Kryzys ogólnoświatowy pokazał, jak łatwo wpaść w spiralę długów i stracić dorobek całego życia. Winą za taki stan rzeczy obarczono banki, które za łatwo udzielały kredytów. Aby podobne sytuacje nie miały już miejsca, polska Komisja Nadzoru Finansowego wydaje odpowiednie dokumenty, które mają ograniczać „rozdawnictwo” pieniędzy.
W ubiegłym roku wydano dokument zwany rekomendacją T, obejmujący 25 rekomendacji, których zadaniem jest obniżenie ryzyka kredytowego w bankach. 23 sierpnia wprowadzono 14 rekomendacji, a od 23 grudnia zeszłego roku funkcjonują kolejne zapisy komisji.
– Najważniejszym zapisem rekomendacji T jest przykazanie, aby łączna suma spłacanych co miesiąc rat kredytów nie przekraczała 50 proc. dochodów w przypadku osób zarabiających nie więcej, niż wynosi średnia krajowa, i maksymalnie 65 proc. dochodów w przypadku osób o dochodach powyżej średniej – tłumaczy Marcin Krasoń z Open Finance. – Dotyczy to zarówno kredytów hipotecznych, jak i samochodowych czy gotówkowych, i oznacza, że przy liczeniu zdolności kredytowej klienci będą wypadali gorzej niż dotąd. To problem dla osób, które dotychczas były na granicy zdolności kredytowej. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to słuszny krok: ograniczony dostęp do kredytów będą miały osoby, które nie powinny się zadłużać. Rekomendacja sugeruje bankom dokładniejsze prześwietlanie osób zaciągających kredyty. To może oznaczać wydłużenie procesów, szczególnie w bankach specjalizujących się w kredytach konsumenckich, bo właśnie w tym segmencie najwięcej jest ofert z uproszczonymi procedurami. Jeśli chodzi o hipoteki, niewiele powinno się zmienić – mówi analityk finansowy.
Nowelizacja rekomendacji S
Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała 25 stycznia nowelizację rekomendacji S. Ma ona ograniczyć dostępność kredytów hipotecznych rozliczanych w walucie. W rekomendacji znalazło się 21 punktów, mówiących m.in. o zarządzaniu ryzykiem przy kredytach hipotecznych.
– Z punktu widzenia klientów najważniejsza wydaje się być rekomendacja nr 11, która zawiera dwa kluczowe zapisy dotyczące kredytów walutowych. Mówi ona przede wszystkim o tym, że licząc zdolność kredytową klienta, bank powinien zakładać, że kredyt jest zaciągany maksymalnie na 25 lat. W porównaniu do popularnego kredytu na 30 lat oznacza to spadek zdolności kredytowej klienta o około 10 proc. – wysnuwa wniosek Marcin Krasoń.
Druga istotna wskazówka z rekomendacji 11 dotyczy relacji wysokości raty do przychodów (wskaźnik DTI – ang.: debt-to-income ratio). Wspominaliśmy już zapis rekomendacji T mówiący o tym, że łączna suma spłacanych co miesiąc rat kredytów nie powinna przekraczać 50 proc. dochodów w przypadku osób zarabiających nie więcej niż średnia krajowa i maksymalnie 65 proc. dochodów w przypadku osób o dochodach powyżej średniej (bez względu na walutę kredytu). Nowa rekomendacja S w przypadku kredytów walutowych zmniejsza ten limit do 42 proc.
Mniejszy kredyt w obcej walucie
– Jednak już z pierwszej rekomendacji S wynika, że aby otrzymać kredyt walutowy trzeba mieć zdolność kredytową taką, jak przy kredycie w złotych na kwotę wyższą o 20 proc. od żądanej w walucie. W połączeniu z rekomendacją T oznacza to, że osoba zarabiająca 4 tys. zł netto uzyska (zakładając średnie rynkowe marże 1,6 pkt proc. dla złotego i 2,5 pkt proc. dla euro) kredyt walutowy w kwocie 374 tys. zł lub złotowy na kwotę 449 tys. zł. Po uwzględnieniu 42-procentowego limitu wydatków dla kredytu walutowego zdolność kredytowa w euro spada do ok. 354 tys., o ponad 5 procent. Gdy przy 42-procntowym ograniczeniu wydatków uwzględnić jeszcze 25-letni okres spłaty kredytu, zdolność kredytowa zainteresowanej kredytem w euro osoby zarabiającej 4 tys. zł netto spadłaby o 15 proc., do ok. 318 tys. zł – tłumaczy analityk.
Część zapisów wchodzi w życie za pół roku. Na wdrożenie tych najważniejszych (m.in. kluczowa rekomendacja 11 o liczeniu zdolności kredytowej jak dla kredytu na 25 lat i 42-procentowym limicie DTI) banki mają czas do końca roku.
Nowa rekomendacja S w niektórych przypadkach może ograniczyć zdolność kredytową – maksymalnie o 15 proc.


Komentarze
to tym bardziej lepiej nie brac nastepnych kredytow