Trzy twarze młodego rapera z Pruszcza Gdańskiego

Kategorie: Pruszcz gdański
Utworzone: poniedziałek, 28 maja 2012 Autor: Kamil Kopiński


Mariusz „Marion” Michalik od dziecka marzył o śpiewaniu. Debiutancka płyta pt. „Na Faktach”, jak wiele krążków wschodzących artystów sceny hip hop, jest skierowana do zwyczajnych ludzi. Początki wielu młodych raperów nie są usłane różami. Również „Marion" miał swoje życiowe zakręty i problemy. Dziś postanowił opowiedzieć o trudnych chwilach, które jak sam twierdzi zmieniły jego życie. Szczera prawda o swoim życiu i otoczeniu według  Mariusza „Mariona” Michalika.

– Może na początek naszego spotkania z Czytelnikami powiedziałbyś kilka słów o sobie?


– Mieszkam w Pruszczu Gdańskim, mam 21 lat, półtoraroczną córkę Amelię i narzeczoną Monikę. Szukam kolejnej pracy, układam rymy, rapuję, kupuję melodie oraz bity od producentów, no i nagrywam, a każdy wolny czas spędzam z rodziną.

– Patrzę na Ciebie i widzę młodego chłopaka w szerokich spodniach, czapeczce. Jak sądzę, nie odbiegasz za bardzo od tego, jak wygląda hiphopowiec?
 
– Generalnie potrafię się ubrać we wszystko, np. eleganckie spodnie, lakierki czy sweterek. Tak ubieram się przeważnie na jakieś okazje lub kiedy jestem z rodziną. Na co dzień zawsze ubieram szerokie spodnie.

– ... a dlaczego hip hop?

– To długa historia. Od dziecka marzyłem o tym, aby śpiewać. Cała rodzina się ze mnie śmiała, oprócz mojej mamy. Ojciec wytykał mnie palcami i mówił, że do niczego wielkiego w życiu nie dojdę. Wtedy postanowiłem sobie, że zamiast śpiewać jakiś pop lub disco, zajmę się rapem. Szanowałem tę muzykę i przesłanie, w szczególności tekstów życiowych oraz tego, co raperzy opowiadają o swoim życiu. Jarało mnie to i stwierdziłem, że to jest dobra metoda, aby przekazać ludziom to, jak ja miałem w swoim życiu. Wszystko po to, aby nie popełniali takich samych błędów, bo życia nie miałem kolorowego.

– No właśnie. Przed naszym spotkaniem mówiłeś o swojej przeszłości. Jak na Ciebie patrzę, to nie wyglądasz na szkodliwego człowieka. Co takiego się stało, że tak odbierasz młode lata swojego życia?

– Kiedy miałem 12 lat, odszedł od nas ojciec i poszedł sobie do innej kobiety. Nie trzeba było długo czekać na to, aby odbiła mi palma. Wtedy wychowywał mnie mój najstarszy brat i ulica. Wpadłem w całkowitą demoralizację, kradzieże, rozboje, chuligaństwo, wymuszenia i oczywiście narkotyki. W najgorszym okresie swojego życia miałem praktycznie 32 sprawy w sądzie. Na rozprawach spędzałem więcej czasu niż w szkole. Śmieszne jest to, że do młodzieżowego ośrodka wychowawczego trafiłem za coś, czego nie zrobiłem. Osoba, która mnie oskarżyła, dziś ma sądowy zakaz zbliżania się do mnie. Nie byłem święty i musiałem swoje odsiedzieć. Byłem swego rodzaju kozłem ofiarnym. W zakładzie nie było lekko, miałem trzy ataki serca, przeżyłem śmierć kliniczną. To wydarzenie całkowicie zmieniło moje życie. Powiedziałem sobie, że koniec z narkotykami i demoralizacją. Odsiedzę to, co mi zostało i całkowicie się zmienię. Założę przede wszystkim rodzinę, by nie wrócić w czarne środowisko. W tym złym świecie trzeba było być takimi jak oni. Ćpać gaz z zapalniczki, wdychać dezodoranty czy odświeżacze powietrza i pić wodę po goleniu. I jak miałem 18 lat, to wypuścili mnie na przepustkę. Nigdy już tam nie wróciłem. Nie mogłem tam zostać, bo wiedziałem, że tego psychicznie nie wytrzymam.

– Okres spędzony z zakładzie to nie wczasy. Mówiłeś, że pisałeś wtedy pamiętnik. Czy jest co wspominać?

– Miałem swój kalendarz i codziennie w nim coś zapisywałem. Planowałem napisać książkę o moim życiu. Książka miałaby tytuł „Trzy twarze”. Pierwsza twarz – moja negatywna strona, same najgorsze rzeczy, które w życiu wyczyniałem. Druga twarz – moment przemiany i zajęcie się muzyką. Trzecia to nowe życie po śmierci klinicznej, rodzina i wszystko co z nią związane.

