Pasjonaci modelarstwa z całej Polski zjechali do Gdańska, aby zaprezentować swoje najlepsze rękodzieła. W ostatni weekend listopada w Domu Kultury na Morenie odbył się V Konkurs Modelarski o memoriał Tadeusza Rackiego.
W zawodach wzięło udział 75 uczestników z niemal wszystkich zakątków kraju. Oprócz trójmiejskich miłośników klejenia, byli też modelarze m.in. z Lublina, Olsztyna, Torunia czy Inowrocławia. I choć frekwencja była niższa, aniżeli podczas ubiegłorocznej edycji, to – jak podkreślali organizatorzy i sami zawodnicy – ten konkurs stał na bardzo wysokim poziomie.
– Mniejsza ilość uczestników niż w poprzednich latach wynikła z tego, że w tym samym czasie zorganizowano również konkurs modelarski o Puchar Prezesa LOK w Warszawie – tłumaczył Andrzej Łopatiuk z Klubu Modelarskiego „Delfin”, organizatora imprezy. – Uważam, że przez to nałożenie się terminów straciły oba konkursy. Szacuję, że u nas przez to zabrakło około 200 modeli. Dlatego dziś mamy ich nieco ponad 300.
Sami uczestnicy byli jednak bardzo zadowoleni z możliwości spotkania z innymi miłośnikami modelarstwa. Jak podkreślali, nie laury w tego typu imprezach są najważniejsze, a wspólne spędzenie czasu w gronie pasjonatów tych samych zainteresowań.
– Takie konkursy bardzo integrują środowisko modelarzy – mówił Andrzej Kamiński ze Stowarzyszenia Modelarzy z Inowrocławia, uczestnik imprezy. – Mamy tu okazję wymieniać się swoimi doświadczeniami i przekazywać swoją wiedzę młodszym pokoleniom, które w przyszłości będą kontynuować tę tradycję.
A przekazywać wiedzę i doświadczenie było komu. Wśród uczestników znalazło się bowiem wiele dzieci i młodzieży, które bardzo wcześnie połknęły modelarskiego bakcyla. Wśród nich byli Michał Niedbała i Łukasz Bartoszewicz, rywalizujący w kategorii juniorów.
– W moim przypadku modelowanie przechodzi z pokolenia na pokolenie. Sklejał mój tata, jego czterej bracia i w naturalny sposób ta pasja przeszła też na mnie – zdradził Michał. – Dzięki takim konkursom możemy spotkać wielu wytrawnych modelarzy i poznać wiele ciekawych technik sklejania, czy też podpatrzeć nowe elementy, które uszlachetniają modele. Bo dla nas nie liczy się ilość złożonych konstrukcji, tylko jakość ich wykonania. Im więcej zawierają detali i im mocniej przypominają oryginał, tym bardziej jest się czym pochwalić – opowiadał chłopiec.
Łukasz z kolei przyznał, że klejenie modeli, choć jest jego pasją, wcale nie pochłania całego jego wolnego czasu.
– To byłoby zbyt monotonne i niezdrowe. Nawet z korzyścią dla świeżości umysłu, a więc i dla samego tworzenia, jest oderwanie się co jakiś czas od tego dłubania. Dlatego wcale nie unikamy spotkań w gronie kolegów czy grania na komputerze. Wszystkie zajęcia trzeba odpowiednio dozować – wyjaśnił młody inowrocławianin.
Podobnie jak Michał i Łukasz, chyba wszyscy uczestnicy morenowego konkursu, również ci starsi, swoje pierwsze modele zaczęli sklejać w latach swojego dzieciństwa. Nie inaczej było w przypadku Andrzeja Kamińskiego.
– Dziś mam 53 lata, a modelarzem jestem od 42 lat. Rozpocząłem od konstruowania projektów z „Małego Modelarza”, który był kiedyś bardzo deficytowym czasopismem w kioskach – opowiadał o początkach swojej pasji. – Potem był etap produkcji modeli z kategorii lotniczej w aeroklubie. Kiedy jednak pierwszy raz skleiłem parowóz, to tak wciągnęła mnie ta dziedzina, że już praktycznie pozostałem modelarzem parowozów i tak chyba zostanie – śmiał się.
– Rozmawiając z ludźmi z naszego pokolenia, czyli urodzonymi w latach 40., 50. czy 60., widać, że mało kto nie sklejał kiedyś modeli. W nas po prostu ta pasja została po dziś dzień – dodaje Adam Spiliszewski, który do konkursu zgłosił model pojazdu wojskowego z wyrzutnią rakiet.
Jak zgodnie przyznają uczestnicy konkursu, sklejanie modeli wręcz uzależnia. A jest to zajęcie bardzo czasochłonne. Jak powiedział nam Andrzej Kamiński, konstruowanie jednego modelu parowozu w skali 25 zajęło mu około 2,5 tysiąca godzin, czyli mniej więcej 3 lata pracy!
Wśród kilkuset wspaniałych miniaturowych okrętów, samolotów, czołgów, parowozów i innych pojazdów, a także budynków, sędziowie musieli wybrać ten najpiękniejszy. Po długich obradach zdecydowali wręczyć główną nagrodę Pawłowi Styczyńskiemu z Gdyni, który zaprezentował fantastyczny okręt ORP „Wodnik”. Nagrody rozdano również zwycięzcom w kilkunastu różnych kategoriach. Ci, którzy nie doczekali się wyróżnień, mają jednak motywację, by zaprezentować jeszcze lepsze modele w kolejnej edycji konkursu o memoriał Tadeusza Rackiego. A ta już w przyszłym roku.


Komentarze