Kupcy z Gdyńskiej Hali Targowej przygotowują projekt zmian dotyczących nowego zagospodarowania powierzchni handlowej i terenu wokół obiektu. Miasto, które jest właścicielem zabytkowej hali, zastanawia się nad możliwością uzyskania dofinansowania remontu z funduszy unijnych.
Projekt zmian polega na zwiększeniu liczby parkingów, które mają powstać przy ul. Wójta Radtkego i od strony ul. Jana z Kolna oraz na wydłużeniu godzin otwarcia boksów, które obecnie są zamykane już o godz. 17.00. Natomiast zmiany wewnątrz obiektu dotyczyć będą uporządkowania powierzchni handlowej tak, aby uzyskać podział stoisk na poszczególne asortymenty. Potrzebne jest też nowe ogrzewanie, gdyż zimą temperatura często spada do 1 stopnia Celsjusza. Jak się jednak okazuje, chociaż gotowa jest koncepcja ogrzewania, to na razie brakuje środków na wykonanie tego projektu.
Hala to przeżytek?
Przypomnijmy, że gdyńska Hala Targowa była kiedyś namiastką Zachodu, gdyż można było tu znaleźć towary, przywożone przez marynarzy. Było wszystko, czego w Polsce nie można było dostać, czyli owoce cytrusowe, bakalie, orientalne przyprawy, coca-cola, papierosy, guma do żucia, dżinsy, koszule non iron, rajstopy czy sprzęt elektroniczny. Dziś, kiedy galerie handlowe wyrastają jak grzyby po deszczu, na hali targowej kupują głównie emeryci, którzy zjeżdżają z różnych dzielnic trolejbusami. Dla wielu z nich to wręcz tradycja. Wielu klientów hali uważa, że panuje tu inny klimat podczas robienia zakupów, aniżeli w wielkich sklepach z sieciowymi dyskontami. Można porozmawiać ze sprzedającym, czy wymienić się poglądami. Ponadto, na bazarach kupujemy różnego rodzaju warzywa i owoce, wiedząc, że pochodzą one z naturalnych gospodarstw.
- Tylko na hali można kupić mięso, które zawiera głównie mięso, a nie azotany i wodę, jak „pasza” z hipermarketów. Często kupuję też świeże ryby i to, czego nie ma gdzie indziej, na przykład wiejskie mleko, które się normalnie zsiada, czy też prawdziwe masło i świetny twaróg – twierdzi Janina P., emerytka ze Śródmieścia.
Nie brak jednak osób, które twierdzą, że większość towarów można dziś kupić w otwartych do późnych godzin wieczornych centrach handlowych, gdzie ponadto nie ma problemu ze znalezieniem miejsca parkingowego.
- Nie kupuję nic na hali, bo niestety ceny są wygórowane, a w innych miejscach mogę kupić wiele rzeczy taniej i o wiele lepszej jakości. Ciuchy po praniu się nie skurczą, a po kilku razach nie zmechacą. Jeżeli chodzi o artykuły spożywcze, to przyznam, że ze świeżością bywa różnie. Dlatego nie widzę większego sensu remontu tego miejsca – uważa z kolei inny mieszkaniec Gdyni.


Komentarze