Strona główna GDYNIA: Chylonia Projekt „Rodzina bliżej siebie"

Projekt „Rodzina bliżej siebie"

Email Drukuj
Basia z Chyloni, która już od trzech lat bierze udział w programie  „Rodzina bliżej siebie”. Skorzystała ze wsparcia, które dał jej asystent rodziny. Dziś opowiada o swoich zmaganiach z nałogiem i walce o lepsze jutro dla siebie i dla córki.

To właśnie asystent rodziny podał jej rękę w najtrudniejszych chwilach. Pomógł znaleźć przyczynę trudnej sytuacji i, co najważniejsze, nie zostawił jej samej z problemami. A było ich sporo.

- Moje życie tak naprawdę polegało na piciu. Jeżeli spotkało mnie jakieś niepowodzenie, nie starałam się rozwiązać problemu, tylko piłam. Stale piłam… Wydawało mi się, że to jest sens mojego życia. Kiedy powstał program „Rodzina bliżej siebie", odwiedził mnie pracownik socjalny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i zaproponował udział w tym programie. Spytałam: Co ja z tego będę miała? Okazało się, że większe pieniądze. Wówczas pomyślałam sobie, że jak większa kasa, to warto. Był rok 2008, kiedy zaczęłam uczestniczyć w tym programie, chociaż przyznam, że nie w pełni z niego korzystałam. Brałam pieniądze i wiedziałam, że jak zwrócę się o pomoc, to ją otrzymam. Tak funkcjonowałam przez kilka miesięcy. Aż w końcu przyszedł dzień, który zapamiętam na całe życie. Było to dokładnie 17 lipca 2009 roku, kiedy przez moje picie, zabrano córkę do Domu Dziecka. Coś mną wtedy wstrząsnęło. Następnego dnia, wzięłam taksówkę i pojechałam do Domu Dziecka z założeniem, że, po prostu, córkę ukradnę. No, bo jak to? Ktoś obcy może mi zabrać dziecko? Przecież to ja jestem jego matką. Tak wówczas myślałam. Ale nie udało się - wspomina Basia.

Wówczas terapeuta z programu „Rodzina bliżej siebie" zaproponowała, aby Basia udała się do Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień przy ulicy Reja w Gdyni. Uczęszczała na terapię, jednak jak mówi, nie po to, żeby się leczyć, ale żeby mieć dokumenty, umożliwiające jej odzyskanie córki. Kiedy po pięciu miesiącach terapii udało się, stwierdziła, że skoro córka jest znowu przy niej, to nie ma powodu, by terapię kontynuować. Niewiele brakowało, a córka ponownie znalazłaby się w Domu Dziecka.

- W terapii jedno stwierdzenie jest prawdziwe, że dla alkoholika nie ma picia kontrolowanego. Robiłam to dalej, ale w ukryciu. Jak tylko dziecko zasnęło, brałam butelkę i znowu piłam ze swoim byłym partnerem, sądząc naiwnie, że nikt mi nie może nic zrobić. Ale pewnego dnia dowiedział się o tym kurator sądowy. Trudno było mi się przyznać, że nadal piję. Kurator nie dała jednak za wygraną i skierowała moją sprawę do sędzi, która zaproponowała mi rozmowę. Z wielkim oporem poszłam tam ze swoim asystentem ,i niestety, okazało się, że po roku muszę znowu iść na oddział dzienny terapii uzależnień – wspomina Basia.

Kiedy rok temu powstała kampania „Biała Wstążka”, będąca symbolem sprzeciwu stosowania przemocy wobec kobiet, nastąpił w jej życiu przełom.

- Nakręcono ze mną film. Podczas emisji, usłyszałam z ekranu słowa mojej córki, które mnie głęboko poruszyły: urodziłaś mnie do kochania, nie do bicia. Wtedy zrozumiałam, czym było moje życie? Wielkim  pijaństwem - przyznaje Basia.

I chociaż dziś widzi co jest dobre, a co złe, to jednak każdy dzień jest walką.

- Tak naprawdę, z alkoholem nigdy się nie wygra, on zawsze będzie silniejszy. Nie wolno mi jednak zapomnieć, że jestem osobą uzależnioną. Dzisiaj potrafię dokonać wyboru. Nie dołączam do towarzystwa osób pijących alkohol. Nie chcę wysłuchiwać naiwnych porad od znajomych, siedzących w oparach alkoholu. To bez sensu – mówi.

Basia ma w tej chwili trzeciego asystenta. Pierwszy skończył pracę w tym projekcie, a potem przydzielono jej młodą osobę, ale współpraca się nie układała.

- Teraz mam panią Krysię i jestem bardzo zadowolona. Traktuję ją jak matkę, której już nie mam. Mogę się zwierzyć i wiem, że mnie zrozumie i pomoże - podkreśla Basia…

- Najważniejsze, że Basia szuka wciąż nowych rozwiązań i, co ważne, potrafi je znaleźć. Jest przykładem, że jak chce się zmienić swoje życie, to nieważny jest wiek. My ze swej strony staramy się dawać tym osobom wsparcie, aby potrafiły się podnieść i iść dalej. Towarzyszymy w ich życiu, dowartościowujemy je i pokazujemy, co już się udało - mówi asystent rodziny Krystyna Chołdrych.

Teraz przed Basią jest wielka szansa powrotu do pracy zawodowej.

- To będzie własna działalność, ale realizowana w zespole. W trakcie tworzenia jest spółdzielnia socjalna, dzięki której powstanie catering, czyli zakład zbiorowego żywienia z dowozem posiłków do domu klienta. Pani Basia jest jedną z kandydatek do tego projektu, bo ma odpowiednie kwalifikacje. Jest osobą bezrobotną, z orzeczonym stopniem niepełnosprawności i bez prawa do zasiłku. Ta praca da Basi wynagrodzenie i szansę na usamodzielnienie - podkreśla Krystyna Chołdrych

-  Teraz chcę dać szansę innym, żeby skorzystali z tego programu, bo nie można być do końca życia na utrzymaniu MOPS-u. Najprościej wziąć pieniądze od pomocy społecznej i nic nie robić. Chcę wszystkim powiedzieć, że nie można przyjść do tego programu tylko dla pieniędzy - zaznacza Basia.

- Nie jest mi łatwo. To, że nie piję, to nie znaczy, że nie mam problemów, ale nauczyłam się je rozwiązywać. Wiem, że mam jeszcze wiele pracy przed sobą, jak choćby odzyskanie pełnej władzy rodzicielskiej nad córką, ale mam nadzieję, że wytrwam. Patrzę na wiele rzeczy zupełnie inaczej - kończy swoją opowieść.

Dziś przyznaje, że dzięki uczestnictwu w ciągle rozwijającym się programie „Rodzina bliżej siebie", jej największym sukcesem jest fakt, że może być z córką, wychowywać ją, pomagać i patrzeć, jak dorasta. I po prostu mądrze ją kochać.
 

Dodaj komentarz