Kupił zaniedbaną i opuszczoną latarnię w Nowym Porcie. Na zakup, remont i konserwację wydał tyle, co wartość ładnego domu w Montrealu. Nie nazywa jej skarbonką, lecz projektem życia. A sam zamiast określenia „właściciel” woli „opiekun latarni”. Stefan Jacek Michalak ma dwie Ojczyzny, Polskę i Kanadę, włada czterema językami, ma kilka zawodów i wiele pasji. Jednak spokój i spełnienie odnalazł tutaj, przy nabrzeżu Nowego Portu, pełniąc obowiązki latarnika w latarni morskiej, którą przywrócił do życia.
Za swe osiągnięcia i oddanie został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Latarnia otrzymała także status „Zabytku Zadbanego”.
– Odbieram to odznaczenie i nagrodę jako nobilitację i docenienie mojej pracy, aby ten obiekt odbudować, tchnąć w niego życie, zachowując jego historyczny charakter, ale oczywiście udostępniając go do zwiedzania wszelkim zainteresowanym osobom – mówi Stefan Jacek Michalak.
Muzeum latarnictwa
Latarnia morska w Nowym Porcie oddana do użytku została w 1894 roku i wskazywała statkom wejście do portu gdańskiego do 1984 roku. W 1999 roku budynkiem zainteresował się pan Michalak, który po dwóch latach starań stał się jej pełnoprawnym właścicielem. Kolejne trzy lata zabrały prace remontowe. I wreszcie w 2004 roku latarnia otworzyła swoje podwoje dla zwiedzających. Mierzy ona 27 metrów wysokości. W latarni wspinając się w górę, można przy okazji podziwiać zdjęcia innych takich budynków rozsianych po innych częściach świata, by wreszcie na samej górze... podziwiać panoramę Westerplatte czy stać się widzem procesu spadania kuli. I to nie byle jakiej, bo kuli czasu...
– Kule czasu w XIX wieku pełniły ważną rolę w nawigacji okrętów. Ich kapitanowie nastawiali chronometry okrętowe i dzięki temu określali położenie statku na mapie w podróży. Gdańska kula czasu była stalowa, miała średnicę 1,5 metra, ważyła 75 kg, umieszczona została na maszcie ponad kopułą latarni morskiej w Nowym Porcie. Odrestaurowana kula, która spada o 12.00, 14.00, 16.00 i 18.00 została zamontowana na szczycie latarni w kwietniu 2008 roku. Ogromne podziękowania kieruję do patrona projektu, prezydenta miasta Gdańska Pawła Adamowicza i sponsorów naszej kuli czasu: firm Saur Neptun Gdańsk i Zarządu Morskiego Portu Gdańsk – mówi pan Stefan.
Każda latarnia ma swoją opowieść
Jak przystało na prawdziwego latarnika pan Michalak dzieli się ze mną swoją wiedzą, która może wprowadzić mały zamęt w dość uporządkowany kalendarz historycznych dat. Właściciel latarni dotarł bowiem do dziennika okrętowego Szlezwika-Holsztynu z którego wynika, że pierwsze strzały wojenne na Westerplatte padły 1 września 1939 roku o godzinie 4.45 z... latarni morskiej, a nie z okrętu wojennego. Szlezwik-Holsztyn spóźnił się o trzy minuty i zaczął ostrzał Westerplatte o godzinie 4.48. Zwiedzając zabytek nie sposób ominąć okienka, z którego oddano pierwsze strzały na bohaterską polską placówkę.
Nie sposób także nie minąć się z zakochanymi parami, które wybrały się tutaj na romantyczną wyprawę. W ostatni dzień otwarcia latarni morskiej pogoda dopisuje, więc zwiedzający przybywają. Kto by pomyślał, że to, co możemy podziwiać, to efekt uporu i konsekwencji jednego człowieka, który wymarzył sobie odrestaurowanie tego obiektu. I jak zaplanował tak zrobił, choć nie było łatwo...
Dziury wielkości kapelusza
– Latarnia ta została niejako porzucona w 1984 roku, ponieważ w Gdańsku Północnym wybudowano nowocześniejszą latarnię. I ta w Nowym Porcie stała przez 15 lat pozostawiona sama sobie. Gdy ją ujrzałem, stwierdziłem, że to przedsięwzięcie jest dla mnie, że może je udźwignąć jeden człowiek, co nie znaczy, że nie było problemów, wręcz przeciwnie. Latarnia była w opłakanym stanie, bez drzwi, okien, nie można było wejść na górę, ponieważ na schodach piętrzył się gruz i wszelkie możliwe „dary” morza. W dachu były dziury wielkości kapelusza. Jednak to co zobaczyłem, nie zniechęciło mnie, wręcz przeciwnie, bo upór odziedziczyłem po rodzicach. Im trudniej i więcej przeszkód, tym bardziej się w taki projekt angażuję – tłumaczy latarnik.
Zatrudnił więc najlepszą ekipę fachowców, którzy poradzili sobie wcześniej z budynkami w Wenecji, i dzięki nim zapomniany niegdyś obiekt dziś można zwiedzać.
