czwartek, 28 lipca 2011 15:51
Magdalena Parys-Liskowski
Mężczyzna na którego czekała, spóźniał się. Stała z bijącym sercem przy wejściu do Britzer Garten i spoglądała na zegarek. Wiał wiatr, było zimno i nie miała się gdzie schować. Szal burberry, kupiony na pchlim targu pod ratuszem na Schöneberg, nie dawał ciepła. Zapięła górne guziki żakietu. Trzeba było jednak założyć płaszcz i nie dać się zwieść porannemu słońcu. Znów nerwowo spojrzała na zegarek i wyciągnęła z kieszonki małe, podręczne lusterko. Mijała dziewiąta, trzeba przyznać, nie najlepsza godzina dla kobiety w jej wieku, nocna opuchlizna jeszcze nie zeszła, za to tusz już dawno się rozmazał. Cicho zaklęła. Mogła sobie wczoraj wieczorem podarować to wino.
czwartek, 28 lipca 2011 15:54
Magdalena Parys-Liskowski,
Dróżka, przy której stała Marta, położona była między parkiem Britzer Garten a dużym stadionem. Stadion był olbrzymi, zadbany, ale nigdy nie widziała, żeby ktoś grał tu w piłkę. Teraz z położonych niedaleko kortów słychać był czyjś śmiech i uderzenia piłki tenisowej. Po drugiej stronie, w parku za płotem, znajdował się wielki plac zabaw, ale o tak wczesnej porze był pusty i nie dobiegał stamtąd żaden odgłos.
czwartek, 28 lipca 2011 16:01
Magdalena Parys Liskowski
Proszę pani! Proszę pani! Słyszy mnie pani? Nie miała pojęcia, że głowa może tak bardzo boleć. Nie będzie otwierać oczu, bo wtedy na pewno pęknie jej głowa. Jak tu głośno! Proszę pani! Proszę pani! Jakoś jej dziwnie, coś jakby ją unosiło? Tu! Szybko! Podjedź tu! Szybko! Boże jak tu głośno! Szybciej! Szybciej!
wtorek, 27 września 2011 18:32
Magdalena Parys Liskowski
Marta siedziała na werandzie przy dużym panoramicznym oknie i spoglądała na skwer przed domem. Grupka przedszkolaków pracowicie zbierała kasztany. Pomimo zamkniętego okna, z dołu dochodził szczęśliwy dziecięcy śmiech i podniesione głosy wychowawczyń.
|