Po ostatnich wyborach do rad dzielnic otrzymaliśmy sygnały od naszych Czytelników, którzy domagają się wyjaśnienia, dlaczego kandydat, który otrzymał największą ilość głosów, nie wszedł nawet do władz rady. Taka sytuacja miała miejsce na Witominie-Radiostacji.
Jak było na Witominie?
Do naszej redakcji zwrócił się Dariusz Pyż, który nie kryje rozczarowania, że w Radzie Dzielnicy Witamino-Radiostacja, nie uszanowano woli wyborców.
Do tej pory milczałem, z bardzo prostego powodu. Nigdy nie jątrzyłem i nie rzucałem podejrzeń. Jednak uważam, że podczas wyborów do Rady Dzielnicy Witamino- Radiostacja, nie uszanowano woli wyborców, gdy za wszelką cenę starano się skutecznie usunąć moją osobę z funkcji przewodniczącego. Na ostatniej sesji odchodzącej rady dowiedziałem się, że Samorządność tworzy listy przy udziale radnej miasta Małgorzaty Balsewicz. Zaproponowałem, by nie dzielić się na grupy, gdyż do tej pory dobrze się nam pracowało. Wtedy z ust radnej usłyszałem, że dla mnie ma na niej miejsca, gdyż tak zdecydowano na posiedzeniu klubu Samorządności.
Efekt Państwo znają. Zostałem zmuszony do tworzenia kolejnej listy, do której przystąpiła większość z starej rady, oprócz obecnego przewodniczącego Adama Osińskiego. Koniec też jest znany. Mimo zdecydowanej wygranej doszło do nieuszanowania woli wyborców. Jestem skromnym marynarzem, niosącym na co dzień pomoc ludziom na morzu, jakie miałem więc szanse z taką machiną? Mam jedynie wielką satysfakcję z osiągniętego wyniku wyborczego. Nie prowadziłem w ostatnich 10. dniach kampanii wyborczej. Dziękuję mieszkańcom Witomina-Radiostacji za pamięć i oddane głosy – pisze Dariusz Pyż.
Radna odpiera zarzuty
Małgorzata Balsewicz uważa, że wola wyborców została uszanowana w stu procentach.
– Radę dzielnicy, zgodnie z przepisami, stanowi 15. radnych, którzy w demokratycznych wyborach otrzymali największą ilość głosów. Konstytuowanie się rady miało miejsce w urzędzie miasta. W czasie tego spotkania, zarząd rady, tak jak stanowią przepisy, został wybrany na podstawie tajnego głosowania. Radni sami, ze swojej wiedzy o sobie i z przekonania o tym, pod czyim kierownictwem chcą pracować, dokonują w tajnym głosowaniu wyboru przewodniczącego, a następnie w taki sam sposób przegłosowują kandydatów na wiceprzewodniczących. Chcę przypomnieć, że lista była jedna, ułożona alfabetycznie. Zarówno ja, jak i Dariusz Pyż, zaangażowaliśmy się w poszukiwanie ludzi aktywnych, chętnych do pracy społecznej, żeby nie powtórzyła się sytuacja sprzed 4. lat, kiedy było 15. kandydatów i każdy, kto uzyskał choćby jeden głos poparcia, zostawał radnym. Dzięki naszym wysiłkom, na liście kandydatów do Rady Dzielnicy Witomino-Radiostacja znalazło się 25 osób. Z nich tylko 15. mogło dostać mandat społecznego zaufania. I tak się stało. Skorzystałam tylko z możliwości zarekomendowania kandydatów przez Klub Samorządność i taką rekomendację dla kandydatów dostałam. Nadmieniam, że Samorządność nie jest partią polityczną. Dariusz Pyż także mógł o taką rekomendację wystąpić, choćby do Platformy Obywatelskiej, z listy której w listopadzie ubiegłego roku startował do Rady Miasta albo SLD, z listy którego startował 4 lata temu. Nie skorzystał z możliwości rekomendacji. Rozumiem rozgoryczenie Dariusza Pyża. Trudno mu pogodzić się z tym faktem. Słowa przez niego cytowane, które miałam wypowiedzieć nigdy nie padły – wyjaśnia Małgorzata Balsewicz.
O komentarz w powyższej sprawie poprosiliśmy także Bartosza Bartoszewicza, przewodniczącego Komisji Samorządności Lokalnej i Bezpieczeństwa.
– Trudno jednoznacznie zrozumieć intencje autora stwierdzenia, że w minionych wyborach do rad dzielnic wola mieszkańców nie została uszanowana. Jest to bowiem stwierdzenie dalece nieprawdziwe i pozwolę sobie wyjaśnić kilka istotnych faktów, o których zapomniano lub nie wiedziano, zarzucając działania, sprzeczne z ideą tworzenia i funkcjonowania rad dzielnic.
Przede wszystkim w wyborach do rad dzielnic nie są tworzone żadne listy i każdy z kandydatów startuje indywidualnie, zbierając wcześniej określoną liczbę głosów poparcia. Zatem samo stwierdzenie „tworzenia list” jest nieprawdziwe. Kandydaci mogą ubiegać się o poparcie organizacji pozarządowych i w zależności od określonych wewnętrznie w tych organizacjach zasad zależy, czy przy kandydacie znajdzie się zapis „popierany przez ...” czy też nie. Nie jestem osobą upoważnioną do wypowiadania się w imieniu gdyńskiej Samorządności, ale jako osoba związana z działalnością tej organizacji mogę jedynie zapewnić, że poparcie było udzielanie na indywidualny wniosek każdego kandydata, po przeprowadzeniu wnikliwej analizy jego aktywności i wcześniejszej działalności – tłumaczy przewodniczący Bartoszewicz.
Sam nie zna osobiście Dariusza Pyża, ale podejrzewa, że skoro w odbywających się wcześniej wyborach samorządowych kandydował z list różnych partii politycznych, których pomysł na Gdynię jest odmienny od osób związanych z Samorządnością, to o rekomendację tego ugrupowania najprawdopodobniej się nie ubiegał.
– Skład rady dzielnicy wynika z demokratycznego wyboru mieszkańców, a wybór przewodniczącego i zarządu dzielnic – z demokratycznego wyboru radnych. Czułbym się wysoce niezręcznie, próbując w jakikolwiek sposób podważać ich kompetencje i podjętą decyzję. Przewodniczący musi cieszyć się poparciem i zaufaniem pozostałych członków rady, jeżeli Pan Dariusz Pyż tego wymogu nie spełnił, uważam to za suwerenną i zgodną z duchem demokracji decyzję radnych, którą w pełni szanuję – podkreśla Bartosz Bartoszewicz, przewodniczący Komisji Samorządności Lokalnej i Bezpieczeństwa.
Miejmy nadzieję, że radni obecnej kadencji nie będą szczędzić sił, by z zaangażowaniem działać na rzecz społeczności lokalnej i starać się nie zawieść zaufania wyborców. Do tematu wrócimy z całą pewnością w kolejnym wydaniu „Twojej Gazety”.


Komentarze