Przodkowie czuwają i inspirują
Rozmawiając z panem Stefanem można mu pozazdrościć wiary i konsekwencji w dążeniu do celu. I oczywiście podziwiać, że jego intencjom nie przyświecała kalkulacja komercyjna. A w dzisiejszej rzeczywistości to dość rzadkie. O pieniądzach latarnik nie chce rozmawiać, za to chętnie opowiada o ojcu, który jest dobrym duchem tego przedsięwzięcia, ale też osobistym wzorem dla pana Stefana.
– Upór odziedziczyłem po moim ojcu. Zresztą moja mama też była bardzo uparta. Jednak to tato miał na mnie ogromny wpływ – dodaje.
Rodzina Michalaków wraz z 1,5-rocznym synkiem przybyła do Gdańska w kwietniu 1945 roku. Jego ojciec, nota bene jego imiennik, był profesorem medycyny, który podjął się odbudowania szpitala miejskiego w powojennym Gdańsku. Dzięki jego zabiegom powstała Akademia Medyczna, Stefan Michalak zaś został pierwszym powojennym dyrektorem i naczelnym lekarzem tej placówki. Miasto Gdańsk, upamiętniając jego zasługi w tej dziedzinie, ufundowało mu w 2001 roku pomnik, który stoi na placu noszącym jego imię. Niedługo jednak młody Jacuś mógł cieszyć się dzieciństwem z ojcem. Gdy miał cztery lata jego tata zginął tragicznie, gdy ratował tonących kolegów podczas potężnej burzy na Bałtyku.
Mając więc takiego ojca za wzór, łatwiej uwierzyć w sukces swojego przedsięwzięcia. Skąd jednak zamiłowanie do sztuki?
– Mój dziadek Szczepan był mistrzem stolarstwa artystycznego i kierownikiem stolarni największej stoczni w Kilonii, Howaldtswerke. Pamiętajmy, że Polski wówczas nie było, a Wielkopolska stanowiła część cesarstwa niemieckiego. Kiedy Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku mój dziadek powrócił do kraju i został instruktorem stolarstwa artystycznego w Państwowej Szkole Sztuk Zdobniczych w Poznaniu, prekursorce dzisiejszej ASP – opowiada pan Stefan.
Człowiek renesansu
Mając takich przodków, nie dziwi zatem bogata mieszanka cech w jednym człowieku. Stefan Jacek Michalak jest bowiem inżynierem w dziedzinie radiotelekomunikacji, marynarzem, fizykiem, podróżnikiem, rzeźbiarzem, pisarzem i mecenasem. Absolutorium na wydziale łączności uzyskał na Politechnice Warszawskiej, magisterium z fizyki teoretycznej zrobił już w Kanadzie. W wieku 30 lat zapisał się na kolejne studia, tym razem artystyczne, a jako specjalizację wybrał rzeźbę.
– Z Polski wyjechałem w latach 60. do Niemiec Zachodnich, pracowałem wówczas w Siemensie. Trafiłem później do niemieckiej marynarki handlowej. I dzięki temu przemierzyłem Północny i Południowy Atlantyk od Finlandii po Sierra Leone i Wybrzeże Kości Słoniowej. Do Kanady trafiłem w 1969 roku. Instalowałem systemy radiowe w Arabii Saudyjskiej w latach 70., napisałem też książkę „Rub al Chali”. Od 2001 roku do moich zawodowych osiągnięć można dodać profesję latarnika – śmieje się pan Stefan, opowiadając o sobie w telegraficznym skrócie.
Znamy zapewne wszyscy nowelkę Henryka Sienkiewicza, którego tytułowym bohaterem jest latarnik, który czytuje „Pana Tadeusza” i wspominając malownicze krajobrazy popada w coraz większą nostalgię za Polską. Bohater Sienkiewicza nie mógł powrócić do kraju, niestety skazany był na emigrację. Losy naszego latarnika są na szczęście diametralnie inne. Choć łączy je na pewno tęsknota za krajem dzieciństwa.
– Mam dwie Ojczyzny, bo w Kanadzie spędziłem ponad 40 lat swojego życia. Kiedy jednak myślę o Polsce, to w mych wspomnieniach powraca Gdańsk, a szczególnie Górny Wrzeszcz i oczywiście plaża. Teraz, kiedy moi synowie są dorośli, i nie potrzebują mnie na co dzień, mogę pół roku spędzać w Polsce a pół w Montrealu. Mam już wprawdzie wnuczkę, ale ona jest jeszcze zbyt mała, by przywiązywać do tego wagę. Wkrótce wracam właśnie do Montrealu. Zapraszam do zwiedzania mojej latarni od 1 maja przyszłego roku.
Urszula Abucewicz
Złoty Krzyż Zasługi
Stefan Jacek Michalak, właściciel Latarni Morskiej w Gdańsku w Nowym Porcie, został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Odznaczenie zostało nadane 6 kwietnia 2010 roku przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego. Uroczystość wręczenia odbyła się 19 sierpnia 2011 roku u stóp Latarni Morskiej.
Zabytek Zadbany
Generalny Konserwator Zabytków Tomasz Merta, w marcu 2010 roku przyznał latarni status "Zabytku zadbanego", za przeprowadzenie w latach 2002-2007 prac remontowo-konserwatorskich latarni i kuli czasu.
Latarnia Morska Gdańsk Nowy Port
ul. Przemysłowa 6a
Gdańsk
tel. 58 760 16 42
tel. kom. 601 150 251
e-mail :
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
www.latarnia.gda.pl


Komentarze