– Czy ktoś z bliskich podał Ci rękę, kiedy byłeś na dnie?

– Na pewno wiele dał mi moment, w którym moje życie stanęło na krawędzi. To był bodziec, który rozpoczął przemianę. Jestem świadomy, iż najbardziej w życiu skrzywdziłem mamę. Wiele krzywdy wyrządziłem bratu Arturowi. Mama nie miała ze mną lekko, bo wracałem do domu naćpany i pijany. Potrafiłem być wobec niej agresywny, a to ona pierwsza podała mi rękę, aby mnie z tego gówna wyciągnąć. Brat też mi pomógł.

– Nie boisz się, że to piętno będzie za Tobą się ciągnęło?
– Jak poznaję kogoś, to mówię, kim jestem i kim byłem dawniej – jestem szczery. Zdarza się, że źle o mnie mówią. Jednym uchem to wpuszczam, a drugim wypuszczam. Tak to już jest w tym społeczeństwie, że pogadają, poplotkują i skończą. Staram się po prostu nie zwracać na to uwagi.

– Jak odbierają ciebie przyszli teściowie? Nie miałeś nigdy problemów z akceptacją?

– Do rodziców Moniki mam ogromny szacunek, bo oni doskonale wiedzieli, co w życiu zmalowałem i jaki byłem. Przyjęli mnie pod swój dach – zaufali mi. To było dla mnie coś wspaniałego. Nigdy nie spodziewałem się, że mnie spotka tyle dobra i zrozumienia. Pierwszy kontakt miałem z nimi, kiedy musiałem się ukrywać, gdy nie wróciłem z przepustki do ośrodka. Mieszkałem wtedy u nich trzy miesiące, jak byłem poszukiwany. Do domu wróciłem już jako wolny człowiek. 

– Raper to często człowiek ulicy, chcący wykrzyczeć światu co go boli. Zapewne rozróżniasz prawdziwy hip hop od tandety. Droga komercyjna przynosi większe profity niżeli ta, która opiera się na prawdziwym talencie. Powiedz mi, którą drogą będziesz szedł?

– To jest bardzo ciężkie pytanie. Zawsze marzyło mi się, aby zaistnieć na ogólnopolskiej scenie muzycznej, aby zarabiać na tym pieniądze, no i móc się z tego utrzymywać, a przede wszystkim być muzykiem – raperem w 100 proc. i w przyszłości założyć studio nagrań i pomagać młodym talentom.

– Wielu artystów wywodzi się z zespołów muzycznych. Dopiero płyta solowa pozwoliła im wypłynąć na szerokie wody. Czy Ty działasz sam?
– W ostatnim czasie założyłem wraz ze znajomymi skład o nazwie Greenzone, który składa się z czterech artystów –  ja, Sałen, Kenrishu, Sharak. Pomimo że każdy z nas pracuje nad swoją solową płytą, nie przeszkadza nam, abyśmy wspólnie stworzyli osobny krążek.

– Jesteś rodowitym mieszkańcem Pruszcza Gdańskiego. Powiedz mi, jak według Ciebie wygląda nasza regionalna scena hip hopu? Czy jest szansa, aby polski rap nie był kojarzony ze Śląskiem, Warszawą, Łodzią i Kielcami?

– Jeżeli chodzi o Trójmiasto, to jest jeden artysta – Brahu, który jest naprawdę znany w całej Polsce. Jest zarówno producentem, jak i raperem. Według mnie Trójmiasto rozwija się w bardzo szybkim tempie, ale trzeba czasu, aby ten najlepszy hip hop wypłynął na powierzchnię. Jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że chłopaki dadzą radę.

– A jak jest w naszym mieście?

– W Pruszczu Gdańskim jest młodsze pokolenie, które potrzebuje lat praktyki. Trzeba trenować i czekać, aby zaistnieć. Potrzeba pracy i ogromu entuzjazmu, wszystko przychodzi z czasem. Uważam, że jeśli ludziom w Pruszczu Gdańskim spodoba się ta muzyka i będą się nią jarać, to hiphopowo nasze miasto się rozrośnie.

– Wizerunek rapera, o którym już dziś wspominaliśmy, to po pierwsze talent. Ten często idzie w parze z narkotykami – zwłaszcza tymi miękkimi, alkoholem. Ludzie zapewne gadają to i owo?

– Spotykam się z tym na każdym kroku. Zawsze znajdzie się ktoś, kto źle o mnie mówi. Na przystanku zaczepiła mnie niedawno jakaś babcia i powiedziała, że takich szmat to ona nigdy w życiu by nie założyła.

