Położone w oddaleniu od centrum Gdańska Migowo to nie tylko sypialnia miasta. Jeszcze do niedawna stał tu dwór, który doskonale pamiętają starsi mieszkańcy Moreny. Dziś w ogrodzonym, zniszczonym parku hula wiatr.
Znana historia Migowa rozpoczyna się w 1379 roku. Gdański przedstawiciel Zakonu Krzyżackiego nadał ją Klausowi Kluckowowi. Nazwa Migowo pochodzi od słowa "Müggau", czyli po spolszczeniu, Komarowo. Dopiero w latach 70-tych XX wieku położoną na uboczu dzielnicą zainteresowali się urbaniści. Wcześniej, w 1954 roku, przyłączone zostało do Gdańska. Na terenie Piecków i Migowa zbudowano olbrzymie osiedle.
Wysiadając na końcowym przystanku autobusu linii 129 lub 130 trudno nie zauważyć rozległego zielonego terenu. Jeszcze do końca ubiegłego wieku pośrodku tego, co kiedyś było parkiem, znajdował się dwór pochodzący z XVIII wieku. To, że zabytek zniknął, spokojnie można nazwać największym skandalem ostatniego dwudziestolecia. Niestety – wygląda na to, że zagładzie ulegnie także zabytkowy park, w którym obecnie nie ma już większości pięknych drzew, a w pewnych miejscach przypomina śmietnisko.
– To było kiedyś piękne miejsce, pamiętam zarówno dworek, jak i park z okazałymi drzewami – mówi Helena Lis, mieszkanka osiedla, która spacerowała w pobliżu terenu. – Kiedy go ogrodzono, byłam pełna nadziei, że znów będzie tu pięknie – dodaje.
Nic takiego nigdy się nie stało. Park wraz ze zrujnowanym dworkiem został sprzedany przez miasto znanemu gdańskiemu biznesmenowi. Ten w 1997 roku teren ogrodził i na tym roboty się skończyły. Piękny budynek zawalił się na przełomie XX i XXI wieku. Wszystko działo się pod okiem konserwatora zabytków. Migowski park nie miał tej rangi co kamienice na ul. Długiej. Dewastacja założenia parkowego trwała w najlepsze bez większego echa. Sprawą zainteresowała się policja i miasto dopiero po protestach mieszkańców.
– Parę lat temu w zagadkowy sposób zaczęły usychać drzewa, do niedawna piękne, okazałe rośliny zaczęły przypominać białe kikuty – mówi Marta Zielińska, mieszkanka ulicy Bulońskiej. Wśród migowian zaczęła krążyć plotka, że drzewa są celowo zatruwane po to, by po ich wycięciu w miejsce zielonego terenu mogło powstać osiedle. Rzeczywiście: inwestor zamierzał wybudować tutaj bloki.
Co pozostało po Migowskim parku? Do niedawna na teren nie można było się dostać. W tej chwili jednak brama jest częściowo otwarta, a w płocie pojawiły się wyłomy. To, co zostało po parku, przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. W krzakach można znaleźć resztki posadzki, pomiędzy drzewami walają się elementy konstrukcji dworku takie jak drewniane belki, cegły i kamienie. Obraz zniszczenia dopełnia spalony kontener. Gdzieniegdzie widać suche drzewa bez jednego liścia.
Czy jest jakaś szansa dla migowskiego parku? Konserwator zabytków od lat ma problem z inwestorem, który chyba już dawno odpuścił sobie opiekę nad terenem. Najlepszym tego dowodem jest to, że wbrew obietnicom jakie złożył magistratowi, nie przyłożył ręki do ratowania pałacu. Dla prasy właściciel parku jest nieuchwytny.
Komentarze
Tak najlatwiej.
Zniszczyc i na tym zarobic.