Rattlesnakes” (ang. „grzechotniki”) to złożony, zaskakujący i pełen humoru dramat psychologiczny przeniesiony na deski Teatru Miniatura przez aktorów Maybe Theatre Company (MTC).
Sztuka Grahama Farrowa jest debiutem młodego reżysera Pawła „Grzyba” Drożdża, który w mistrzowski sposób uwypuklił wszystkie postaci dramatu. W założeniu ukazywać miała relacje między żyjącymi w wielkich miastach kobietami i mężczyznami – ich zagubienie, monotonię dnia powszedniego, ale także pragnienia i dążenia. Sztuka ukazuje jednak znacznie więcej, jest bowiem tragedią każdej przedstawionej w „Rattlesnakes” postaci.
Na scenie podziwiać możemy pięcioro aktorów. Główna postać – Robert McQueen (Paweł Kaczmarek) – elegancki biznesmen, typ dorobkiewicza, okazuje się być motorem napędowym całej historii. Oprócz interesów, które prowadzi, wiedzie podwójne życie. Jest mężczyzną do towarzystwa, spotyka się z kobietami nieszczęśliwymi w małżeństwie, znudzonymi i samotnymi. Powiedzenie „kłamstwo ma krótkie nogi” sprawdza się i tym razem, gdyż o zdradach kobiet dowiadują się ich mężowie – Richie Hanson (Konrad Daniel), Jamie Jarrett (Tomasz Łapiński) i Jed Ellis (Paweł „Grzyb” Drożdż), którzy zmawiają się w celu ukarania frywolnego kochanka. W tym momencie widz wciągany jest w zawiłą fabułę dramatu. Na jaw wychodzą sekrety i słabości pragnących zemsty mężów. McQueen powoli i z gracją obnaża ukryte na dnie duszy każdego z mężczyzn tajemnice, bawi się z nimi i mimo swojego fatalnego położenia (przez większość spektaklu jest przywiązany do krzesła i zastraszany przez oprawców) stopniowo osiąga przewagę. Pomimo trzymających w napięciu momentów, sztuka posiada szereg niepozbawionych humoru scen. Jednakże ich ostateczna wymowa zawsze pozostaje słodko-gorzka.
Każdy z aktorów upodabnia się do tytułowego grzechotnika. Bohaterowie dramatu niczym węże knują przeróżne intrygi, a na koniec zrzucają skórę ujawniając swoje prawdziwe oblicze.
Na uwagę zasługuje scena, podczas której Jarrett dowiaduje się, że jego żona ukrywa przed nim poważną chorobę. Emocje towarzyszące mężowi poznającemu prawdę udzielają się publiczności. Bardzo wiarygodnie i przekonująco wypadła Shelly Hanson (Sandra Szwarc), żona jednego ze zdradzanych mężczyzn.
Zakończenie spektaklu jest zaskakujące, nawet jeśli widziało się go więcej niż jeden raz – aktorzy nie pozostają przewidywalni i bawią publiczność na wszelkie sposoby.

