Strona główna Sport Każdy medal smakuje inaczej

Każdy medal smakuje inaczej

Email Drukuj
Anna Rogowska, sopocianka trenująca pod okiem męża Macieja Torlińskiego, poprawiła o dwa centymetry absolutny rekord Polski w skoku o tyczce i zdobyła złoty medal podczas 31. Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy w paryskiej hali Bercy. Nam opowiedziała o tym, jak opanować strach i stres podczas zawodów, w jaki sposób trenuje się z mężem, a także o swoich najbliższych planach.

– Gratuluję zdobycia tytułu mistrzyni Europy i pobicia rekordu Polski. Jakie myśli towarzyszą osiągnięciu takiego tytułu? Czy każdy medal smakuje tak samo?


– Myślę, że każdy medal smakuje inaczej. Na pewno zdobycie tytułu mistrzyni Europy jest dla mnie ogromnym osiągnięciem, ale również wynikiem 4,85 poprawiłam swój rekord życiowy, dlatego ten medal jest dla mnie podwójnym sukcesem.

– W życiu sportowca ważna jest nie tylko kondycja fizyczna, ale i umysł. Jakie cechy musiała Pani doskonalić, aby osiągnąć sukces?

– Wiadomo, że umysł odgrywa dużą rolę w osiąganiu jak najlepszych wyników, dlatego trzeba mieć pozytywne nastawienie do startu. Konkurencja jest niebezpieczna, strach może obezwładnić, dlatego wyobrażenie sobie pozytywnego skoku przez każdym startem czy każdą próbą może zminimalizować lęk i sprawić, że osiągniemy zamierzone efekty.

– Jak się trenuje z mężem? To pomaga, czy przeszkadza?

– Trenujemy razem już 10 lat. Ta współpraca jest coraz lepsza. Wiem dokładnie, czego Jacek oczekuje ode mnie, natomiast on świetnie sprawdza się jako trener, ponieważ zna mnie na tyle, że wie, kiedy może jeszcze ode mnie wymagać, a kiedy potrzebuję odpoczynku. Pod tym względem rozumiemy i wyczuwamy się świetnie. Natomiast zupełnie innego wymiaru nabierają sukcesy – to nie są tylko moje zwycięstwa, ale nasze, wspólne. Jest to dla nas podwójna radość i rodzi też podwójny entuzjazm to dalszych treningów.

– Czy zamierza Pani wystąpić w show tanecznym, tak jak Pani koleżanka?

– W tej chwili jest to niemożliwe, startuję w sezonie halowym i letnim i na odpoczynek zostaje mi półtora miesiąca. Występowanie w takim programie wymaga zdecydowanie większego zaangażowania, a dopóki skaczę, dopóki trenuję, nie jestem w stanie wygospodarować więcej czasu na udział w takim programie. Niemniej jednak przyznam, że Monice taniec i udział w show sprawiał dużo radości. Obserwując ją na skoczni czy spotykając na treningach widać, że dzięki tańcowi tryska pozytywną energią.

– Jakie ma Pani plany na wiosnę?

– Mam wszystko zaplanowane do września (śmiech). Wyjeżdżamy na zgrupowanie do południowej Afryki, żeby zacząć przygotowania do sezonu letniego. Ale ponieważ w tym roku Święta Wielkanocne przypadają pod koniec kwietnia, po raz pierwszy od 12 lat spędzę je w domu, a nie na zgrupowaniu sportowym. Przez te ostatnie lata święta spędzane w Afryce przy 30-stopniowym upale miały nietypowy charakter, kiedy to zasiadaliśmy do stołu i dzieliliśmy się jajkiem, dlatego tym bardziej cieszę się, że spędzę je w domu z rodziną. Będzie to dla mnie wyjątkowa Wielkanoc.

– Dziękuję za rozmowę.
 

Komentarze 

 
0 #2 KK 2011-04-06 11:23
A to teraz udział sportowca w jakimś show jest obowiązkowy?
Cytować
 
 
0 #1 Masa 2011-04-04 12:37
Ja to się zawsze zastanawiam, jak ta tyczka daje radę człowieka wywindować tak wysoko....
Cytować
 

Dodaj komentarz