Rozmowa z Teresą Kuśmierską, dyrektor Gdańskiego Archipelagu Kultury
– Dlaczego powstał Gdański Archipelag Kultury?
– Nie można było pozostać przy dawnej nazwie – dom kultury. Miejski dom kultury kojarzy się z konkretnym budynkiem. Taka formuła nie przystaje do naszych obecnych działań, realizujemy bowiem projekty na skalę międzynarodową oraz podejmujemy wiele przedsięwzięć, mających niewiele wspólnego z działalnością poczciwego domu kultury.
– Zasadnicze pytanie: dlaczego archipelag?
– Po ogłoszonym przez MDK konkursie na zmianę nazwy napłynęło z całego kraju wiele prac, proponujących nowy wizerunek instytucji. Jurorzy wybrali Gdański Archipelag Kultury, bo rzeczywiście jesteśmy jak wyspy archipelagu.
– Wymieńmy te wyspy…
– Są tu poważane placówki kultury, jak „Plama”, „Winda” czy „Scena Muzyczna”. Jest Teatr Leśny we Wrzeszczu. Od trzech lat należy do nas Lodowisko Miejskie. Nie zapomnijmy o „Domu Sztuki” na Stogach czy „Wyspie Skarbów” na Wyspie Sobieszewskiej. Jest „Gama” w Letnicy, „Keja” w Nowym Porcie, „Projektornia”. Każda z tych placówek, działająca niejako samodzielnie, z własnym programem, jest niby wyspa w archipelagu. I mamy Dworek Artura, gdzie się obecnie znajdujemy. Należy do nas także Zespół Pieśni i Tańca „Gdańsk” i teatr Jarka Rebelińskiego z niepełnosprawnymi aktorami.
– Co znajdziemy na każdej z „wysp”?
– Naszym nadrzędnym celem jest krzewienie kultury i edukacja kulturalna dzieci, młodzieży i dorosłych. Mamy ciekawą ofertę dla każdego. Osobom starszym proponujemy Uniwersytety Trzeciego Wieku – garncarstwo, ceramikę czy witrażownictwo. Dzieci mogą kształcić talenty muzyczne i plastyczne. Po zajęciach w naszych placówkach dostają się bez trudu do szkół artystycznych. Zajmujemy się również dziećmi z rodzin dysfunkcyjnych, refinansując ich zajęcia.
- Mamy obok neon z nazwą „Stacja Orunia” – nie chodzi chyba o kolejnictwo?
– Ale skojarzenie słuszne, jesteśmy zaledwie parę metrów od trakcji kolejowej. Dworek Artura jest ściśle związany ze „Stacją Orunia”. Na organizowanych tu koncertach gromadzimy od 300 do 500 osób. Grały tu gwiazdy muzyki pop, rock, jazz i zespoły zagraniczne z muzyką alternatywną.
– A skąd pochodzą fundusze na organizowanie przedsięwzięć kulturalnych?
– Składamy aplikacje o środki unijne oraz z Ministerstwa Kultury. Ubiegamy się o grant w Urzędzie Marszałkowskim i w Urzędzie Miejskim. Zdobywamy fundusze od wielkich firm, nie tylko gdańskich, ale też warszawskich czy wrocławskich.
– A jakie wydarzenie kulturalne, organizowane przez Archipelag, uznałaby Pani za najważniejsze?
– Cenię wszystkie projekty służące mieszkańcom Gdańska i turystom. Szczycimy się Festiwalem Teatrów Ulicznych „Feta”. Wybija się „Scena Muzyczna”, skupiająca młodzież. Wielu odbiorców ma Teatr Leśny o poetyckiej formie muzycznej, z jassem i balladami. Do ambitnych i prestiżowych należą Festiwal Filmowy „Wydmy” czy Festiwal Instalacji Lirycznych organizowany przez „Wyspę Skarbów” – musimy im zapewnić kontynuację.
– Z jakimi krajami GAK współpracuje?
– Życzliwość i ścisłe kontakty z Wielką Brytanią umożliwiły nam doszkolenie się i zrozumienie, jak ważne było dla nas wejście do Unii Europejskiej. Współpracujemy z Portugalią, Litwą, Ukrainą, Słowenią, Niemcami, Szwecją, Francją, Holandią, Austrią i Rosją.
– Jakie międzynarodowe projekty prowadzi GAK?
– Od trzech lat trwa „Taniec na krańcu Europy”. Za fundusze otrzymane od fundacji polsko-niemieckich przeprowadziliśmy „Inspiracje”. Cały czas toczy się projekt „Młodzież w działaniu”. Otrzymujemy również fundusze z Ministerstwa Kultury, służące sfinansowaniu pięknego projektu „Coll-Tour Chopin”, zakończonego dużym koncertem. Druga edycja projektu trwa w bieżącym roku.
– Dziękuję za rozmowę.

