W Domu Kultury im. R. Raszewskiego na gdańskim Przymorzu aktywnie działa Związek Sybiraków. 20 kwietnia odbyło się tu uroczyste spotkanie z okazji Świąt Wielkanocnych.
– Działalność koła polega na prowadzeniu dokumentacji aktualnej i historycznej oraz organizowaniu spotkań o charakterze religijno-patriotycznym. Uczestniczymy także w uroczystościach krajowych dotyczących uczczenia pamięci bohaterów narodowych i osób represjonowanych, bierzemy udział w mszach pogrzebowych pod sztandarem „Zesłaniec Sybiru” i organizujemy spotkania z młodzieżą, podczas których opowiadamy o historii Polski – opowiada Eleonora Mieczkowska, która swoje dzieciństwo spędziła na zesłaniu.
Związek Sybiraków tworzą – jak sama nazwa mówi – osoby, które przeżyły zsyłkę na Syberię.
– W skład naszego koła wchodzi sama młodzież, nawet ta 90-letnia – żartuje pani Eleonora.
Jedną z członkiń koła jest Teresa Kowalewska (z domu Szofer), która znalazła się na Syberii w wieku 4 lat. Jej ojciec, przedwojenny policjant, został aresztowany 17 września 1939 roku, zaś w 1940 roku został zamordowany w Stanisławowie przez NKWD.
– Mnie, mojego brata i matkę 13 kwietnia 1940 roku wywieziono na Sybir. Byliśmy tam 6 lat i 3 miesiące. Panowały tam głód, nędza i ubóstwo – opowiada Teresa Kowalewska.
– Ja też miałam 4 latka, gdy znalazłam się na Syberii – dodaje pani Eleonora. – Mój ojciec był przed wojną wójtem. W tym dniu, kiedy nas zabierano, udało mu się cudem uratować. Niestety, poza nim cała rodzina znalazła się na zesłaniu, mama wraz z czworgiem dzieci i 80-letni dziadkowie, którzy nie wytrzymali ekstremalnych warunków tam panujących i po roku zesłania zmarli. A my męczyliśmy się 5 lat i jakimś cudem udało nam się przeżyć.
Janina Gontar również w 1940 roku została wywieziona na Sybir wraz z rodzicami. Jej ojciec był leśniczym.
– Do 1943 roku mieszkaliśmy w tajdze, później zostaliśmy przeniesieni na przedmieścia miasta Abakan. Co mogę powiedzieć o czasie tam spędzonym? Bieda dotkliwa, mróz, malaria, tyfus, owrzodzenia skóry. Było bardzo ciężko – wspomina pani Janina.
– Wszystko co się ruszało, to ludzie jedli, np. takie zwierzątka, susły, świstaki… Aby je złapać, trzeba było wlać w norkę wodę i oczywiście wykazać się odpowiednim refleksem, ale później mogliśmy pałaszować bardzo smaczne kotlety. Stalin przemyślne więzienia tam stworzył – mówi z przekąsem pani Eleonora – ponieważ nie można było stamtąd uciec. Zimą straszyły wilki i mrozy przekraczające minus 40 st. C, latem słońce i 40-stopniowy upał.
Spotkania Związku Sybiraków odbywają się dwa razy w miesiącu – w pierwszą i trzecią środę miesiąca – o godz. 15.00 w Domu Kultury przy ul. Śląskiej 66b.


Komentarze