Pomocnik Lechii Gdańsk Piotr Wiśniewski z powodu kontuzji kolana nie zagra już do końca obecnego sezonu.
Informacja o urazie piłkarza pojawiła się w mediach pod koniec lutego. Jednak, jak się okazuje, jego kłopoty z kolanem pojawiły się dużo wcześniej. Popularny „Wiśnia” po raz pierwszy poczuł ból w nodze już na początku roku, podczas halowego turnieju w Słupsku Amber Cup. Pomimo tej dolegliwości, zawodnik pojechał wraz z zespołem na obóz przygotowawczy do Niechorza. Niestety, zamiast trenować z resztą drużyny, Wiśniewski więcej czasu spędzał rehabilitując bolący staw.
Zabiegi przyniosły oczekiwany efekt, dzięki czemu gracz udał się na kolejny obóz przygotowawczy Lechii, tym razem do Turcji. Tam po kilku dniach już regularnie trenował, a nawet zagrał w kilku meczach towarzyskich biało-zielonych. Po powrocie do Gdańska kontuzja kolana „Wiśni” szybko się jednak odnowiła.
– Zaczęliśmy trenować na naszym cudownym, wspaniałym sztucznym boisku i od razu ból wrócił – ironizuje na temat fatalnego stanu nawierzchni treningowej płyty przy ul. Traugutta rozżalony piłkarz. – Badania wykazały, że niezbędna będzie operacja kolana – opowiada.
Zawodnik trafił pod skalpel chirurgiczny na początku marca. Po udanej operacji musi minąć jednak aż dziesięć tygodni, zanim Wiśniewski zacznie normalnie trenować z zespołem. Biorąc pod uwagę bardzo krótko trwającą w Polsce rundę wiosenną piłkarskich rozgrywek, wszystko wskazuje na to, że „Wiśni” nie ujrzymy już w tym sezonie na boisku.
– Bardzo chciałbym zagrać jeszcze na wiosnę w lidze, jednak lekarze są bardzo ostrożni w swoich rokowaniach, jeśli chodzi o mój powrót do pełnej sprawności. Chyba więc muszę pogodzić się z faktem, że najwcześniej zagram dopiero w przyszłym sezonie – mówi piłkarz.
Wiśniewski zdaje sobie sprawę, że jego absencja do końca obecnych rozgrywek może spowodować, że sztab szkoleniowy Lechii będzie mógł po sezonie zrezygnować z jego usług.
– Owszem, przechodziły mi przez głowę takie myśli. Mam jednak nadzieję, że trenerzy i działacze docenią to, co zrobiłem dla tego klubu przez sześć lat i dadzą mi szansę odbudowania się po kontuzji i zaprezentowania swoich pełnych możliwości – kończy „Wiśnia”.

