Sportowa Przychodnia Lekarska na Przymorzu to największa taka jednostka w Pomorskiem. Każdego roku obsługuje blisko 7000 sportowców. Kameralny budynek położony przy ulicy Lęborskiej 23A niedługo odejdzie w niepamięć. Czy zmiany wyjdą na dobre sportowcom?
Wojewódzka Sportowa Przychodnia Lekarska jest unikalnym punktem wśród ośrodków zdrowia. Przyczyna jest banalna. To miejsce dedykowane zdrowym, aktywnym osobom. Tego typu medycyna, chociaż w większości prewencyjna, stanowi niezwykle ważne ogniwo w całości służby zdrowia. Nie każdy wie, dlaczego tak się dzieje.
O medycynie dedykowanej zdrowym
Wbrew pozorom, opieka medyczna dotycząca sportowców charakteryzuje się cechami, których próżno szukać w typowych ośrodkach zdrowia. Dlatego tak ważne jest, aby pamiętać o ich indywidualnym postrzeganiu. Tymczasem decyzją Sejmiku Województwa, organu założycielskiego, przychodnia ta zostanie włączona do szpitala specjalistycznego na Zaspie.
- W całym województwie mamy szesnaście przychodni sportowych, z czego 4 w Gdańsku, a 3 w Gdyni – informuje Mariusz Szymański, rzecznik prasowy Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.
To wszystko prawda, jednak informacja o kilkunastu przychodniach wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Przychodnia z Przymorza jest największa w całym województwie. Umożliwia wykonanie na miejscu większości specjalistycznych badań profesjonalnie i bez kolejek, i co najważniejsze, tylko wśród zdrowych pacjentów. Ten niepozorny parterowy budynek z zewnątrz może nie olśniewa, ale w środku kryje wszystko to, co dla pacjentów najważniejsze. Negatywną opinię o stanie nieruchomości przedstawia sejmik województwa. W opinii Małgorzaty Pisarewicz, rzecznik prasowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, zły stan techniczny obiektu grozi utratą kontraktu z NFZ w zakresie kilku dziedzin.
Zarzuty odpiera dyrektor placówki
- Nie będę ukrywał, że z zewnątrz naszemu budynkowi przydałby się remont. W środku jednak mamy się czym pochwalić. Dla przykładu dodam, że na wyniki badań krwi i moczu sportowcy czekają u nas 3 minuty. W szpitalu na Zaspie czas ten wydłuży się do 3-4 godzin. W jednym miejscu i bez kolejek sportowiec może u nas odbyć konsultacje z lekarzami niemal wszystkich istotnych specjalizacji. Dysponujemy też nowoczesnym sprzętem. Dzięki temu, że działamy w prawdziwie sportowym cyklu, powracają do nas zadowoleni sportowcy - tłumaczy specyfikę przychodni Bogdan Błoński, obecny dyrektor placówki.
Nie wszyscy do końca zdają sobie sprawę z tego, czym dla sportowca są badania lekarskie. A są właściwie wszystkim. Aktualne badania lekarskie to przepustka do udziału w zawodach, obozie sportowym, a nawet w treningu. Średnio badania ważne są dwa lata. Jednocześnie największe zapotrzebowanie pojawia się wiosną i jesienią. Dlatego tak ważna jest sprawna organizacja. Dla sportowca zwłoka w czekaniu może oznaczać prywatną porażkę, np. w postaci niedopuszczenia do rywalizacji.
Nowe, niekoniecznie znaczy lepsze
Jeśli chodzi o kwestię komfortu pacjentów, to po przeprowadzce nie będzie zmian na lepsze. Obecna placówka ma prawie 700 m2 powierzchni. Przy porównaniu obu lokalizacji trudno mówić o przewadze nowego rozwiązania.
- Oferowana powierzchnia na Zaspie to dwa pokoje na poziomie piwnicy - precyzuje dyrektor.
