Pięcioosobowa drużyna z Gdyni szczęśliwie ukończyła 200-kilometrowy marsz „De 4 daagse” w Holandii. Byli jedynymi Polakami wśród 45 tys. uczestników z całego świata, którzy wystartowali w 95. edycji tej imprezy. Piechurzy, którzy ukończyli marsz, otrzymali odznaczenia holenderskiej królowej, czyli złote medale „De 4 daagse”.
Nasz kraj dumnie reprezentowali ochotnicy Aleksandra i Radosław Tyślewiczowie, Dariusz Biernacki, Tomasz Bartkowiak i Marek Sokołowski, którzy cały czas maszerowali z gdyńską flagą.
Nie było łatwo
- Celem marszu są ćwiczenia rezerwy w maszerowaniu. Tak jak to było na początku, tak pozostało do dziś. Impreza wspierana jest przez Ministerstwo Obrony Narodowej Holandii i maszerują w mudurach kontyngenty z różnych krajów. Obecnie urosła ona do marszu, ćwiczenia i festynu razem – mówi Radosław Tyślewicz, uczestnik marszu.
Piechurzy musieli codziennie pokonywać dystans 50 km w maksymalnym czasie 13 godzin, czasem po asfalcie, a także ulicami i betonowymi drogami dla traktorów przecinającymi wielkie pola kukurydzy, przy temperaturze 22ºC w cieniu. Pokonali wzniesienia i pontonowy most. Największym wyzwaniem dla uczestników było jednak wczesne wstawanie. Każdego dnia na linii startu trzeba było stawić się o godz. 4.00 rano.
To już tradycja
- Polski kontyngent wojskowy brał udział w tym marszu ostatnio w 2006 roku. Jednak w tej prestiżowej, militarnej imprezie nie maszerujemy jako polska drużyna regularnie. Osobiście po raz pierwszy maszerowałem w 2009 roku, a w 2011 namówiłem jeszcze czworo znajmych i razem, już jako 5 - osobowa drużyna, przeszliśmy marsz, wspierani koszulkami otrzymanymi od Gdyńskiego Ośrodka Sportu i Rekreracji oraz miasta Gdyni. Byliśy jedynymi Polakami, którzy specjalnie przyjechali na marsz z Polski. Dążymy do tego aby na ten największy marsz na świecie, co roku jechała polska reprezentacja wojskowa lub tak jak my, cywilna – podkreśla Radosław Tyślewicz.
Dodajmy, że nie wszystkim uczestnikom marszu udało się szczęśliwie dotrzeć do mety. Ukończyło go niespełna 38,5 tys. osób.
Co to za marsz?
„De 4 daagse” to czterodniowe marsze w okolicach holenderskich miast Nijmegen i Arnhem, znanych z operacji „Market Garden” i największe na świecie coroczne ćwiczenia rezerwistów i regularnej armii. W marszach, organizowanych od 95 lat, zawsze w lipcu, mogą uczestniczyć piechurzy z całego świata. W tym roku wzięły w nim udział kontyngenty wojskowe z Holandii, Niemiec, Danii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Kanady czy Norwegii. Na trasie można było spotkać nawet Japończyków i Australijczyków.


Komentarze
Początki są trudne, dlatego proponuję maratony
Ja zaczęłam biegać, ale średnio mi idzie
A wczoraj był maraton, jak ja bym chciał wziąć w nim udział :)
Bo tak jest najłatwiej. Zamiast chwalić udowodnić, że ktoś robi coś żle
Ja też nie lubię spędzać tak wolnego czasu. Nuuuuda