We wszystkich 22 dzielnicach Gdyni mieszkańcy głosowali na radnych dzielnic. Teraz 336 wybranych kandydatów przez 4 lata będzie decydować o sprawach najbliższych okolicy.
Te osoby, które przyszły oddać swój głos w wyborach, pokazały, że chcą mieć wpływ na jakość życia w swoich dzielnicach. I choć lokale nie były oblegane, to i tak frekwencja była wyższa niż cztery lata temu i do godziny 13.00 wyniosła 3,37 proc. Dla porównania przypomnijmy, że podczas poprzednich wyborów zagłosowało 2,92 proc. mieszkańców.
Wyborcy tradycyjnie przychodzili głosować falami, czyli najczęściej po zakończeniu mszy św. w kościele. Niektórzy księża, między innymi z Chyloni, sami namawiali podczas nabożeństwa wiernych, by udali się do lokali wyborczych.
Nie bez znaczenia bowiem pozostaje fakt wytypowania odpowiednich radnych. Dodajmy, że to oni najlepiej powinni znać potrzeby mieszkańców i je zaspokajać. Rady dzielnic mają wpływ na budowę i remonty ulic, ich oznakowanie i sygnalizację. Mogą też inicjować i finansować budowę placów zabaw, urządzać zieleńce, wnosić uwagi do projektowania przebiegu linii komunikacyjnych, lokalizacji przystanków i dostosowania rozkładów jazdy autobusów czy tramwajów do potrzeb mieszkańców. Radni zajmują się także organizacją życia kulturalnego i społecznego w mieście.
Łyk statystyki
Frekwencja w wyborach w całym mieście wyniosła 9,15 proc., dla porównania w 2007 roku wyniosła 7,21 proc. Swój głos oddało 18 095 osób na 197 746 uprawnionych. Miejska Komisja Wyborcza w 7 dzielnicach była zmuszona przeprowadzić losowanie w celu wyłonienia radnych z pośród kandydatów, którzy otrzymali taką samą liczbę głosów w okręgu. Dotyczyło to dzielnic Babie Doły, Oksywie, Chylonia, Pustki Cisowskie-Demptowo, Orłowo, Mały Kack, Wielki Kack.


Komentarze
Realia polityczne...