Swoimi wątpliwościami na temat proponowanego miejsca docelowego dyrektor chciał podzielić się z posłami Sejmiku. Niestety, żaden z nich nie wyraził zgody na wspólną wizytację. To sprawia, że przychodnia i jej serce - lekarze, mogą czuć się odrzuceni. Takie właśnie myśli ma Bogdan Błoński. Nie jest on człowiekiem znikąd, gdyż od czterdziestu lat jest aktywny zawodowo na polu medycyny sportowej, a od ponad dwudziestu pełni rolę dyrektora placówki.
- Przez te wszystkie lata najważniejsze było dla mnie dobro sportowych pacjentów. W nowej strukturze to dobro nie będzie już nadrzędną wartością. Dlatego rezygnuję ze stanowiska – deklaruje Bogdan Błoński.
Dyrektor rezygnuje nie godząc się na nowe, mniej dogodne dla pacjentów warunki. Podkreślić trzeba, że chodzi tu właśnie o dobro pacjentów, i tylko o ich dobro. Wszyscy pracownicy mają zagwarantowane zatrudnienie w nowym miejscu.
W odpowiedzi na bezpodstawne zarzuty
To, co dziwi obecnego dyrektora, to zarzuty wobec placówki. Pojawiały się sugestie na temat kiepskiej sytuacji finansowej i zagrożenia z powodu beznadziejnego stanu ośrodka. Tymczasem przychodnia przy ul. Lęborskiej działa bardzo prężnie. Budynek najnowszy nie jest, ale wewnątrz przeszedł odpowiednie remonty. Bez właściwych warunków nie byłoby pozwolenia Sanepidu. Trudno podważać opinię państwowej inspekcji sanitarnej. Dyrektora placówki cieszy to, że skuteczne działania przekładają się nie tylko na zadowolenie sportowców, ale też na dobre wyniki finansowe. W chwili obecnej przychodnia ma pół miliona złotych oszczędności. Ma także zagwarantowane kontrakty z medycyny sportowej i rehabilitacji na najbliższe 3 lata. Dyrektor podkreśla, że szpital na Zaspie nie może pochwalić się tak dobrymi wynikami. Może tu należałoby szukać przyczyny?
- Rozumiem, że po przejęciu przychodni przez szpital, kontrakty te przejdą we władanie szpitala. Podobnie stanie się z oszczędnościami. Jest więc o co walczyć – ubolewa Bogdan Błoński.
Sportowa medycyna w starciu z rzeczywistością
Jest jeszcze jedna wartość scalona z przychodnią na Przymorzu – działka, na której stoi budynek. Działka ma powierzchnię 2500 m2 i ma bardzo dużą wartość rynkową. Po przeniesieniu przychodni teren zostanie sprzedany w drodze przetargu. Plany sprzedaży pojawiały się już wcześniej, jednak wtedy w projektach nowego zagospodarowania działki przychodnia miała być odtworzona. W ostatecznej wersji zaniechano tego ugodowego rozwiązania. Decyzja zapadła w maju tego roku. Podjęli ją marszałek województwa wraz z Sejmikiem.
Zmiana warunków sprzedaży nieruchomości rzuca nowe światło na przyczynę przeniesienia przychodni. Dyrektor nazywa tę decyzję wprost „skokiem na kasę”. No cóż, ponoć wszystko jest na sprzedaż. Szkoda tylko, że nawet dobra pozornie bezcenne tracą na znaczeniu. Boli niekonsekwencja w podejściu do chowania młodych w duchu sportowym. Z jednej strony zewsząd pojawia się promocja sportu, między innymi poprzez budowę boisk szkolnych czy orlików. Z drugiej ogranicza się dostęp do sportowej medycyny. Brak spójności w działaniach jest jeszcze gorszy niż brak działań w ogóle. Pozostaje wierzyć, że przychodnia pod rządami szpitala obroni się doświadczeniem i wiedzą zdobytą w poprzednich latach.


Komentarze