Strona główna GDAŃSK: Jasień Tajemnicza nazwa na Jasieniu

Tajemnicza nazwa na Jasieniu

Email Drukuj
Na Jasieniu znaleźć można ulicę Rycerza Blizbora. Cóż to był za jegomość? – pyta jeden z naszych Czytelników.

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w jednej z kaszubskich legend. I, jak przystało na taką opowieść, zawiera ona wszystko, co powinna mieć w sobie dobra historia. Mamy więc klasyczny czarny charakter, piękną niewiastę, dzielnego młodzieńca, wielką miłość i... tragiczny koniec. Ale po kolei.

Rycerz Blizbor, który tak zainteresował naszego Czytelnika, mieszkał w zamku na Drawskiej Górze. Pewnego razu na półwyspie jeziora Wierzchowo nasz młodzieniec ujrzał Grzymisławę.
Białogłowa, że palce lizać

Tu bez niespodzianek – niewiasta była piękna, miała mleczną skórę i różowe piersi (bądź odwrotnie), słowem – wszystko co potrzeba, aby kochliwy młodzian stracił dla niej głowę. Nawet imię lubej nie było go w stanie odstraszyć! Ona sama również zapałała wielką miłością do naszego rycerza. Cóż, jak można się domyślić, historia musiała mieć swój ciąg dalszy. Bądź co bądź nikt rycerzem Blizborem ulicy by nie nazwał, gdyby chodziło tylko o casanowę rodem z Drawskiej Góry.

Macocha czarny charakter

Na scenę w naszej opowieści wkracza macocha Grzymisławy. Zarządza majątkiem dziewczyny i chce nim także zarządzać w przyszłości. Nie może więc dopuścić do tego, żeby jej pasierbica wyszła za kogoś za mąż. Wiadomo, w takim przypadku cały majątek umknie jej sprzed nosa. Macocha to prawdziwe uosobienie zła (brakuje tylko wielkiej brodawki na nosie i zatrutego jabłka) – trzyma krótko Grzymisławę i nie pozwala spotykać się jej z nikim młodym. Ale hormony w młodym ciele buzują i już nawet licznie odmawiane niepokalanki i zdrowaśki nie wystarczą, aby wypędzić z głowy grzeszne myśli.

Sielanka i początek końca

Młodzi zaczynają potajemnie się spotykać. Metoda jest prosta – Grzymisława zawsze po zachodzie słońca zapala w swojej komnacie kaganek, a ten przez liczne bagna i topiele wskazuje drogę jej ukochanemu. No więc młodzi się kochają i wszystko przez jakiś czas układa się nad wyraz dobrze. Aż tu nagle przychodzi... nie, nie ciąża, tylko wielka burza. Macocha wzywa dziewczynę do siebie, raźniej jej bowiem przetrwać te wszystkie błyski na niebie wspólnie. Grzymisława spełnia prośbę, ale wcześniej jak zawsze zapala kaganek w oknie. Wiatr zdmuchuje jednak płomień. Dziewczyna wraca do swojej komnaty. Nie zastaje jednak Blizbora.

Zawsze razem

Pełna obaw czeka do rana. Jej kochanka wciąż jednak nie ma. Przerażona Grzymisława rusza na poszukiwanie swego mężczyzny.
Dalej robi się już poważnie. Dziewczyna na brzegu jeziora widzi grzbiet koński i... rękę, która kurczowo trzymała się grzywy. Zrozpaczona rzuca się w toń jeziora. Legenda głosi, że Grzymisława na zawsze chciała połączyć się ze swoim ukochanym...
Macocha najprawdopodobniej majątek zagarnęła dla siebie.
 

Komentarze 

 
0 #3 wojtek 2011-12-19 16:04
wzruszylem sie doglebnie ta historia.
Cytować
 
 
0 #2 gosia 2011-12-14 13:37
to jest ciekwe.
Cytować
 
 
+1 #1 Daniel 2011-10-24 18:45
Historia może i ciekawa, ale artykuł żałosny.
Cytować
 

Dodaj komentarz