Udało im się cztery lata uratować szkołę. Czy powtórzą sukces i powstrzymają władze miasta przed zamknięciem Zespołu Szkół Budowlano-Architektonicznych na Suchaninie?
To nie jest wymierająca szkoła
Nie zgadzają się z tą decyzją ani uczniowie, ani rodzice, ani nauczyciele.
- Boli mnie serce na samą myśl, że moja szkoła zostanie zamknięta. - mówi dyrektor placówki Zofia Sypniewska-Figel. - Uczniowie są bardzo związani ze szkołą, ale myślę, że ja jeszcze bardziej. Całe moje życie zawodowe związane jest z tym miejscem. Pracuję tu 32 lata, a 17 rok już jestem jej dyrektorem.
Rodzice tłumnie przyszli na spotkanie z panią dyrektor. Jest głośno i gwarno.
- Pierwszym krokiem do zamknięcia tej szkoły było zlikwidowanie internatu – zabrała głos jedna z mam. - Może powinniśmy pójść dalej i żądać jego przywrócenia. Pewnie jest to nierealne, ale jeśli będziemy żądać więcej to może uda nam się uratować szkołę. - Po tych słowach rozległy się oklaski.
- Nagrody, osiągnięcia, dyplomy w różnych dziedzinach: sportowych, naukowych, plastycznych. Proszę zobaczyć ile tego jest – pokazywała dyplomy pani dyrektor. - Jakość kształcenia w tej szkole można potwierdzić w wymierny sposób.
- Władze miasta dysponują nieprawdziwymi informacjami – tłumaczyła jedna z pań – to nie jest wymierająca szkoła. Tutaj się uczy nie jedna a sześć klas. W tamtym roku w naszej szkole było 394 osoby, więc trudno powiedzieć, że nasza szkoła jest pusta.
Demokracja musi być
Jeden z rodziców podjął inicjatywę założenia komitetu protestacyjnego złożonego z przedstawicieli rady pedagogicznej oraz kilku innych prężnych osób chcących się włączyć w działania.
- Demokracja musi być. Osoby, które chcą nas reprezentować niech wstaną, państwo to przegłosują i wtedy ja mogę działać – powiedział. Na te słowa rozległy się brawa.
Wiedza bliższa sercu
W obronie szkoły staje m.in. jeden z rodziców, Mariusz Myszkier.
- Ta szkoła posiada coś takiego jak pasję. Jest zlokalizowana w takim miejscu, które umożliwia łatwy do niej dostęp. Jestem przeciwny temu, żeby likwidować tradycję, a ta szkoła właśnie tę tradycję posiada. Kolejnym argumentem „za” ratowaniem szkoły jest to, że mój syn ją lubi. Są tutaj odpowiedni ludzie, którzy potrafią motywować do pracy nie stwarzając stresowej atmosfery. A ostatni powód – jest osobisty, ponieważ nie lubię deweloperów. Wiedza i tradycja jest bliższa memu sercu niż gotówka – zapewnia Mariusz Myszkier, tata jednego z uczniów.
W podobnym tonie wypowiada się Aleksandra Kotlewska, nauczycielka polskiego.
- Nie chodzi tu o dobro dzieci lecz o ekonomię – zauważa. - A szkoda, bo w naszej szkole panuje naprawdę dobra atmosfera.
- I nie są to słowa rzucone na wiatr. Uczniowie, którzy uratowali szkołę 4 lata temu przyszli teraz, by znowu walczyć o szkołę, w której się dobrze czują – mówi Ewa Białous, nauczycielka wychowania fizycznego.


Komentarze
Jedną szkołę zamykaja żeby wybudowć w innym miejscu? Czy ktoś tu mysli?
Myślę, że tu raczej chodzi o inną sprawę. Deweloper!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!
Widza. Ale udaja, ze nic sie nie dzieje
Dlaczego wladze tego nie widza?
Dzieciaków szkoda. Bardzo sioe zaanagazowaly w obrone szkoly