Od kwietnia wchodzą w życie zmiany dotyczące programu „Rodzina na Swoim”. Mieszkania z rynku wtórnego zostają z niego wyłączone. Obowiązywać będą również nowe wskaźniki za metr kwadratowy. Czy modyfikacje te mają wpływ na rynek mieszkań używanych?
– W ubiegłym roku bardzo wiele mówiło się o zmianach, które rząd chce wprowadzić do programu. Wycofanie z niego mieszkań używanych miało nastąpić od stycznia tego roku, dlatego rzeczywiście można było zauważyć większe zainteresowanie tym produktem pod koniec ubiegłego roku. Odnotowaliśmy wzrost sprzedaży mieszkań używanych o 30 proc. (w porównaniu do III kwartału 2010 roku) – informuje Mariola Lubińska, dyrektor sopockiego oddziału banku PeKaO SA. – Ten skok był widoczny. Młodzi ludzie pobierali się szybko, żeby tylko skorzystać z tej oferty. Mieliśmy kilka takich sytuacji, że narzeczeni składali u nas dokumenty i mówili: Idziemy na ślub, tylko cywilny. Zdarzali się nawet klienci, którzy przychodzili do nas w kreacjach ślubnych, żeby jak najszybciej złożyć wniosek – śmieje się Mariola Lubińska.
– Cały czas rośnie zainteresowanie klientów mieszkaniami używanymi. Może dlatego, że ich wycofanie z programu zostało przesunięte na kwiecień – widzimy, że to zainteresowanie powoli wzrasta. Klienci się dowiadują, pytają – dodaje Anna Kneba, menedżer ds. sprzedaży banku PeKaO SA.
Z drugiej ręki najpopularniejsze
– Największy odsetek kredytów hipotecznych udzielanych w ramach programu „Rodzina na Swoim” to mieszkania dostępne na rynku wtórnym – mówi dyrektor sopockiego oddziału.
– Młode małżeństwa, które decydują się na kupno wymarzonego gniazdka, najchętniej kupują takie mieszkania, które są zaaranżowane. Często się zdarza, że poprzedni właściciel zostawia część mebli, zabudowy. Dla młodych małżeństw taka sytuacja jest im na rękę, ponieważ nie ponoszą dodatkowych kosztów na urządzanie mieszkania – zauważa Anna Kneba.
– Bo o ile „zwykłe” kredyty hipoteczne można brać, uwzględniwszy cenę kupna lokalu i środki na jego wykończenie, w programie „Rodzina na Swoim” nie ma takiej możliwości, dlatego rynek wtórny jest dla młodych ludzi bardziej korzystny – opowiada Mariola Lubińska. – Wiele osób kredytuje się na 100 proc., dlatego mieszkania z tzw. drugiej ręki są idealnym rozwiązaniem dla ludzi na starcie życiowym. Gdy więc lokale z rynku wtórnego zostaną wycofane z programu, będzie to dla wielu młodych ludzi bolączka – dodaje pani dyrektor.
Niższy wskaźnik
– Od kwietnia zmieni się również wskaźnik przeliczeniowy za mkw. Nie oszukujmy się, one pójdą w dół. Albo będziemy się spodziewać, że deweloperzy obniżą ceny i wtedy więcej osób skorzysta z tego programu, albo ceny pozostaną na tym samym poziomie i spadnie zainteresowanie programem „Rodzina na Swoim”. I w tej sytuacji klienci będą zmuszeni do skorzystania z normalnego kredytu hipotecznego – zauważa Anna Kneba.
– Kiedyś, jeszcze w 2008 roku, wskaźniki wynosiły ok. 3500 zł/mkw. I ciężko było znaleźć nieruchomość, która spełniałaby takie wymagania, bo mieszkania były o wiele droższe. W 2008 roku najwięcej kredytów w ramach „Rodziny na Swoim” odnotowaliśmy w miasteczkach: Tczew, Lębork, Malbork. Natomiast w Trójmieście ciężko było znaleźć nieruchomość, która spełniałaby te parametry – mówi Mariola Lubińska.
– W programie „Rodzina na Swoim” bardzo ważna jest również wielkość mieszkania. Im większe mieszkanie, tym dopłata jest mniejsza. Klientom najbardziej się opłaca zakup mieszkania do 50 mkw. – informuje menedżer ds. sprzedaży.
Ceny w dół
Początek roku nie był wymarzony dla sprzedających. „W styczniu średnie ceny ofertowe w 15 polskich miastach były niższe o 0,9 proc. niż w grudniu 2010. Z tej tendencji wyłamały się jedynie trzy miasta: Szczecin, Toruń, Katowice. W Gdańsku ceny spadły o 1,9 proc.” – czytamy w raporcie Metrohouse'u, Szybko.pl i Expandera.
– Z danych, którymi dysponujemy, wynika, że średnia cena mieszkań w styczniu na trójmiejskim rynku wtórnym wynosiła w styczniu: w Gdańsku 6030 zł, Gdyni 6340 zł i w Sopocie 9940 zł za mkw. – informuje Mariola Lubińska.
Na inny aspekt zwraca uwagę Anna Kneba.
– Obowiązują nas ceny za mkw. ustalane przez ministerstwo, przy czym wskaźnik podany jest dla Gdańska i pozostałych miast, dla których ta cena jest niższa. W kategorii pozostałych miast mieszczą się również Sopot i Gdynia. Trudno znaleźć nieruchomości, które spełniałyby takie warunki – zauważa pracownik banku.
Głos ma kupujący
Czasy, kiedy to sprzedający własną nieruchomość dyktował warunki, już się skończyły.
– Teraz, żeby sprzedać mieszkanie, trzeba się mocno napracować, często odnowić, zrobić remont, ponieważ klient, oglądając mieszkanie, zastanawia się, ile będzie musiał w nie zainwestować. Jeszcze do niedawna, nawet kupując mieszkanie u dewelopera i urządzając je od początku, można było je sprzedać z zyskiem; teraz jest tak wiele inwestycji, że klient naprawdę ma w czym przebierać – mówi pani Ania.
– Jako bank współpracujemy z wieloma pośrednikami nieruchomości i mamy od nich informacje, że często klienci nawet nie oglądają mieszkań, jeśli nie usłyszą, że mieszkanie spełnia określony standard. Często również nabywcy nie negocjują ceny pod warunkiem, że właściciel zostawi wszystko, co znajduje się w mieszkaniu. Zmieniły się tendencje. Kiedyś ludzie rozbijali kafle, wyburzali ściany, teraz wygoda jest najważniejsza – zauważa dyrektor sopockiego oddziału.


Komentarze
przez te wahania mam do spłaty o 100 tys. więcej. Rany, co robić?