Pod koniec lipca jeden z mieszkańców Orłowa znalazł na terenie przyszłej budowy osiedla Invest Komfort, znajdującym się pomiędzy ul. Orłowską a Spacerową, martwą, zagryzioną przez biegającego luzem psa młodą sarenkę.
Zwierzątko było rozszarpane, a w pobliżu, obok śladów kopytek sarny, widoczne były duże odciski psich łap. Sarenka najwyraźniej nie mogła uciec, bo zaledwie kilka tygodni temu przyszła na świat i była zbyt mała.
– Na własne oczy widziałem maleństwo z matką – mówi Ryszard Ostrowski, leśnik-pasjonat z Orłowa.
Psy biegające luzem
To nie pierwszy przypadek, kiedy psy spuszczone ze smyczy atakują mniejsze zwierzęta. Oczywiście wiele zależy od tego, czy pies jest ułożony, pozbawiony agresji i zrównoważony emocjonalnie. Jednak odpowiedzialność za ewentualne pogryzienie przez psa spada zawsze na właściciela. A ten często pozbawiony jest wyobraźni, skoro puszcza psa bez smyczy w miejscu publicznym, a dotyczy to zarówno dużych, jak i małych psów.
Ryszard Ostrowski, mieszkaniec Orłowa, który znalazł zwłoki, wcześniej widział właśnie w tym miejscu psy dużej rasy, puszczane luzem, bez smyczy i kagańca. Informował napotkanego właściciela psa, że na tym terenie schroniła się sarna z koźlatkiem i prosił, aby wziął swojego czworonoga na smycz. Bez skutku.
– Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, gdy mały, ujadający bez umiaru piesek podbiegnie do większego, nawet trzymanego na smyczy. Trzymajcie psa na smyczy i panujcie nad nim – apeluje do właścicieli psów mieszkaniec Orłowa.
Gdzie zniknęły zwłoki sarny?
Kiedy powiadomiona o tym fakcie straż miejska przyjechała na miejsce zdarzenia, zwłok już nie było. Nie wiadomo, co się z nimi stało.
– Zgłosiłem też sprawę do komendanta straży miejskiej i prosiłem w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Orłowa o egzekwowanie prawa przez strażników w stosunku do właścicieli, którzy nie stosują się do przepisów mówiących o konieczności trzymania psa na smyczy – informuje Sławomir Kitowski, prezes TPO.
Dodajmy, że inna, trzyosobowa sarnia rodzina ukrywa się z kolei na terenie znajdującym się między ul. Spacerową i rzeką Kaczą.
– Widziałem sarenki w okolicy resztek starego młyna, a później, jak przebiegały przez ul. Spacerową i udały się na teren przyszłej budowy Invest Komfortu. Uczulam strażników i właścicieli psów na to miejsce – podkreśla Sławomir Kitowski.
Miasto zabiera im teren?
Dziś widok dzików w mieście czy stadka saren nie jest czymś wyjątkowym. Przyzwyczailiśmy się do tego, że sarny przychodzą na pobliską łąkę, a dziki podchodzą pod ogrodzenia posesji w poszukiwaniu jedzenia. Kiedyś były tu przecież pola, a dzisiaj niedaleko stąd wyrosło nowe osiedle lub powstał kolejny teren budowy. Niestety, rozrastające się miasto wypiera z siedzib zwierzęta, które są zdezorientowane i pojawiają się wtedy na ulicach. Nie zatrzymamy naporu cywilizacji, ale możemy pomóc zwierzętom, a w każdym razie żyć z nimi w przyjaźni, czy inaczej – pozwolić im żyć obok nas.
Warto wiedzieć
Sarna jest naszym najmniejszym gatunkiem z rodziny jeleniowatych. Samiec nosi małe poroże, które nazywa się również rogami. Za każdym razem ma tylko jedną samicę, nazywaną kozą, która w maju rodzi 1 lub 2 koźlątka. Żerując, zostawia je w gnieździe na łące albo w łanie zboża. Jeśli natkniemy się na młode, nie wolno ich dotykać. Matka zawsze jest w pobliżu. Zapach człowieka ją płoszy, a porzucone koźlątko może zdechnąć z głodu.


Komentarze
Niech własciciele przede wszystkim o tym pamiętają.