogłoski jakoby prezes Wojciechowski zainteresowany był kupnem gdańskiego klubu. Nikt tego nie potwierdził, ale media co rusz o tym informowały. Piłkarze z Warszawy pokazali w Gdańsku, dlaczego Polonia jest w czubie, a Lechia na dnie tabeli. Poloniści obnażyli wszystkie słabe strony gdańskiej drużyny, która była gorsza pod każdym względem od rywala. Jedynie ponad 11-tysięczna publiczność stanęła na wysokości zadania i nie szczędziła gardeł, dopingując swoich ulubieńców. Gdyby punkty dawano za doping, to Lechia walczyłaby o mistrzostwo. Niesmak po stylu gry piłkarzy jednak pozostał.
Nie inaczej było niestety w minioną niedzielę, kiedy Lechia podejmowała Jagiellonię, która jesienią nie wygrała żadnego wyjazdowego meczu. Swoją niemoc, po golu Grzegorza Rasiaka, przełamała niestety w Gdańsku. Nasi zawodnicy znów grali nieporadnie w ataku i przegrali 0:1. Jak nie można wygrać z Jagiellonią, to z kim? – pytali niedawno kibice. Teraz można odpowiedzieć, że z Lechią.
Czasu do rozpoczęcia rundy wiosennej pozostało już niewiele, bowiem ekstraklasa wznawia ligowy sezon już w lutym, a Lechia pierwszy mecz zagra 19 lutego w Krakowie z Cracovią. Będzie to więc pojedynek nie o 3, ale o 6 punktów. Marzenia o miejscach dających awans do europejskich pucharów (jak zakładano na początku sezonu) można już odłożyć między bajki. Teraz potrzebne są punkty o utrzymanie. Jeżeli Lechia przegra w Krakowie, to zrobi duży krok do spadku i za rok znów odbędą się derby Trójmiasta między Lechią i Arką, ale w I lidze. Oby się tak nie skończyło. Mimo nerwowej sytuacji w klubie życzymy piłkarzom spokojnych świąt, a nowy rok niech przyniesie zupełnie nowe oblicze biało-zielonych.
Piłkarze walczyli w hali
Szczególnie ciekawie zapowiadał się mecz z Polonią Warszawa. Wszystko przez pogłoski jakoby prezes Wojciechowski zainteresowany był kupnem gdańskiego klubu. Nikt tego nie potwierdził, ale media co rusz o tym informowały. Piłkarze z Warszawy pokazali w Gdańsku, dlaczego Polonia jest w czubie, a Lechia na dnie tabeli. Poloniści obnażyli wszystkie słabe strony gdańskiej drużyny, która była gorsza pod każdym względem od rywala. Jedynie ponad 11-tysięczna publiczność stanęła na wysokości zadania i nie szczędziła gardeł, dopingując swoich ulubieńców. Gdyby punkty dawano za doping, to Lechia walczyłaby o mistrzostwo. Niesmak po stylu gry piłkarzy jednak pozostał.
Nie inaczej było niestety w minioną niedzielę, kiedy Lechia podejmowała Jagiellonię, która jesienią nie wygrała żadnego wyjazdowego meczu. Swoją niemoc, po golu Grzegorza Rasiaka, przełamała niestety w Gdańsku. Nasi zawodnicy znów grali nieporadnie w ataku i przegrali 0:1. Jak nie można wygrać z Jagiellonią, to z kim? – pytali niedawno kibice. Teraz można odpowiedzieć, że z Lechią.
Czasu do rozpoczęcia rundy wiosennej pozostało już niewiele, bowiem ekstraklasa wznawia ligowy sezon już w lutym, a Lechia pierwszy mecz zagra 19 lutego w Krakowie z Cracovią. Będzie to więc pojedynek nie o 3, ale o 6 punktów. Marzenia o miejscach dających awans do europejskich pucharów (jak zakładano na początku sezonu) można już odłożyć między bajki. Teraz potrzebne są punkty o utrzymanie. Jeżeli Lechia przegra w Krakowie, to zrobi duży krok do spadku i za rok znów odbędą się derby Trójmiasta między Lechią i Arką, ale w I lidze. Oby się tak nie skończyło. Mimo nerwowej sytuacji w klubie życzymy piłkarzom spokojnych świąt, a nowy rok niech przyniesie zupełnie nowe oblicze biało-zielonych.
Piłkarze walczyli w hali

