Strona główna REDA „Łosoś Redy 2012”. Noworoczne moczenie kija

„Łosoś Redy 2012”. Noworoczne moczenie kija

Email Drukuj
Zwycięzcą tegorocznych zawodów spinningowo-muchowych „Łosoś Redy 2012”,  które odbyły się na rzece Reda, został Marcin Wolszlegier, który z dumą  prezentuje 60-centymetrową troć :: fot. Witek Polakowski

Było jeszcze ciemno, kiedy pierwsi zawodnicy przyszli zarejestrować się na towarzyskie zawody spinningowo-muchowe „Łosoś Redy”. W tym roku jednak rzeka Reda nie była łaskawa dla wędkarzy, bo ryby nie wykazywały ochoty do współpracy.


Chociaż kilkanaście osób, które zgłosiły się do zawodów, nie dojechało, to frekwencja dopisała. Jeśli chodzi o pogodę, to było dosyć ciepło jak na tę porę roku, a przelotny deszcz nie przeszkadzał zawodnikom. Atmosfera podczas zawodów była znakomita, wszystkim dopisywał humor.

Największa zdobycz

Mimo że zawody nie należały do najszczęśliwszych dla wędkarzy, ich honor uratował Marcin Wolszlegier z Redy, łowiąc jedyną troć o długości 60 centymetrów i ważącą 1,6 kilograma. Tym samym zwycięzca otrzymał puchar burmistrza Redy Krzysztofa Krzemińskiego i zgarnął wszystkie trofea. Natomiast puchar prezesa zarządu okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Gdańsku otrzymał Andrzej Kiecol, najstarszy uczestnik zawodów. Pozostałe nagrody rzeczowe, ufundowane przez Adama Kaczmarka, sklep wędkarski Tomasza Seydy z Gdyni i sklep wędkarski RED z Wejherowa, rozlosowano pośród uczestników imprezy.

W tym roku, niestety, nie padł żaden rekord. Na razie łowi się ryby stosunkowo niewielkie, jak na trocie, bo osiągające 50-70 cm, ale w przeszłości łowiono ryby sławne na całą Polskę, na przykład 122-centymetrowego i ważącego 18 kilogramów łososia, albo 82-centymetrowego pstrąga tęczowego, który ważył ponad 6 kilogramów. Co roku łowione są też trocie w granicach 90 centymetrów.

W tegorocznej II edycji wzięło udział 45 zawodników z całego województwa pomorskiego, którzy po blisko ośmiogodzinnych połowach zasiedli przy ciepłym poczęstunku, przygotowanym przez właścicieli Stajni Pegaz w Redzie Pieleszewie.

Jak to jest z trociami

Nie jest łatwo złowić troć. Oprócz umiejętności, trzeba mieć sporo szczęścia i spędzić nad wodą wiele godzin. Niektórzy za swoja pierwszą rybą chodzą kilka lat, a inni w sezonie łowią od 20 do 30 sztuk i wcale nie jest powiedziane, że następny sezon będą mieli równie udany. Trocie, jak żadne inne ryby, uczą bowiem wędkarza pokory.

- Styczniowa inauguracja sezonu to wyjątkowe rozpoczęcie łowienia, bo po trzech miesiącach okresu ochronnego z uwagi na tarło troci, można wziąć w rękę spinning i poszukać dużych ryb w Redzie – opowiada Witek Polakowski, członek zarządu Koła nr 80 z Wejherowa. – Trocie są rybami dwuśrodowiskowymi, które większość życia spędzają w morzu, ale jesienią wstępują do rzeki na tarło, by po tarle – zimą –spływać znów do morza. Dlatego styczeń, obok września, jest miesiącem, który daje największe szanse na spotkanie z tą rybą. W tym czasie nie łowi się też żadnych innych ryb, które dostarczają tyle adrenaliny i satysfakcji z łowienia. Upolowanie takiej ryby, bo chodzenie za trociami ma coś z myślistwa, nobilituje wędkarza, który osiąga najwyższy stopień wędkarskiego wtajemniczenia. Stąd tak wielu próbuje, a tak niewielu się udaje.

Okazuje się, że dla wędkarzy ważny jest też klimat tych zmagań; owo przecieranie szlaku na świeżym śniegu, czy też kiełbaska z ogniska zjedzona z dawno nie widzianymi kolegami "po kiju", która smakuje jak obiad w najdroższej restauracji.

- Stąd takie zainteresowanie noworocznym otwarciem, kiedy wielu wędkarzy spędza sylwestra w samochodzie czy w pociągu, tylko po to, by być nad wymarzoną rzeką już świcie – dodaje Witek Polakowski.

W Polsce nie docenia się łowienia troci i łososi. Rybacy, zagradzając ujścia rzek, łowią i sprzedają te ryby na tony po kilkanaście złotych, podczas gdy wędkarz na jedną własnoręcznie złowioną rybę wydaje często tysiąc czy więcej złotych, bo musi wykupić licencje, zapłacić za przynęty, paliwo i noclegi. Należy odróżnić terminy – rybacy łowią zawodowo dla zysku, wędkarze łowią amatorsko dla sportu czy satysfakcji, bo ryba po złowieniu często wypuszczana jest z powrotem do wody.

Podpis pod zdjęcie:

Zwycięzcą tegorocznych zawodów spinningowo-muchowych „Łosoś Redy 2012”, które odbyły się na rzece Reda, został Marcin Wolszlegier, który z dumą prezentuje 60-centymetrową troć    
Fot. Witek Polakowski
 

Dodaj komentarz