Budując czy kupując domy lub mieszkanie, zwracamy uwagę, by były one nie tylko funkcjonalne, ale przede wszystkim tanie w utrzymaniu. Zdecydowanie pomóc nam w tym mogą odnawialne źródła energii.
Jak powiedział nam Karol Czyżewski, właściciel firmy Rekuperator.waw.pl zajmującej się instalowaniem systemów wentylacyjnych, w około 30 proc. budowanych domów montowane są rekuperatory.
– Jest to wymiennik ciepła. Zdecydowana większość z nas zamyka hermetycznie swoje mieszkanie, zapominając o jego wentylacji. Zadaniem rekuperatorów jest przede wszystkim doprowadzenie świeżego powietrza do pomieszczeń. Poza tym system ten daje nam możliwość odzysku energii cieplnej, która w tradycyjnych mieszkaniach i domach uchodzi kominami wentylacyjnymi, przez co uchodzą pieniądze z portfela – podkreśla Karol Czyżewski.
Takie rozwiązania zastosowano również przy budowie energooszczędnych domów w Gdańsku. Inwestorem pierwszego w Europie osiedla mieszkalnego z wykorzystaniem kompleksu źródeł odnawialnych jest Towarzystwo Ziemskie.
– W naszych mieszkaniach każdy będzie mógł sobie sam regulować temperaturę w pomieszczeniach. Poza tym około 70 proc. ciepłej wody użytkowej podgrzewana będzie pompami ciepła. Do każdego wielorodzinnego budynku zostanie podłączona pompa, która wykorzystywać będzie ciepło ziemi. Natomiast ogrzewanie pozyskiwane będzie dzięki zamontowanym na dachach panelom słonecznym – mówi Arkadiusz Zalaszewski z Towarzystwa Ziemskiego.
Co ciekawe, mieszkania, gdzie zastosowano ekologiczne nowinki techniki budowlanej, wcale nie muszą być droższe. W przypadku gdańskiego osiedla cena waha się od 4500 do 5850 złotych brutto za 1 mkw.
– Wymiennik ciepła mam zainstalowany we własnym mieszkaniu. Inwestycja kosztować nas może od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Oszczędności z kolei zaczynają być widoczne po 5 latach. Przede wszystkim rekuperatory montowane są w domach, których powierzchnia przekracza 140 mkw. Jednak wiem, że Bank Ochrony Środowiska udziela preferencyjnych kredytów na montaż takiej wentylacji – dodaje Karol Czyżewski.
Dzięki rekuperatorom nie tylko zaoszczędzimy pieniądze, ale też zdrowie, bowiem dzięki nim do mieszkania wpływa przefiltrowane powietrze, pozbawione szkodliwych dla nas substancji.
Najczęściej Polacy stawiają jednak na kolektory słoneczne. Jak mówi Dominik Machalski z pomorskiej firmy Ekolife, która zajmuje się instalowaniem przydomowych elektrowni, co 10 gospodarstwo domowe chce korzystać z energii wytwarzanej przez promienie słoneczne.
– Odnawialne źródła energii nie są u nas zbyt popularne. Na Pomorzu najwięcej osób korzysta z solarów. Elektrownie wiatrowe, a tym bardziej wodne, cieszą się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem. Zdobywanie tego rodzaju energii jest kosztownym przedsięwzięciem. Chcąc uruchomić elektrownię wiatrową dla własnych potrzeb, należy liczyć się z wydatkami rzędu 20-30 tysięcy złotych. Suma ta może się zwrócić w przeciągu 5-7 lat. Tańsza jest inwestycja w baterie słoneczne. Ich koszt waha się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Wszystko zależy od tego, czy uzyskana energia służyć ma do podgrzania wody czy też ogrzewania domu – mówi Dominik Machalski.
Niestety, na unijne dofinansowanie nie mogą liczyć pojedyncze podmioty, które chciałyby dla potrzeb własnego gospodarstwa domowego postawić minielektrownię.
– Składając wniosek w naszym wydziale, można otrzymać jedynie dofinansowanie na zamontowanie kolektorów słonecznych. Moim zdaniem, ich montowanie opłaca się tylko w domach wielorodzinnych, należących np. do wspólnot mieszkaniowych lub spółdzielni. W budynkach jednorodzinnych szczególnie latem wylewa się nadmiar gorącej wody do ścieków. Zbyt duża jej ilość może też spowodować awarię urządzenia – zauważa Maciej Lorek, dyrektor Wydziału Środowiska w gdańskim magistracie.
Innego zdania jest z kolei Teresa Buzanowska, która od sześciu lat korzysta z energii zgromadzonej dzięki bateriom słonecznym.
– Solary służą nam tylko do ogrzewania wody. Latem nie mam żadnego problemu z jej nadmiarem. Zimą natomiast muszę ją dogrzewać tradycyjnymi metodami – dodaje Teresa Buzanowska.
Przydomowych elektrowni jest w Polsce niewiele. Buzanowscy kilka lat temu kupili stary młyn stojący nad rzeką Osą (najmniejszy dopływ Wisły). Obiekt wyremontowali i uruchomili elektrownię wodną.
– Wiązało się to z wieloma procedurami. Trzeba było uzyskać szereg pozwoleń. Musieliśmy stworzyć zakład produkcyjny. Nie mogliśmy korzystać z prądu ani zaopatrywać pobliskiej wsi. Wytworzony przez naszą wodną elektrownię prąd musieliśmy sprzedawać do zakładu energetycznego, który później sprzedawał nam ten sam produkt, ale już po wyższej cenie – tłumaczy Teresa Buzanowska.


Komentarze