Według mnie marihuana powinna być zalegalizowana. Powinna być lista narkotyków, które można mieć przy sobie. Znam wielu chłopaków, którzy za pół grama trafili do więzienia na 3 – 4 lata. Jest to głupota. Od marihuany się nie umiera. Co innego, jeśli ktoś bierze twarde narkotyki, daje sobie w żyłę lub coś wciąga, czego jestem przeciwnikiem, ale jeśli ktoś w domu spokojnie skręci lolka i go spali, to nie powinno być za to kary. W Holandii jakoś można i nikt od tego nie umiera.

– Wydałeś płytę pt. „ Na Faktach”. Powiedz coś o niej. Jakie ma mieć przesłanie dla słuchaczy?

– Płyta została wydana w nakładzie 150 sztuk i wszystkie rozeszły się w przeciągu miesiąca. Nie było ich więcej, ponieważ szykuję się do wydania następnego krążka. „Na Faktach” to płyta dla normalnych ludzi, opowiada o różnych życiowych sytuacjach. Jest na niej taki kawałek „Nie ma tu miejsca”, w którym gościnnie wystąpił mój dobry kolega Sałen. To numer typowo polityczny. Nie podobało nam się wiele spraw związanych z polityką oraz naszym systemem. Chcieliśmy przedstawić ludziom nasze zdanie na ten temat. Z kolei utwór „Na Faktach” w całości poświęcony jest mojemu koledze, który wiele lat przesiedział w kryminale. Teraz, jeśli cokolwiek się dzieje w mieście, to on jest zawijany na dołek, praktycznie za nic, tak jakby to była dla policji formalność. Nie sztuką jest nawijać o pieniądzach, narkotykach, kobietach. Chcę, aby było coś dla ludzi.

– Czy płyta była dystrybuowana profesjonalnie, na przykład w sklepach?

– Sprzedawałem ją sam. Następna będzie rozpowszechniana o wiele skuteczniej. Nowy krążek chcę wydać w ilości 500–1000 sztuk i będę je wysyłał do różnych sklepów, skateshopów. Planuję też stworzyć własną markę odzieżową w Internecie. Na stronie stworzyć zakładkę „płyty” i tam dystrybuować zarówno moje numery, jak i moich znajomych.

– Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy nie kupili pierwszej płyty, ale może przeczytają ten wywiad?

– Chciałbym im powiedzieć, że jeśli zauważą gdzieś osobę na chodniku, która nosi szerokie ciuchy, to niech nie oceniają jej po wyglądzie. Niech też nie poddają się i walczą o swoje. Znam wielu ludzi, którzy tworzą i robią coś fajnego. Dochodzą do dobrego poziomu, potem usłyszą kilka nieprzychylnych słów na swój temat i się poddają. Niech robią to, co kochają. Każdy powinien mieć swoją szansę.
Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Akceptuję regulamin serwisu Zapisz mnie do newslettera

Wydarzenia i imprezy

Święto muzyki organowej w Stegnie i Niedźwiedzicy

5 lipca do 16 sierpnia
Miejsce: Pomorze

Popularne

Sieć ciepłownicza w zasięgu ręki dla wszystkich mieszkańców

Sieć ciepłownicza w zasięgu ręki dla wszystkich mieszkańców

poniedziałek, 21 lipca 2014

Miasto Gdańsk i Grupa GPEC zostali partnerami projektu rozbudowy miejskiej sieci ciepłowniczej na terenie Gdańska. To ogromna szansa dla wspólnot czytaj

Zakończyła się gdańska edycja Cropp Tattoo Konwent

Zakończyła się gdańska edycja Cropp Tattoo Konwent

poniedziałek, 21 lipca 2014

Szósta edycja gdańskiego święta tatuażu zakończyła się koncertem hip-hopowej gwiazdy Everlast. Trójmiejską odsłonę Cropp Tattoo Konwent, która czytaj

855 tys. osób podczas weekendu Red Bull Air Race w Gdyni

855 tys. osób podczas weekendu Red Bull Air Race w Gdyni

poniedziałek, 28 lipca 2014

Lider klasyfikacji generalnej Austriak Hannes Arch wygrał gdyński przystanek mistrzostw świata Red Bull Air Race. Przez cały dzień przez teren imprezy czytaj

Gala Fight Exclusive Night 4 Summer Edition w Sopocie

Gala Fight Exclusive Night 4 Summer Edition w Sopocie

sobota, 26 lipca 2014

W sobotę, 16-go sierpnia odbędzie się kolejna edycja gali Fight Exclusive Night. Tym razem po niesamowitym sukcesie gali we Wrocławiu, FEN 4 "Summer czytaj

Koncert Nigela Kennedy w Filharmonii Kaszubskiej za nami

Koncert Nigela Kennedy w Filharmonii Kaszubskiej za nami

piątek, 25 lipca 2014

W miniony czwartek 24 lipca w Filharmonii Kaszubskiej wystąpił światowej sławy angielski artysta Nigel Kennedy z zespołem Kroke.Nigel Kennedy czytaj

Komentarze

Newsletter