Dwie byłe już urzędniczki gdyńskiego magistratu brały łapówki w zamian za obietnicę załatwienia mieszkania komunalnego. Grozi im za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Jedna z mieszkanek Gdyni poskarżyła się dyrektorowi gdyńskiego urzędu Jerzemu Zającowi, że zapłaciła urzędniczce pieniądze, a nie dostała lokalu.
Na jego wniosek od 1 lipca br. policja pod nadzorem prokuratury prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa wyłudzenia pieniędzy i wykorzystywania statusu urzędnika w celu uzyskania korzyści materialnych przez dwie byłe już pracownice Urzędu Miasta.
Dotychczasowe ustalenia pozwalają założyć, że obie kobiety przyjmowały pieniądze w zamian za obietnicę wpływu na procedury urzędowe realizowane w wydziałach urzędu, w których nie były one zatrudnione. 9 lipca materiały sprawy zostały przesłane przez policję do Prokuratury Rejonowej w Gdyni z wnioskiem o wszczęcie śledztwa z art. 230 § 1 Kodeksu karnego.
Podinspektor D. pracowała w gdyńskim magistracie 12 lat, a inspektor K. 30 lat. Kobiety przygotowywały za pieniądze fikcyjne dokumenty z nieaktualnymi pieczęciami, które rzekomo miały pomóc w zdobyciu komunalnych mieszkań różnego przeznaczenia, m.in. mieszkań socjalnych.
– Gdyńska policja jest na etapie ustalania wszystkich osób pokrzywdzonych. Te, które się zgłosiły bądź zostały ustalone, są przez policjantów przesłuchiwane. Wszystkie czynności wykonujemy na zlecenie prokuratury – mówi rzecznik Komendy Miejskiej Policji podkom. Dorota Podhorecka-Kłos.
Art. 230 § 1 Kodeksu karnego:
Kto, powołując się na wpływy w instytucji państwowej, samorządowej, organizacji międzynarodowej albo krajowej lub w zagranicznej jednostce organizacyjnej dysponującej środkami publicznymi albo wywołując przekonanie innej osoby lub utwierdzając ją w przekonaniu o istnieniu takich wpływów, podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

