Podczas ubiegłorocznej edycji konkursu „Dzielnicowy Roku 2010” spośród 365 dzielnicowych Pomorza wybrano 19 najlepszych. Wśród nich już po raz drugi znalazł się młodszy aspirant Marcin Warszawski z Komisariatu Policji w Chyloni.
– Jak wynika z badań, ogromna większość obywateli uważa, że dzielnicowi są potrzebni, ale prawda jest taka, że niewielu z nas zna swojego dzielnicowego. Co sprawiło, że jest Pan rozpoznawalny wśród mieszkańców?
– Myślę, że jestem rozpoznawalny, bo moja praca polega na bezpośrednich rozmowach z ludźmi, a to akurat bardzo lubię. Nie uważam, że jestem najlepszy, ale cieszę się, że nie jestem anonimowy. Wydaje mi się także, że mam dosyć dobry kontakt nie tylko z mieszkańcami, ale również z administracją Gdyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, z Dzielnicowym Ośrodkiem Pomocy Społecznej i z dyrekcją Szkoły Podstawowej nr 16, znajdującej się na terenie Pustek Cisowskich. Spotykamy się dość często, a gdy zaistnieje pilna potrzeba, kontaktujemy się telefonicznie i w ten sposób mogę od razu zareagować. Swoją opieką obejmuję nie tylko mieszkańców Pustek Cisowskich, ale także firmy zlokalizowane przy ulicy Hutniczej.
– Dzielnicowy potrzebny jest także firmom? Na czym polega ta opieka?
– Opieka dzielnicowego nad firmami w tym rejonie polega głównie na udzielaniu pomocy prawnej potrzebnej innym jednostkom policji, organom sądowym oraz prokuraturze. Często inna komenda czy komisariat przesyłają pismo w ramach tzw. pomocy prawnej, występując o przesłuchanie kogoś czy też ustalenie niezbędnych informacji.
– A jaki powinien być dzielnicowy? Czy musi mieć odpowiednie predyspozycje, czy też wystarczy, by ukończył kursy szkoleniowe?
– Przede wszystkim trzeba lubić pracę z ludźmi, mieć dobry kontakt z mieszkańcami i umieć wsłuchiwać się w ich problemy. Wiedzieć, co ich dręczy. Czasami jest to awanturujący się pod wpływem alkoholu sąsiad z bloku czy agresywny pies na osiedlu wyprowadzany bez kagańca. Natomiast jeżeli chodzi o wymogi formalne, kandydat na dzielnicowego, musi być w służbie stałej, tzn. mieć ukończone trzy lata służby. Kiedyś były organizowane kilkumiesięczne kursy dzielnicowego, teraz jest to kilkudniowe szkolenie w Szkole Policji w Słupsku.
– To wystarczy?
– Uważam, że policjant nie może zbyt dużo czasu spędzać na kursach szkoleniowych, gdzie co prawda zapoznaje się z potrzebną teorią, jednak tak naprawdę to najcenniejsza jest praktyka zdobyta w terenie.
– A jak wygląda przeciętny dzień pracy dzielnicowego?
– Staram się być jak najczęściej w terenie i spędzać czas z ludźmi. Ale, jak wiadomo, nie tylko gdyńską policję dotykają kłopoty kadrowe, stąd nie zawsze jest to wykonalne, ponieważ dużą część dnia pracy zajmuje mi praca biurowa. Na co dzień dokonuję obchodu rejonu służbowego i zajmuję się problematyką występującą w podległym mi rejonie. Bywa również, że spotykam się z mieszkańcem podległego mi rejonu tylko wtedy, kiedy mam konkretną sprawę. Ponieważ cenię sobie kontakt z ludźmi, staram się brać udział w spotkaniach z mieszkańcami, które są źródłem cennych informacji o problemach mojego rejonu.
– Z jakimi sprawami mieszkańcy zgłaszają się do dzielnicowego?
– Z różnymi. Wśród nich są i stosunkowo błahe, jak kłopoty z parkowaniem na osiedlowych uliczkach czy problemy z nieodśnieżonymi zimą chodnikami. Ale są i sprawy poważniejsze. Czasem zdarzają się problemy związane ze spożywaniem alkoholu wokół sklepu osiedlowego i pobliskiego lasu. Na Pustkach Cisowskich przebywają też osoby bezdomne, jednak nie stanowią dla nikogo zagrożenia, gdyż są to osoby spokojne, nienadużywające alkoholu, nieźle sobie radzą, dlatego nie chcą skorzystać z pomocy placówki opiekuńczej. Są jednak objęte stałym nadzorem i wiedzą, że mogą otrzymać pomoc ze strony zarówno policji, pracowników socjalnych, jak i straży miejskiej. W ramach współpracy z Administracją Osiedla interweniowałem i pomogłem rozwiązać problem z mieszkanką dzielnicy, która przez długi czas gromadziła w swoim mieszkaniu śmieci. Kłopot mieli nie tylko sąsiedzi, którzy narzekali na fetor wydobywający się z mieszkania, ale także administracja, gdyż nie było podstaw, by pozbawić tę osobę prawa do lokalu. Jednak przekonałem rodzinę tej pani, by aktywnie włączyła się w rozwiązanie problemu. I w końcu udało się, mieszkanie zostało posprzątane. A było co wywozić, bo w mieszkaniu zalegała góra śmieci i początkowo można było dostać się do środka tylko na czworakach, pokonując niewielki prześwit w górze śmieci. Kolejny problem w dzielnicy to zwalczanie patologii, jaką jest przemoc w rodzinie. Na terenie Pustek Cisowskich wobec kilku osób prowadzę Niebieskie Karty. Staram się te rodziny nie tylko monitorować, ale także udzielać im wsparcia.
– Czy mieszkańcy chętnie podejmują współpracę z dzielnicowym?
– Raczej tak. Znają mój numer telefonu, który jest dostępny w Administracji Osiedla i na stronie internetowej Komendy Miejskiej Policji w Gdyni. Ponadto mogą skorzystać i zgłosić bezpośrednio do mnie jakiś problem, korzystając z mojej obecności na festynach osiedlowych, a także na spotkaniach w Radzie Dzielnicy. Wraz z innymi dzielnicowymi z Komisariatu Policji Gdynia-Chylonia stworzyliśmy wizytówki, na których są wszystkie potrzebne dane do kontaktu z nami, a rozdawane są one przy okazji spotkań z mieszkańcami. To nam ułatwia pracę i jest bardzo pomocne w kontaktach z mieszkańcami.
– Czego można życzyć Najlepszemu Dzielnicowemu w Gdyni?
– Dalszej satysfakcji z pracy oraz awansu zawodowego.
– Tego więc życzę i dziękuję za rozmowę.
Młodszy aspirant Marcin Warszawski pełni służbę w gdyńskiej policji już od 14 lat, a od niespełna 3 lat pracuje w Referacie Dzielnicowych. Jest twardy, ma silny charakter, dużą odporność na stres. Wzbudza zaufanie. Poza pracą stara się spędzać czas aktywnie z rodziną. Jego pasją są sporty wodne i zimowe. Jest ratownikiem wodnym, posiada uprawnienia motorowodne do prowadzenia łodzi. W wolnych chwilach nurkuje, a zimą szusuje na nartach po ośnieżonych górskich stokach.


Komentarze