W gdyńskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt „Ciapkowo” przebywa obecnie 295 psów oraz 164 koty. To dużo, żeby nie powiedzieć – za dużo. Jako szczeniaki i kociaki budziły czułość swoich właścicieli, których miłość okazała się jednak nietrwała. Każdy z nas może jednak sprawić, że schroniskowy smutek będzie dla nich lżejszy...
W 2009 roku przez „Ciapkowo” przewinęło się 1100 psów i 736 kotów. I choć nie każdy chętny może bez problemu wziąć sobie stąd pieska (przy procesie adopcji każdy potencjalny właściciel musi udowodnić, że dobrze zajmie się zwierzęciem), to w ten właśnie sposób nowy dom w ubiegłym roku znalazło aż 598 psów. Kolejnych 259 zostało wykupionych przez swoich właścicieli, co znaczy, że zostały wcześniej oddane lub się zgubiły.
– Większość zwierząt w naszym schronisku to „znajdy”. Nigdy się już nie dowiemy, dlaczego straciły dom. Część zwierząt jest jednak oddawanych przez samych właścicieli i tu najczęstszą przez lata przyczyną były wyjazdy zarobkowe za granicę, uczulenia czy niemożność poradzenia sobie z agresją zwierzęcia – tłumaczy Joanna Pożarowszczyk, zastępca kierownika gdyńskiego schroniska.
Zdarza się również i tak, że rodzice chcą na święta uszczęśliwić swoje dziecko ślicznym szczeniaczkiem, a kiedy ten „dobierze się” do eleganckich butów nowej właścicielki, przestaje już cieszyć i traci dom.
– Teraz jest jeszcze trochę za wcześnie na „oddawanie prezentów”. Najszybciej takie zwierzaki będą trafiały do nas pod koniec stycznia. To jednak nie są bardzo częste sytuacje, może również dlatego, że osobom, które zjawiają się u nas przed świętami w poszukiwaniu „szczeniaczka na prezent”, my zdecydowanie ich nie wydajemy – podkreśla Joanna Pożarowszczyk.
Psiaków za to przybyło po sylwestrze, kiedy to wiele z nich, wystraszonych wystrzałami, po prostu uciekało, a potem nie potrafiło wrócić do domu i trafiało do schroniska. Jak się jednak okazuje, właściciele nie zawsze szukają swoich czworonożnych przyjaciół i wiele z nich pozostaje tu już na lata.
– Warunki życia zwierząt w „Ciapkowie” nie są złe. Oczywiście nie można ich porównać z ciepłym i pełnym miłości domem. Jednak jeśli pies miałby bezpańsko wałęsać się w mrozie po ulicach i jeść tylko to, co znajdzie w śmietniku, albo całymi dniami być uwiązanym na krótkim łańcuchu, to u nas będzie mu lepiej, bo przynajmniej jest regularnie karmiony i wyprowadzany na spacer – zauważa kierowniczka.
To właśnie m.in. wyprowadzaniem psów zajmują się w „Ciapkowie” wolontariusze. Poza tym kąpią zwierzęta, czeszą je, a także pomagają przy akcjach, w które angażuje się schronisko. Co wielu z nas może zaskoczyć, pomoc wolontariuszy jest również nieoceniona przy leczeniu... kocich depresji.
Co zrobić, aby zostać wolontariuszem w „Ciapkowie”? Osoby niepełnoletnie, które chciałyby pomóc w schronisku, muszą mieć ukończone 15 lat i podpisaną na miejscu zgodę rodziców. Pełnoletnim osobom wystarczy jedynie wylegitymowanie się dowodem osobistym. Każda dodatkowa para chętnych do pracy rąk jest tu zawsze przyjmowana z wdzięcznością.
Ci natomiast, którym brakuje czasu lub wolontaryjnego zacięcia, mogą pomóc czworonożnym nieszczęśnikom, przywożąc do schroniska m.in. stare koce, ręczniki (służą do wykładania klatek), karmę, obroże, smycze, zabawki, a także środki opatrunkowe: strzykawki, bandaże, igły.
Na rzecz schroniska możesz także przeznaczyć 1% swojego podatku. Film ilustrujący, co do tej pory udało się osiągnąć dzięki tym pieniądzom, znajdziemy na stronie www.ciapkowo.pl.

