Mijają dwa lata, kiedy załoga statku badawczego Morskiego Instytutu Badawczego r/v „Baltica” uratowała psa, dryfującego wiele godzin na krze lodowej. Co słychać u Baltika i jego wybawcy, Adama Buczyńskiego?
Przypomnijmy, że 25 stycznia 2010 roku załoga statku uratowała psa dryfującego na krze lodowej ok. 15 mil morskich od brzegu, w okolicach Wisłoujścia. Pies przebywał na krze wiele godzin, zsuwał się do wody i ponownie na nią wdrapywał. Był w stanie prawie całkowitego wyczerpania, a mimo to dzielnie walczył o życie.
Kapitan Jerzy Wosachło zarządził akcję ratunkową. Załoga statku opuściła ponton i podjęła psa na burtę R/V”Baltica”, gdzie został osuszony, ogrzany i nakarmiony. Następnego dnia, po wejściu do portu, piesek został zawieziony do weterynarza, który go zbadał i podał antybiotyk oraz witaminy. Następnie załoga zaczęła poszukiwanie rodziny psiaka. Było kilka sygnałów, ale okazało się, że rzekomi właściciele źle rozpoznali pupila i w ten sposób Baltik został na statku.
Od tamtego zdarzenia minęły już dwa lata, a kundelek czuje się znakomicie i jest bardzo szczęśliwy. Latem, jako pełnoprawny członek załogi statku, wyrusza w łatwiejsze rejsy. Zimą, gdy warunki są trudniejsze, zostaje wraz z pracownikami Morskiego Instytutu Rybackiego – Państwowego Instytutu Badawczego.
- Jak tylko zimą wracamy do portu, przylatuje do nas stęskniony i melduje się na wachtę. Oczywiście od razu dostaje resztki „ z pańskiego stołu” - mówi Adam Buczyński, oficer mechanik wachtowy z „Baltica”.
Baltik uwielbia także spacery po lesie, oczywiście ze swoim panem. Podczas jednej z takich wędrówek, zgubił odznakę Pies w Wielkim Mieście, ale jak się okazuje, nowa już na niego czeka.
- Powstało mnóstwo wierszyków na temat tego dzielnego psa, a na wiosnę ma się ukazać książka o naszej akcji. Dostałem też list z podziękowaniami za udaną akcję ratunkową od Brigitte Bardot, która nie szczędziła słów uznania dla ludzi, którzy bez wahania popłynęli psu na pomoc – podkreśla opiekun psa.
Dodajmy, że Baltik znajduje się na oficjalnej liście załogi statku, zatwierdzonej przez Radę Naukową Morskiego Instytutu Badawczego.
- Kiedy wchodzimy do portu i zgłaszamy do kapitanatu ilość osób na pokładzie, to słyszymy: a pies? - uśmiecha się Adam Buczyński.

